|
Lord of the Rings. Film Petera Jacksona przez wiele osób został okrzyknięty mianem kultowego. Jednak, co niektórzy określają go jako zwykłą bajeczkę z dobrymi efektami specjalnymi. Lecz fakt pozostaje faktem, że film ten nikogo nie pozostawił obojętnym. Nie chcę tutaj podejmować się recenzji tegoż, gdyż nie jest to moim celem. Otóż, zaskoczyła mnie wypowiedź "sławnej" (dzięki głośnej i bardzo szczerej -in minus- opinii dotyczącej Matrixa) osóbki o xywce Hafy, na temat ekranizacji powieści J.R.R. Tolkiena. I tu pewnie Cię zaskoczę. Myślisz pewnie, że w swoim mailu zacznę bluzgać i argumentować, iż "jak można było wypowiedzieć się w taki sposób na temat takiego wspaniałego filmu?" Nie, nie, to nie w moim stylu; każdy w końcu ma prawo do własnej opinii -nawet tak... bezpośredniej. Po co więc to piszę, poruszyło mnie bowiem Twoje podejście do tematu. Nie czytałaś nawet książki, a wypowiadasz tak surowo. Rozumiem, że film może znużyć osoby nie obeznane z tematem (czytaj: nieinteresujące się), ale ktoś taki nie powinien mówić o czymś o czym nie ma pojęcia. Nasuwa mi się tu pewna historyjka. Kiedy wybierałem się do kina na wiadomy film, pomyślałem, czy aby nie zabrać ze sobą kogoś, kto broni się przed literaturą fantastyczną, mimo, że w ogóle jej nie czytał -to była moja mama :) Heh... to miał być taki teścik, czy coś w tym rodzaju. Tak więc gdy dotarliśmy do Wrocławia (w moim mieście jest kino, ale takie, że... no właśnie) zasiedliśmy wygodnie w jednej z sal i oddaliśmy się czarowi magii Śródziemia. To znaczy, tylko ja (chory fanatyk fantasy :>), bo "obiekt testu", (pomimo, że z początku bardzo pochłonięty samym filmem), w połowie zaczął dyskretnie ziewać i kręcić się w fotelu. Po wyjściu z sali cały czas miałem w uszach piosenkę "May it be", tak jak towarzyszka, tylko, że Jej zdanie na temat Władcy Pierścieni brzmiało mniej więcej tak: "Sam początek filmu miły; wesoły, ładne efekty etc., ale dalsze minuty po prostu mnie męczyły. Trzy godziny to nazbyt dużo -efekty specjalne i krajobrazy, mimo że urzekające, to jednak nie umiałam znaleźć tego... klimatu" Tak.... to chyba podobnie jak z Tobą -Hafy. Film przyrodniczy? W porządku. Porównywalnie wypowiedzieć się można o dziele Picasso -bazgroły jakieś, albo o samym życiu; po co żyć? Pełno kłopotów, tylko od czasu do czasu jakaś przyjemność. Do czego zmierzam? Chyba każdy chce cieszyć się życiem. Na pewno lubisz robić coś co daje Ci uczucie wolności i specyficznej radości (tylko bez skojarzeń mi tu ;)). Tak samo jest z ludźmi, którzy zachwycają się tym filmem. Jakąż przyjemność sprawiło mi i moim czterem przyjaciołom -tak samo jak ja zakochanych w fantastyce- wyruszenie na tygodniową podróż w nieznane pod imionami swoich ulubionym postaci (Gandalf or Olorin rulzzz :>) Naprawdę, zgadzam się z tobą, że trafia Cię jak ludzie, którzy potrafią zachwycać się jedynie efektami specjalnym, wypowiadają się na temat jakiejś produkcji, ale popatrz na siebie. Robisz podobnie, tyle, że w innym kontekście. Pamiętaj jednak, że bez wzgląd na wszystko zdobyłaś moje uznanie za szczerość i otwarcie, ale tak a propos postaraj się jeszcze raz obejrzeć film, bądź zacząć czytać książkę pierwszą część trylogii -tylko postaraj się, chociaż trochę, odnaleźć sens tej powieści -to uczucie. Pozdrufffka !!! Gandalf >>Powrót do AMFILM<< |