Intro
Teksty
Fakty
Ciekawostki
Ekstra
W sieci
Biblioteka
Poczta
Historia
Załoga
Action Mag
Gladiatorzy

W 80 r. n.e. otwarto Koloseum, czyli Amfiteatr Flawiuszów. Otwarcie było w istocie najbardziej kosztowną i najkrwawszą imprezą w historii... rozrywki! Sponsorem przedsięwzięcia był Tytus, syn cesarza Wespazjana. Ogromne koszty jakie pochłonoł "teatrzyk dla dorosłych" nie poszły jednak na marne. Impreza trwała ponad sto dni: pochłonęła kilka tysięcy ludzi i zwierząt.

Przedstawienie zaczęło się rano. Pochód głównych "gwiazd" - czyli gladiatorów, był nagradzany wybuchem szału, histerii i radości, a prowadzili ich laniści - trenerzy.

Gladiatorzy (od łac. gladius - miecz) szli podzieleni na osobne specjalności:
- andobaci - walczący konno,
- retiarii - uzbrojeni w sieci i trójzęby (tzw. sieciarze),
- secutores - ich ciało osłaniała tarcza, nagolennik oraz naramiennik, bronią był miecz,
- trakowie - posiadający małe, okrągłe tarcze, greckie stroje i miecze. Ich przewaga polegała na zwinności i niesamowitym refleksie.
- hopomachowie - potężni wojownicy zamykający cały przemarsz. Od stóp do głów byli zakuci w ciężką, niewygodną zbroję w której szybko się męczyli, i - co za tym idzie - często padali z nóg nie od ciosów przeciwników, lecz ze zmęczenia.

Gladiatorów wybierano spośród jeńców wojennych, niewolników i skazańców. Niektórzy wolni mieszkańcy decydowali się na zostanie gladiatorem z przyczyn finansowych - był to niebezpieczny, ryzykowny, ale opłacalny "zawód".

Jak wyglądali? Z grubych szyj wyrastały im małe główki o niskich czołach i krótko strzyżonych włosach. Krótko mówiąc gladiatorzy byli podobni do ciemnych typków z amerykańskich kryminałów. Niektóre imiona uwielbianych niegdyś bohaterów publiczności przetrwały na zwojach do dziś, np. Spikulus i Musclosus.

Gladiatorzy wychodzili dwójkami na arenę, zaraz po zawodowych łowcach dzikich zwierząt, czyli bestiariusach. Zatrzymywali się przed lożą cesarską, skandując: Ave Caesar imperator, morituri te salutant (co znaczyło: "Bądź zdrów cesarzu imperatorze, pozdrawiają cię idący na śmierć). Po przemówieniu cesarz schodził na arenę, by sprawdzić ostrość mieczy. Czynił to, aby pokazać publiczności, że walka będzie w stu procentach autentyczna. Zdarzało się bowiem, że zawodnicy specjalnie mistyfikowali walkę, używając tępych mieczy i udając prawdziwą walkę. Przebiegu całych zawodów doglądali szczegółowo "sędziowie" cesarscy.

Na specjalne okazje - jak otwarcie samego Koloseum czy igrzyska po zwycięstwie Trajana nad Dakami - do Rzymu sprowadzano najlepszych w całym kraju sportowców-morderców. Uboga ludność rzymska dobrze znała się na walce, obserwowała widowisko jak dzisiejsi widzowie oglądający walki bokserskie. Ulubieńcy walczyli często przy skandowaniu przez trybuny ich własnych imion. Można właściwie powiedzieć, że rzymianie zakładali jakby tymczasowe fan-kluby. Na arenie walczono w dowolny sposób. Nie było mowy o zasadach czy regułach - wszystkie ciosy były dozwolone. Widownia czekała z napięciem na cios ostatni, po którym słabszy padał na ziemię. Trębacze zaczynali grać na trąbach, dając w ten sposób znak zwycięscy, by odstąpił od pokonanego. To był moment władzy ludu, od niego zależało bowiem życie lub śmierć zawodnika. Pokonany odrzucał miecz oraz tarczę na bok i wystawiał kciuk lewej ręki skierowany do góry - błagając w ten sposób o litość. Choć cesarz miał zawsze ostatni głos, to rzadko postępował wbrew woli ludu. Jeśli publiczność życzyła sobie śmierci zawodnika, to wstawała ze skierowanymi w dół kciukami. Jeśli pragnęła jego życia - kierowała kciuki do góry.

Gladiatorzy opuszczali Koloseum przez dwie bramy: Porta Scavinaria - dla tych, którym publiczność darowała życie, a Porta Libitinensis - dla martwych.

W chwili kiedy wojownik padał na ziemię, zaczynało się makabryczne przedstawienie. Przy dźwięku trąb wychodzili na arenę czarnoskórzy niewolnicy, poprzebierani w szaty etruskiego demona śmierci - Charuna - z wielkimi młotami w rękach. Tańczyli oni przez chwilę wokół pokonanego miażdżąc młotami jego czaszkę. Po skończonej "robocie" znów znikali w czeluściach podziemnych korytarzy amfiteatru. Na tym jednak nie koniec... Na ich miejsce przybiegali natychmiast inni niewolnicy ubrani tym razem w szaty Merkurego - przewodnika dusz zmarłych w zaświatach. Wbijali oni żelazne haki w ciało nieszczęśnika i wywlekali z areny przez Porta Libitinensis (nazwa tej bramy pochodzi od rzymskiej bogini pogrzebów - Libityny). Gladiatorzy zwykle nie mieli pogrzebu. Ich ciała przenoszono do spoliarium (po polsku "odzieralnia"), czyli kostnicy. Jak wskazuje nazwa, wojownika odzierano ze zbroi, szat, a nawet wyrywano mu zęby, włosy oraz obcinano mu wszystkie członki (bez wyjątku!). Jego krew trafiała do naczynia, z którego później pita była przez mieszkańców jako sprawdzony afrodyzjak. Zabiegi te wykonywano z jednego powodu: rzeczy należące kiedyś do (martwego już) gladiatora uważane były za relikwie, które miały leczyć choroby, chronić przed złymi mocami itp. Szczątki gladiatora sprzedawano później za niemałe sumki (niektórzy przez całe życie zajmowali się takim handlem). Sam wysiekacz był w oczach rzymianek i rzymian żyjącym bóstwem płodności, męskiej siły, odwagi, jurności i... szczęścia. Choć nieczęsto taki gladiator przeżywał wszystkie zadane mu katusze, to - gdy jednak przeżył - do obowiązku pracownika kostnicy należało dobicie konającego wojownika. Uważano bowiem, że skazany z woli ludu nie ma prawa żyć. Ciała martwych, obdartych wojowników trafiały do głębokich dołów, gdzie wrzucano także masy zwierząt. Każdy amfiteatr był wyposażony w wiele takich dołów... Kiedy osiemnaście wieków później, jedna z ekip archeologicznych natrafiła na taki grobowiec, wszyscy robotnicy odmówili dalszych robót. Jaki był tego powód? Otóż smród wychodzący z głębi był tak silny, że dalsze prace były niemożliwe! Zawodnikom którym się poszczęściło wręczano odznaki zwycięstwa - gałązki oliwne oraz sumę pieniędzy określoną w kontrakcie; a trzeba wiedzieć, że zarabiali oni całkiem dobrze... do czasu. Uwielbiane przez rzymian widowisko było potępiane przez chrześcijan za niespotykane okrucieństwo. Zawód gladiatora nie przetrwał jednak długo - oficjalnie cesarz Konstantyn Wielki zniósł to widowisko na początku IV wieku. Nieco później cesarz Honoriusz zakazał organizowania walk gladiatorskich. Era gladiatorów stała się wspomnieniem...

Krecik