Ferdynand Cortez wraz ze swą armią w sile ok.500 żołnierzy i 11
kawalerzystów, przybił do wybrzeży Jukatanu w 1519 roku. Tak niewielka siła
pokonała teoretycznie silniejsze państwo Azteków. Postaram się wyjaśnić, jak do tego
doszło.
Pierszym celem podróży Corteza miała być stolica plemienia Tabasków, gdyż
podróżnicy opowiadali, iż są przyjaźnie nastawieni do obcych. Stało się
jednak inaczej. Corteza i jego ludzi przywitał grad strzał i kamieni rzucanych
przez indian przyczajonych w gąszczach drzew. Doszło do bezpośredniego starcia,
w którym Hiszpanie posłużyli się bronią palną. Huk nieznanej broni mocno
wystraszył indian, którzy w chwilę potem pouciekali. Cortez natychmiast
zajął ich stolicę. Następnego dnia kiludziesięciotysięczna armia Tabasków ruszyła
do ataku. Nie bali się już wystrzałów, jednak po ujrzeniu 11 koni, przestraszyli się
tych nieznanych, parskających potworów. Po nierównej walce potyczka zakończyła
się zawiązaniem pokoju. Po wzięciu niewolników Cortez ruszył w dalszą wyprawę.
W przedstawiony tu sposób kończyła się większość potyczek konkwistadorów z Aztekami.
Pierwszą z przyczyn klęski tych drugich była niewielka wiedza o przybyszach. Wpadali
w panikę na widok koni (Aztekowie nie potrafili udomowić żadnego zwierzęcia!) i huków
wystrzałów z broni palnej Hiszpanów. Wojownicy wyrzucali broń i rzucali się do ucieczki.
Drugą przyczyną był z pewnością zabobon o bożku Quetzalcoatlu. Aztecka legenda głosiła, że
biały bóg z falistą brodą przybył z krainy wschodzącego słońca na skrzydlatym statku (Aztekowie
nie znali żagli). Nauczył ich rzemiosła, obyczajów i religii. Potem zniknął w nieznanych
okolicznościach. Corteza utożsamiano w powracającym bogiem.
Trzeci akapit to fakt, że państwo Azteków było zlepkiem podbitych plemion. Aztekowie narzucali
im swoje jarzmo, toteż Cortez chwycił okazję i namówił zbuntowane plemiona do przyłączenia
się do jego armii w drodze po rzekomą wolność.
Powód czwarty i ostatni to taktyka wojenna Azteków. Gdy konkwistadorzy wpadli w wąwozie
w pułapkę plemienia Tlaskalanów, stali na przegranej pozycji. Wielotysięczna armia zagrodziła
im drogę, jednak zamiast śmiało atakować, indianie poruszali się tylko w jednej ciasnej grupie,
uniemożliwiając samym sobie swobodę walki. Będąc w takiej sytuacji, jedna kula Hiszpanów
mogła położyć setki wojowników.
Przedstawiłem podstawowe przyczyny upadku Azteków. Z pewnością było ich więcej, jak chociażby
niezdecydowane działania Montezumy. Zamiast od razu na początku zalać armią grupkę
zuchwałych Hiszpanów, wolał pertraktować i bawić się w jakieś układy. Przez to wszystko,
prężnie rozwijająca się potężna cywilizacja została zniszczona w kilka lat. Był to tzw.
kolos na glinianych nogach, jak dziś Polskich Kilka Przypadków.
Marek