Tegoroczny Rajd Kormoran przebiegał w nietypowej atmosferze skandalu. Jako jedyny rajd szutrowy w Polsce przyciągał licznie zawodników, kibiców i sponsorów. W tym roku ścisła czołówka składała się z Leszka Kuzaja Peugeotem, Tomasza Kuchara Toyotą i niespodzianka: Krzysztofa Hołowczyca w żółtym Seacie, którego opuścił Kulig, nieobecny w tym rajdzie. Już od pierwszego OS'u rozpoczyna się walka Kuzaja z Hołowczycem, Kuchar nieznacznie za nimi. Tak na zmianę wygrywali poszczególne odcinki, aż do ostatniego OS'u pierwszego dnia, kiedy Leszek Kuzaj podczas przejazdu trafia na coś twardego, przez co demoluje prawe przednie zawieszenie 206-óstki i do mety dojeżdża już na skrawku felgi. Padają podejrzenia w kierunku Hołowczyca, który komentuje, że "nie wierzy, żeby ktoś był takim idiotą". Drugiego dnia Kuzaj wyremontowanym samochodem rusza do boju, tym razem bez przykrych niespodzianek. Na starcie do jednego z odcinków specjalnych Hołowczyc ma kłopoty z samochodem: silnik nie chce odpalić. Spycha go więc na bok i zaczyna kombinować jak odpalić samochód, kiedy tymczasem Kuchar rusza na trasę. I nagle on wpada na coś dziwnego, uszkadzając dwa prawe koła, a w efekcie i zawieszenie. "Hołek" w międzyczasie naprawia Seata i zaczyna pościg za Kucharem, który oczywiście wyprzedził go po jego trzyminutowym postoju. Końcowa kolejność wygląda następująco: Kuzaj, Hołowczyc i w końcu Kuchar. Oczywiście to, na co wpadł Kuchar było przygotowane dla kogo innego, tylko nie dowiemy się przez kogo. Takim to sposobem kibice zepsuli całe widowisko, bo mistrz szutrów Hołowczyc przegrywał z Kuzajem. To właśnie jest niepokojące, że w Polsce kibice zaczynają decydować o wynikach. Ale zajmijmy się grupą N. W tejże grupie nie dojechało kilku faworytów, m.in. Frycz, Gabryś, Dytko i Magdy-Karotki, startujące w tym rajdzie Subaru STi. Ostatecznie grupę N wygrał Tomasz Czopik, będący równocześnie czwarty w generalce, za nim Sołowow i Stec.