TEKSTY - CODA
.::[ Jasió
]::.
powrót do tekstów
Coda... większość z was pamięta jeszcze
pewnie tę firmę, która jako jedna z nielicznych w Polsce przyniosła
wielki wstyd dla światka graczy. Powiedzmy to sobie wprost - tak
idiotycznie zarządzanej i beznadziejnej firmy nie było chyba nigdy.
Nikogo więc nie dziwi, że zaledwie po kilkunastu miesiącach swojej
działalności padła, a dziś wydane przez nią tytuły pokrywa tak
gruba warstwa kurzu, że zdmuchiwanie jej zajęłoby człowiekowi
kilka dobrych latek. Teraz, w około rok po zmianie jej nazwy na
Lemon Interactive prezentujemy największe wpadki tegoż
dystrybutora. Niechaj będą one nauczką dla innych...
Zacznijmy może od gry-legendy, czyli Traitor's
Gate. Tytuł ten plasował się w klasie średniej, jednak to
co zadecydowało o jego popularności to fakt, że do dzisiaj nie
ukazało się polskie wydanie, które można ukończyć. Pierwsza edycja
gry została przygotowana na tyle niechlujnie, że nie można było
wyjść nawet ze schowka na miotły, czyli początkowej lokacji. Po
kilku(nastu) tygodniach uporano się z tym problemem i do wszystkich
posiadaczy oryginałów wysłano odpowiedniego patcha, a także zaimplementowano
go w drugim nakładzie mającym ukazać się w sklepach. Niestety,
w trakcie zabawy okazało się, że nie został zlikwidowany inny
poważny błąd, który także nie pozwalał na kontynuowanie zabawy.
Łatka została dodana do trzeciej edycji (złotej ;). Jeśli myślicie,
że to był już koniec kłopotów z grą, mylicie się! Traitor's
Gate wciąż zawierał mnóstwo niedoróbek programistycznych i
językowych, które uniemożliwiały zakończenie gry. Wszystko poprawiono
w czwartym wydaniu (już pod banderą Lemon Internactive).
Jednak ktoś mocno przesadził, spolszczając także hasło w instrukcji,
mające być ochroną przed piratami. I znów wyjście ze schowka na
miotły było niemożliwe...
Innym przykładem doskonałego wydania jest Case
Closed - Sprawa Zamknięta - ot, sympatyczna komputerowa wersja
znanej i lubianej w Ameryce planszówki. Jakość spolszczenia spowodowała
(niestety), iż z sympatycznej gierki zrobił się klamot nie do
zabawy. Pomijam tu takie "małe piwa" jak nieprzetłumaczony
instalator, czy "krzaczki" zamiast ą, ę, ź etc. Znacznie
poważniejsze zastrzeżenia mam do: czarno-białej karteczki formatu
A6 imitującej instrukcję, piekielnie nieudanego doboru polskich
aktorów (o ile to byli aktorzy), a także kompletnego braku umiejętności
translatorskich tłumaczy. Nie wspominając już o (chyba) braku
testerów, którzy powinni - ba! - musieli zauważyć takie kwiatki
jak, np. napis "kartka" pod rysunkiem zapalniczki.
Niemal wszystkie gry Cody były źle tłumaczone,
kiepskiej jakości, z mizerną instrukcją i jeszcze gorszą pomocą
techniczną. Co zatem przemawia in plus dla Cody? Chyba
wyłącznie niskie ceny, wahające się w przedziale 69-99 zł. Jednak
są to i tak zbyt duże pieniądze za gry, które zamiast bawić, jedynie
frustrują.
Cieszyłbym się, gdyby Cody nie było już
na ziemskim padole. Niestety, wciąż się panoszy, choć pod inną
nazwą. Może wyjdzie jej to na dobre? Czas pokaże.