"To mój pierwszy (i z pewnością ostatni ;)) artykuł o tej edycji. Słowo harcerza!" -
tak napisałam w ostatnim numerze. Coś kiepski ten harcerz, skoro nawet słowa nie
dotrzymuje ;). Na moje usprawiedliwienie dodaję, że ten art napisałam wieki
temu (marzec 2001 :D). Z tego też powodu nie wszystkie informacje są aktualne.
Aha, tekst mówi o pierwszej edycji BB!
Ostatnio w telewizji zapanowała moda...- co ja piszę! - szał na programy typu
reality show. Pierwszy był chyba "Agent" - grupa ludzi gdzieś we Francji posłusznie
wykonywała różne zadania. Ogólnie rzecz biorąc - zwyczajny teleturniej, tyle że
wielokrotnie droższy i wzbogacony o "fascynujący" wątek detektywistyczny.
Narrator umiejętnie podgrzewał atmosferę w każdym odcinku, a widz - tak, biedny
widz - co tydzień usiłował zgadnąć, kto jest tytułowym agentem. (Piszę "biedny", bo
choćby nie wiem jak dobrym byl psychologiem, nawet w finale miał nie węcej niż 33,3 % szansy na celny
strzał.
"Agent" jednak się skończył i przez pewien czas TVN dał spokój znużonej publiczności.
Niestety stan ten nie trwał długo, bo właśnie trzy tygodnie temu
na antenę wkroczył Wielki Brat. W tym momencie zaczęła się dyskusja - czy to
zgodne zasadami moralnymi? Czy tak można? Zdania bywają różne, a liczne
dyskusje świadczą tylko o tym, jak wielkie zainteresowanie wzbudził program w
Polsce. Nieważne, czy widz ogląda go ze szczerych chęci, czy dlatego, że w TV
nie ma nic lepszego, czy może ze zwykłej ludzkiej ciekawości, TVN na reklamach
zbija fortunę. A że jakieś pół miliona da któremuś z dwunastu (a przepraszam, już
z jedenastu) frajerów, no to trudno - mała strata, wliczone w koszty.
Wiem, wiem co o tym myślicie - znalazła się jakaś zagorzała przeciwniczka
BB, ten jeden procent, który nawet nie zerka na ekran i nie spogląda niecierpliwie
na zegarek przed 20.00, energicznie nim potrząsaąc od czasu do czasu (może stanął,
dopiero ta godzina?).
No, dobrze, przyznają się szczerze - sama spoglądam czasem na Wielkiego
Brata. Przecież jak inaczej brałabym udział w tych niesamowitych dyskusjach (kto
jest głupi, a kto fajny - oto jest pytanie)? Osobiście twierdzę, że w odcinkach
emitowanych przez TVN nie ma nic złego - wszystkie wulgaryzmy pieczołowicie
zagłuszone piskiem, dokładnie dobrane itd.
Ale czy program sam w sobie nie jest zły? Na to pytanie każdy musi
odpowiedzieć sobie sam. Mnie nieodparcie przychodzi na myśl skojazenie z małpami
czy jakimiś innymi zwierzątkami w ZOO. Tyle, że nikt ich nie zmusza do wykonywania
jakichś zadań i niezależnie od tego, czy będą grzeczne, dostają kolację.
Pocieszająca jest dla mnie myśl, że ci ludzi sami zgłosili się do programu, marząc
o wielkiej karierze i jeszcze większych pieniądzach I pewnie je osiągną, ale czy
cena, jaką zapłacą - ich prywatność - nie jest za wysoka?
A nam pozostaje usiąść w foteliku przed telewizorkiem, włączyć TVN i gapić się na
Big Brothera. Przynajmniej można się cieszyć, że to nie nas zamęcza Wielki Brat.
Normalny widz pewnie będzie szukał ambitniejszych programów (podpowiadam - patrz
wykres oglądalności TVm tam gdzie jest bajmniejsza, wcześnie rano lub późno w nocy)
albo pożegna się z telewizorkiem, ale czy wtedy będzie to jeszcze bormalny widz?
P.S. Zapomniałabym o kwestii walorów edukacyjnych BB, o ile
oczywiście takowe są. Jeden plus jednak znalazłam - można wyciągnąć wniosek, że
nie warto palić papierosów. Podopieczni Wielkiego Brata w co drugim odcinku
sprawiają wrażenie, jakby mieli się o "fajki" pobić.
Współczesny ;) komentarz
Hmm, widać, że ten art nie powstał wczoraj :). Choć właściwie można go dopasować
do każdej późniejszej edycji :). Ech... To były czasy...
Fanki Pici na każdym rogu ulicy, plakaty z BB w każdym "Brawo" ;).
Później wielu przejrzało na oczy. ;) A potem nadeszło Opole, Wiśniewski ze
swoim "za-****-ście" i w końcu mogę wspominać "Agenta" z nostalgią. Człowiek był
młody i naiwny ;).