Krótkie wyjaśnienie Woowarda o 11.09


To małe wyjaśnienie do mojego maila zamieszczonego w AM~24, o 11 września. Jak zwykle nie chce mi się nic streszczać, więc będę cytował. :) Został on trochę źle zrozumiany przez Qń'ia, który mnie ciupinkę pobeształ, a ja i tak uważam, że mam racje. :) Na zielono - Qń, na niebiesko - ja dawny, na czarno - ja teraz. :)



(..) Chodzi mi głównie o dyskusję nt. 11 września. A raczej teksty, bo dyskusji tu żadnej nie było. Wydaje mi się tylko, że, co już parę osób zauważyło, Polacy mają pewnego rodzaju megalomanię. Pisał już ktoś o idiotycznych środkach bezpieczeństwa na wypadek ataków terrorystycznych. Kilka osób pisało irytujące mnie teksty mówiące o współczuciu, bólu i pojednaniu.

Czy idiotyczne?... Cóż, jeśli wg Ciebie współczucie jest idiotyczne... Hmm.

Idiotyczne są środki bezpieczeństwa, nie współczucie. Nie chodzi mi o wszystkie środki jakie przedsięwzięto, ale u nas w Polsce niektóre z nich to już czysta paranoja, żeby nie wspomnieć kilka odwołanych imprez sylwestrowych...
Nie wszystkie teksty mówiące o "współczuciu, bólu i pojednianiu" mnie irytowały. Pisałem przecież "kilka". Nic nie poradzę, że mam taki zawiły system wyrażania myśli. ;) Te teksty, które mnie irytowały, były po prostu przesadzone, np. te kilka osób, które czegoś nie zrobiły, lub gdzieś nie poszły...


Kilku zrezygnowało z zabawy z powodu "żałoby". Nie rozumiem takiego przewrażliwienia. Tak, to tragedia i dramat tych ludzi. Obejrzyjcie się dookoła siebie i spójrzcie na ludzi, którzy w zaciszu własnych pokoi przeżywają swoje dramaty...

To fakt, ale jednocześnie takie podejście jest bardzo egoistyczne. "Co mi tam 3000 zabitych, jak mi kot zachorował!". Jest takie francuskie powiedzenie: "Toutes proportions gardees".

Przykro mi, ale w tym wypadku wysiadam, bo na francuskim się nie wyznaję. Nie wiem, co znaczy to powiedzenie. :( {Z zachowaniem wszelkich proporcji - łatwo było wywnioskować z tekstu... - Qn`ik} Zaś pisząc o oglądaniu się dookoła siebie nie kazałem zapomnieć o tych ludziach, ale również interesować się tymi obok. Wcale też nie chodzi mi o dolegliwości na jakie zapadają koty... Po prostu bardzo denerwuje mnie, że ludzie, którzy nie interesują się życiem człowieka z ich klatki dopóki się nie okaże, że gościu w rozpaczy się powiesił, tak bardzo przejmują się tamtą tragedią. Nasuwa mi się stwierdzenie "pod publikę"...
Wiem, że nie wszyscy są tacy, ale w takim razie nie do nich kieruję zarzuty. Rzeczywiście nie znaznaczyłem dokładnie, do jakich ludzi mam pretensje, ale w gruncie rzeczy do tych przewrażliwionych także (zresztą przecież tak napisałem!). Być może jestem trochę bezduszny, ale nie rozumiem... hm... "umartwiania się". Nie jestem tego typu człowiekiem. Tak nie można im pomóc. Nikogo (poza nielicznymi wyjątkami) z tamtąd nikt z nas nie znał. Po cóż więc pokazywać światu swe współczucie? Ja współczuję tym ludziom, którzy tam potracili bliskich, bo wiem, jak bym się czuł, jakbym ja tam kogoś stracił. Chciałem skrytykować "selektywność" współczucia (współczujemy tym, których widzimy, widzimy tylko niektórych) i przewrażliwienie, nie samo współczucie. Na pewno nie jestem egoistą...

Ale nie o to chodzi. To walka. To wojna, w której są ofiary. Ginęli również niewinni Afgańczycy, bo z pewnością większość z nich była niewinna. Nie można patrzeć na to jak na barbarzyński atak i zasłużony odwet. Z pewnością tak to wygląda, bo przecież atak był barbarzyński. A czy odwet był rzeczywiście godny rozwiniętej, myślącej o przyszłości cywilizacji?...

Czy jakikolwiek odwet godzien jest cywilizacji? Nie. Ale żadna cywilizacja nie wyparła jeszcze z umysłów ludzkich odruchów - do których, czy się to komuś podoba, czy nie, odwet należy.

Żadna cywilizacja nigdy nie wyprze zwierzęcych odruchów i chwała jej za to. Ale o co mi chodzi - znów ginęli ludzie w Afganistanie i nikt już nie pisał, że nie poszedł na impreze, bo w jej czasie zginęło kilkuset niewinnych ludzi, ani nie wypisywał tekstów o bólu i cierpieniu z tego powodu. Ludzie, nie gapcie się tak w ten telewizor. Już nawet mnie denerwuje to, co się tam nieraz wyprawia z informacjami (chodzi mi o TV Publiczną). Ludzie w WTC na pewno nie byli mniej winni swojej śmierci niż wielu Afgańczyków koczujących na pustyni. To USA wypasło ben Ladena. Skoro oni teraz (w USA) krzyknęli "odwet!", to niech się spodziewają odwetu za odwet. "To walka" napisałem i się nadal zgadzam. Czymś komuś USA musiało zawinić, że ten ktoś wysłał samobójców w samolotach. Nie ważne, że fanatycy to zrobili, czy nie - musieli mieć jakieś pobudki.
Odwet jest następstwem ataku i symbolem dumy. Atak jest następstwem uprzedzeń i nienawiści różnych frakcji. Może wreszcie pora się zjednoczyć? Odrzucić to, co dzieli ludzi? Pozbyć się dążeń nacjonalistycznych i narodowej dumy na rzecz dumy z tego, że jesteśmy mieszkańcami Ziemi? O to mi chodzi. Tylko w ten sposób definitywnie zakończy się wojny na Ziemi.
Czas przestać tworzyć "integracyjne" stowarzyszenia typu UE w których każdy patrzy, aby wziąć jak najwięcej dla swego kraju na rzecz stworzenia czegoś, w czym nie będzie już krajów. Tak ja uważam. Droga do tego bardzo daleka, że wspomnieć tylko brak wspólnego języka i bardzo silne ugrupowania konserwatywne. Tak na oko, to za jakieś 300-500 lat... Ale zacząć należy TERAZ!
Irytują mnie Amerykanie z tą swoją prymitywną dumą i i wręcz ślepotą, z jaką rozpalili następny konflikt. Jeden się zakończył, ale czy nie rozniecą za chwilę drugiego...? Z całym szacunkiem, ale gdyby raz dostali porządnie w d*** na swym własnym terenie i zobaczyli jak to jest, jak tatę wywozi gestapo, a siostrę gwałci pięciu żołnierzy, to by się zastanowili nad sobą (i swoimi żołnierzami, którzy lepiej sobie nie poczynają - jak wszyscy żołnierze zresztą)...

Przewrażliwienie. Ludzie, nie zajmujcie się tym, co dzieje się na drugim końcu świata. To brutalna rzeczywistość, oni muszą sobie radzić sami. My mamy swoje problemy - ja teraz mówię o ludziach, o rodzinach tych ofiar. Współczujmy, ale nie przesadzajmy. Niektórzy Polacy bardziej się tym przejęli, niż większość Amerykanów.

Nie wydaje mi się. Poza tym - znów pojawia się egoizm... To daleko, co się mamy przejmować. W historii już niektórzy tak mówili, tylko z drugiej strony - dla nikogo się to dobrze nie skończyło...

"Współczujmy, ale nie przesadzajmy". Tak, dokładnie tak. Wystarczająco wiele już wyjaśniłem, nie będę się powtarzać. Jest się czym przejmować i nie jest to egoizm. "Nie przesadzajmy".

Ja nie wiem ilu niewinnych ludzi umarło z powodu wojny w Afganistanie, jaka wybuchła w efekcie amerykańskiego odwetu. Myśleliście może o nich? O tych, którzy po równo przekliknają Amerykę, jak i Talibów i fanatyków. Bo "zasłużona" (zemsta) też może być pojęciem względnym...

Wiem, że ten tekst jest dosyć kontrowersyjny. Ja napisałem go w przypływie nagłych emocji, które mną zawładnęły na tę chwilę. Tak zresztą powstaje większość moich tekstów. Jeśli ktoś chce ze mną o tym sobie podyskutować, proszę bardzo...

Ależ proszę bardzo. ;)

(...) Kończąc więc ten list apeluję przy okazji o trochę refleksji, nie tej nad kierunkiem, w którym podąża świat, ale nad kierunkiem, w którym my myślimy. I czy potrafimy również rozważyć sprawę z zimną krwią, bez emocji...

I ja dochodzę wtedy do takich wniosków, do jakich doszedłem i które uznaję za słuszne. A tak wogule to nad kierunkiem, w którym podąża świat, też warto się zastanowić...
Szczerze przyznaję, że ten list mógł być trochę kontrowersyjny. Ja sam właściwie takiego go chciałem napisać - teraz, kiedy go czytam jeszcze raz, przyznaję, że udało mi się. Niemniej po tych wyjaśnieniach wszystko jest już chyba zrozumiałe...
I pamiętajcie, że "współczujmy, ale nie przesadzajmy". Będę to do upadłego powtarzał, bo jakoś Qn'ik nie zauważył ani tego, ani kilku innych związków wyrazowych tego typu merytorycznego!



Jak widać "króki komentarz" jest w moim przypadku po prostu niemożliwy. :)
Myślę, że tym razem już wszystko jest jasne i każdy rozumie, o co mi chodzi w tym tekscie. Miłego rozmyślania nad pobudkami, które mną kierują. ;)

PS: "Współczujmy, ale nie przesadzajmy" :)))





PS2: Współczujcie, acz nie przesadzajcie! :)