Co to jest
wiatraczek, to każdy wie. Mamy kilka rodzajów wiatraczków, których jednak nie
wymienię, bo mi się nie chce :P Wśród czytelników AM'u zapewne najbardziej znany
jest wiatraczek od kompa (btw. ostatnio Qn'ik proponował mi, abym wyjęła ten
wiatraczek, bo podobno będzie śmiesznie... ale ja nie jestem taka głupia (na
jaką wyglądam:)) i go nie wyjmę! To ja już wole wsadzić kotleta do środka i
poczekać aż zalęgnie się jakieś robactwo! wtedy będzie śmiesznie:)))), ale to
chyba oczywiste, że to nie będzie txt o takim wiatraczku :P Bo ja się zupełnie
na kompach nie znam, ba!, ja nawet nie wiem jak klawiatura wygląda ani gdzie
jest ten wiatraczek!:))) Text ten będzie o takim najzwyklejszym w świecie
wiatraczku. Jak to nie wiadomo o jaki wiatraczek mi chodzi? No dobra, a więc po
kolei. Aha: proszę nie mylić wiatraczka z wibratorkiem, to nie to samo! Wiem, bo
sprawdzałam:))) JOKE:))) No ale wróćmy do mojego wiatraczka.
Pewnej
słonecznej (żeby nie powiedzieć 'upalnej') czerwcowej soboty szliśmy sobie przez
rynek w pewnym baaardzo fajnym mieście (a nie powiem kto szedł i co to za
miasto, żeby reklamy nie robić :P) i zobaczyłam taki fajny straganik czy jak to
się nazywa. Mieli tam baloniki, pocztówki, duperelki, pierdoły i... wiatraczki!
Takie małe i brzydkie za 5zł i takie większe za 7zł. Jak się łatwo domyślić,
kupiłam sobie wiatraczek:) Of cozz ten ładniejszy (i droższy:))
Wiatraczek to
jest taka fajna rzecz. Niby to tylko patyczek i to cos na górze, co się kręci i
terkocze i tak człapie... ups! nie czuapie:), a daje tyle radości! (nie o tym
mowa, zboki! :P) Patyczek moje wiatraczka, nazwałam go Albert (nie moja wina, że
lubię nadawać przedmiotom imiona:)), jest żółty. Nie wiem ile ma cm długości, bo
nie chce mi się zmierzyć, a "na oko" ocenić nie umiem. Na jednym końcu patyczka
jest takie cuś, co się kręci. Nie wiem jak to się fachowo nazywa, a zresztą:
kogo to obchodzi?:) To coś, co się kręci, jest takie trochę czerwone, trochę
żółte i tak fajnie się błyszczy i migoce (ma takie gwiazdki i inne, i to one się
błyszczą), a na dodatek się kręci! Ale bajer, nie?:)) Na drugim końcu patyczka
nie ma nic.
Ktoś
może pomyśleć: po co ona do jasnej-ciasnej (pozdufy dla Jasnej, nie zabijaj mnie
za to!:))) pisze o jakimś kiczowatym wiatraczku?? Ano dlatego, że zrozumiałam
pewna rzecz. Ale po kolei, bo się pogubię. Kilka dni temu na pewnej liście
dyskusyjnej (pozdrowionka dla wszystkich:)) ktoś napisał, że życie jest do d***
i nie ma sensu cieszyć się drobnostkami, bo one przemijają, więc po co zawracać
sobie nimi głowę? Inny ktoś odpisał, że cieszyć się można ze wszystkiego, to
zależy od podejścia itp. itd. , długi ten majl był:) No i stwierdziłam, że ten
drugi koleś ma racje (pozdrówki 4 Equi:)) bo cieszyć się można nawet takim
wiatraczkiem! Bo to tak fajnie iść sobie przez miasto z wiatraczkiem w ręku (i z
kimś fajnym, kto idzie obok i powtarza, że dobre ze mnie dziecko:))), a ten
wiatraczek tak się fajnie kręci i terkocze... A jak się w domu wbije go w
doniczkę, postawi na parapecie i otworzy okno, to radocha jeszcze większa!:))
Teraz powinien
być morał, ale go nie będzie :P Każdy niech sobie sam wnioski wyciąga, nie będę
wszystkiego za innych robić :P
Ktoś może pomyśleć, że jestem dziecinna, bo podoba mi się jakiś wiatraczek...
Ano jestem dziecinna i nie wstydzę się do tego przyznać.
Przypomniał mi się
dialog z moja mamą:)
- Maaamooo, kup mi kredki Bambino!
- Hę? Po co ci?
- No do tej kolorowanki z Kubusiem Puchatkiem...
- Zdurniałaś? Baba po
maturze, a kredki chce! Cofasz się w rozwoju???
No ja się nie cofam, mnie po
prostu bawi taki wiatraczek czy kolorowanka. Jak przestanie mnie to bawić,
będzie to znaczyło, że dorosłam, a ja tego nie chcę. W każdym jest odrobina
dziecka, w jednych mniej, w innych więcej, ale u niektórych to z czasem znika.
Ja nie chce żeby u mnie znikło, bo zawsze chciałabym być dzieckiem. To co że
jestem już pełnoletnia? Czy to od razu znaczy, że mam być poważna i nie mam
prawa kupić sobie wiatraczka?
Papatki,
Falka
PS. Jak zwykle pozdrowionka:) Tym razem (standardowo:)) dla Archa
Wimila:)), Jasnej i Setha z bobrami oraz (niestandardowo:)) dla Alberta (mojego
wiatraczka:)) i dla Stacha (mojego pluszowego królika, z którym śpię:))
PS2. Pod którymś textem napisałam, że Seth prosił mnie o
zamieszczenie informacji o tym, że chce sprzedać bobra... Nie prosił:))) Jak to
przeczytał to się wqrzył (i to baaardzo:)) i kazał mi napisać coś takiego (tym
razem nie zmyślam:))
"Sprzedam bobra, prawie nie używany tylko trochę
obklejony taśmą klejącą (no bo by się rozerwał jakby co...). Seth."
Niestety, nie mogę wyjaśnić, dlaczego jest w taśmie, bo czytają to nieletni,
a ja nie mam zamiaru propagować tutaj zoofilii:))))