Myślałem, że wiem wszystko o broni. Do czasu, gdy obejrzałem film Kazimierza
Kutza "Śmierć jak kromka chleba", rekonstruujący wydarzenia, jakie
zaszły w 1981 roku w kopalni "Wujek". Osoby w wieku moim i młodszym
informuję, że wtedy to milicjanci otworzyli ogień do protestujących górników.
Po obejrzeniu tego filmu zrozumiałem, że znając dobrze broń, nie wiedziałem
do tej pory najważniejszego: że ZABIJA.
Zastanawiałem się nieraz, dlaczego w sercu i myślach człowieka istnieje chęć
zabijania i niszczenia. Czy jest to chęć niepohamowana? A może można uwolnić
nasze najskrytsze instynkty i dać im się wyżyć, nie robiąc przy tym nikomu
krzywdy?
Zastanawiałem się nieraz, czy
science-fiction nie jest przypadkiem urzeczywistnieniem marzeń człowieka,
idealną syntezą i kompromisem pomiędzy zaspokajaniem swoich instynktów a
pozostawaniem humanitarnym, dobrym człowiekiem, kochającym życie.
Prawdą jest, że bohaterowie książek/filmów/gier science-fiction zabijają
ludzi. Wszak przemoc sprzedaje się dziś najlepiej. Ale pomińmy te niechlubne
przypadki. Myślę bowiem, że sf stworzono, by ludzie mogli niszczyć i zabijać
nie robiąc innym ludziom nic złego.
Dlatego
też wykreowano roboty - wszak zniszczenie atakującej Cię maszyny nie jest
grzechem, podczas gdy uśmiercenie człowieka niezależnie od okoliczności
grzechem jest zawsze, i to ciężkim.
Podobnie
sprawa ma się z potworami. Wszak zabicie bezmyślnego zwierzęcia, które nie
ma duszy, nie jest uczynkiem godzącym w wiarę katolicką. A czymże są
potwory z sf, jeśli nie większymi/mniejszymi, ale szybszymi/groźniejszymi zwierzętami?
Czemu krytykuje się filmy i gry oparte na schematach sf, mówiąc, iż
"odmóżdżają", pokazując niszczenie setek robotów i zabijanie
podobnej liczby potworów? Owszem, taki film/gra najczęściej nie daje do myślenia,
ale pozwala na spełnienie ukrytych pragnień, daje strawę ukrytym instynktom.
A czy film, w którym zabija się ludzi, jest lepszy? Weźmy za przykład Rambo.
Czy to jest ambitna produkcja? Czy takie filmy powinny oglądać dzieci?
Wybaczcie, ale moje dzieci będą oglądać filmy sf, gdzie nie giną ludzie,
lecz wytwory wyobraźni. Nie krytykuję tu filmów o głębokim przekazie, jak
wspomniany na wstępie, ale do takich filmów trzeba za to dorosnąć. Lepiej więc,
moim zdaniem, czekać na dojrzałość umysłową dziecka, by móc im potem
pokazać ambitne filmy, jak ten ze wstępu, a tymczasem unikać rzezi typu Rambo
i pozwolić na oglądanie sf czy też granie w gry, gdzie na kawałki rozpadają
się potwory i roboty. Ważne jest też uświadamianie, czym jest śmierć i
moralność, ale to już wykracza poza temat artykułu.
Uważam, że gdyby w książkach/filmach/grach sf ginęły tylko stwory i
roboty, ich twórcy osiągnęli by szczyty - wszak kompromis pomiędzy
karmieniem zwierzęcych instynktów a odwróceniem się od zabijania ludzi jest
nie lada sztuką!
Science-fiction wymyślił
ktoś mądry. Może zabrzmiało to banalnie, ale chciałem to powiedzieć najprościej
jak się dało. Sf daje tyle pozytywnych wrażeń, zwraca uwagę na tyle ważnych
spraw i spełnia tyle ukrytych marzeń, że ten artykuł jest ziarnkiem piasku
na plaży. Przełamcie bariery, wyzbądźcie się uprzedzeń. Sf jest naszą
szansą...
SzU
(redaktor naczelny pisma Vortex magazine)