Re:Fleksje


Dzien Dobry Panstwu


Lezalem sobie wczoraj w lozeczku, powoli odplywajac w najciekawszy ze wszystkich znanych mi swiatow.
Gdzies tak pomiedzy prawym a lewym uchem, klebily sie takie dziwne, bo bardzo zroznicowane stworzonka
- jak zawsze - nieupozadkowane i niespokojne mysli.
Nic w tym dziwnego , poniewaz mialem bardzo ciezki dzien, pelen emocji, rozczarowan
i najzwyczajniejszych w swiecie stresow codziennych.


A tu nagle, posrod tych wszystkich, niespokojnych stworzonek pojawilo sie jedno (a w zasadzie jedna),
wyjatkowo spokojne, zrownowazone, obdarzone elegancka wrecz aparycja.
Pojawila sie refleksja!


Refleksje jakie sa , chyba kazdy wie. Pojawiaja sie zwykle znikad.
Nadchodza powoli. Dystyngowanym,pelnym pewnosci siebie, prostoty i gracji krokiem zblizaja sie, stopniowo ale nieuchronnie odslaniajac swoje niebianskie oblicze.
Czasem bywaja wesole, a czasem smutne lub nawet przesiakniete slona rozpacza.
Ale zawsze wnosza cos nowego.
Sa powiewem swierzosci, na tyle mocnym by zdmuchnac kurz z - czesto zastalego i przestarzalego - swiatopogladu.


Moj swiatopoglad, takze nieco podstarzaly i zakurzony, juz od dawna potrzebowal
jakiegos swierzego tchnienia.
Zdominowany przez prace i szara codziennosc umysl
od jakiegos czasu nie wykazywal zadnych sklonnosci do kreatywnej postawy, ktora
to postawa jest chyba jedna z najwazniejszych cech umyslu istoty ludzkiej -
chocby z tego powodu, ze (wedle niektorych zrodel) poniekad odroznia nas od istot
zywych nalezacych do tzw. nizszego rzedu ewolucji.


I oto pojawil sie ow powiew swierzosci. Nieoczekiwana mysl , nadajaca nowe
tory wszystkim innym myslom. Chwila jej nadejscia , byla jednoczesnie chwila
gruntownej rewizji i rekonstrukcji wielu waznych pogladow, majacych znaczacy wplyw
na moje postepowania - zarowno biezace, jak i te , ktore dopiero kryja sie w gaszczu zamiarow.


Mysl - na pierwszy rzut oka - nieskomplikowana i przejrzysta, dopiero przy blizszym
poznaniu okazala sie kryc w sobie niemal rewolucyjne przeslanie.


Powod jej pojawienia sie jest dla mnie jasny.
Jestem takze przekonany, ze wszyscy blizsi i dalsi znajomi, z ktorymi mialem przyjemnosc
rozmawiac w dniu wczorajszym, takze nie mieli by wiekszych problemow z odgadnieciem
przyczyny pojawienia sie owej refleksji.


Refleksji, ktora chyba czas najwyzszy wyjawic - zanim ostatni wytrwali wcisna eskejp
i mruczac pod nosem jakies staropolskie egzorcyzmy, postanowia nigdy wiecej nie otwierac
zadnych , zrodzonych pod moja klawiatura mejli.



Lezalem w lozku, zastanawiajac sie dlaczego tak doskonale ulozony plan zorganizowania
mojego letniego wyjazdu do Angli, z niewiarygodnie wrecz glupich powodow, spalil na panewce
i dlaczego juz wieczor poprzedzajacy wyjawienie owej straszliwej nowiny,zaczalem miec spore watpliwosci.


I wtedy wypowiedzialem cos, co mialem uslyszec - a raczej pomyslec - jedynie ja,
ale uslyszal to rowniez moj Ojciec, czego najlepszym dowodem byla jego mina.


Lekko zdziwiona, pelna zastanowienia i zrozumienia zarazem.


A przeciez nie powiedzialem nic wielkiego.


Powiedzialem jedynie - a raczej wymruczalem, poniewaz tak na prawde bylem juz jedna noga w
najpiekniejszym ze znanych mi swiatow - jedno krotkie zdanie.


"Chyba jednak niektore sprawy musza toczyc sie po swojemu i nie da sie
ich w zaden sposob zaplanowac"


Ale moze mina mojego Ojca nie miala w sobie zdziwienia, a raczej jakis rodzaj wspolczucia
wywolanego rozczarowaniem ,zawartym w mojej krotkiej wypowiedzi...


....



A tak przy okazji:


Nie wydaje wam sie ,ze podstawowym budulcem rozczarowania jest nadzieja?



Pozdrawiam


SokrateS vel VD L
**************************************************************************
Autor tekstu jest czestym gosciem placowek doraznej pomocy psychiatrycznej
i z tego wzgledu nie moze brac na siebie odpowiedzialnosci za jakiekolwiek
szkody moralne osob trzecich, wywolane jego tworczoscia;)