Tak, byłem porwany przez UFO. Nie wiem, czy z racji mojego niezaprzeczalnego uroku osobistego, czy tak po prostu, ale fakt pozostaje faktem. Kiedyś, którejś nocy obudziły mnie dobiegające zza okna dźwięki motywu przewodniego "Z Archiwum X". Nigdy przedtem nie sądziłem, że kosmici mogą być aż tak banalni. Potem wszystko działo się według normy - uprowadzenie, testy, ciach-ciach skalpelem, oglądanie słoików z zakonserwowanymi myszami, ziemniakami i Murzynami.
Sami kosmici też mnie rozczarowali - byli mali, szarzy i nie mieli żadnych czułek ani niczego w tym stylu.
Trzymali mnie na tym ich parszywym statku chyba z tydzień i karmili różnymi podejrzanymi substancjami. W kółko oglądali "'Z Archiwum X" i zaśmiewali się przy tym do łez. Myślałem, że oszaleję. Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy w ładowniach, w dziale "Materiał badawczy", na półce "Prawdopodobnie Paliwa", znalazłem szereg browarków bzzzz...alkoholowych. Rozmaite kraje pochodzenia, istny kalejdoskop nazw i kolorów... Udało mi się nakłonić kosmitów do konsumpcji, choć początkowo byli, nie wiedzieć czemu, nieufni. Jezu, co się tam potem działo. Ufole okazali się wyjątkowo mało odporni na promile - ich zdolności absorbcyjne skończyły się po półgodzinie. A później? Cały statek zarzygany, brak kontroli nad sterami i naturalnie kraksa. Wrąbaliśmy się prosto w Stany, konkretnie gdzieś w góry Newada.
Oczywiście zza kamieni natychmiast wyskoczyło kilkunastu amerykańców w śmiesznych kostiumach, otoczyli statek i pozbierali wszystko, co z niego wypadło. Na moje grzeczne "hałarju?", gdy połprzytomny wytoczyłem się z wraku zareagowali cokolwiek nerwowo, skutkiem czego słowa te wyskrobuję paznokciem w ścianie, przetrzymywany 400 metrów pod ziemią w wysterylizowanej celi z fotografią Marylin Monroe nad łóżkiem. Co jakiś czas tłumczą mi, że jestem zagrożeniem dla bezpieczeństwa opinii publicznej i dlatego muszą potrzymać mnie tutaj jeszcze te 50 lat, ale to wszystko dla mojego dobra.
Tjaaa...
Jaki płynie z tego morał? Dokładnie żaden. No, może: "Piwo dawajcie kosmitom wyłącznie na własną odpowiedzialność, a najlepiej wcale".
ONI tu są... Są wszędzie... A prawda jak zwykle jest gdzieś indziej...
Axel Prubaj Hoolaynoga
p.s. Opowiedziana tu historia jest w stu procentach prawdziwa, wszelkie zbieżności i podobieństwa mogą więc okazać się zupełnie nieprzypadkowe.
p.p.s. Słuchałem ciszy... A co? Myślicie, że w Tajnym Rządowym Ośrodku Do Spraw Resocjalizacji słuchamy Queenu czy innego przedpotopowego badziewia?