„PUSTYNIA”
Wiele razy słyszałem: „Ciekawe jak jest na pustyni?”, „Można by się nieźle
opalić” itd.. Muszę przyznać, że i ja również się nad tym wiele razy
zastanawiałem, dopóki nie miałem okazji przekonać się tego na własnej skórze!!!
Dnia 10 czerwca 2002 roku przyszła do mnie kartka z informacją, że wygrałem
główną nagrodę w konkursie na najlepszego (ucznia-informatyka) w województwie.
Bardzo się z tego ucieszyłem, a gdy w dodatku dowiedziałem się, że nagrodą jest
wyjazd do Afryki byłem wniebowzięty.
Parę dni później dostałem bilety i wszystkie informacje potrzebne do podróży.
Samolot miałem 2 lipca w Warszawie o 7:00 nad ranem. Dojazd do lotniska nie
sprawił problemów, ale jak to zawsze bywa samolot się spóźnił w wyniku czego w
wygodnym siedzeniu zasiadłem około 8:00 am.
Muszę przyznać, że był to mój pierwszy lot samolotem więc trochę się bałem
(dobrze, że pasy było łatwo zapiać). Przed startem gadka-szmatka pilota, co
należy robić w czasie niebezpieczeństwa itd.. I zaczęło się. Nagle usłyszałem
jakiś hałas, co się później (po chwili) okazało, że to silniki J. Oki. Samolot
ruszył. Po chwili, jak zaczął się wznosić pożałowałem, że siedzę przy oknie. Co
prawda nie mam lęku wysokości, ale np.: jak ta szybka pęknie, czy co?.
Po pewnym czasie (nie wiem dokładnie) pilot mówi, że lądujemy. Już – pomyślałem.
Szkoda. Takie ładne „stiłardesy” były na pokładzie, no i towarzystwo przede mną
było ładne J. Tak, czy owak. Wylądowaliśmy. Zbieram się do wyjścia, wychodzę, a
tam miasto!!!!. I to nie byle jakie. Myślałem, że tam są tylko wioski i osady z
kupy zwierząt, a tu normalne, kwitnące pełną gębą miasto.
Pomyślałem sobie, że nawet tutaj fajnie, ale moja radość nie trwała długo.
Wlazłem na dżipa i w długą na pustynie z AL.-KAHIRA do AL.-DŻIZA. Obejrzałem
piramidy (myślałem że są mniejsze), oraz ruiny Heliopolis. Jeden dzień minął, a
ja już myślałem, że zwiedziliśmy wszystko (bo wszystko wygląda tak samo). No ale
przecież mam jeszcze kilkanaście dni więc, co będziemy robić? – zapytałem
przewodnika. Wiecie co usłyszałem? Jedziemy do Jeziora Wiktorii, a potem na
pustynię Kalahari przez Zimbabwe. No to super – pomyślałem. To jest przecież w
Afryce południowej, a teraz jestem na północy!!!
I tak wsiedliśmy w dżipa i pojechaliśmy w siną dal wzdłuż Nilu. Jechaliśmy kilka
dni po drodze zatrzymując się w wioskach i specjalnych wodopojach. Potem nie
trzymaliśmy się drogi i jechaliśmy na przełaj po piachu. Nic specjalnego może
ktoś powiedzieć, ale było wręcz przeciwnie. Oglądać żyrafy, słonie, gazele,
polujące lwy w nocy, a w nocy słyszeć odgłosy zwierząt i przerażające historie
tubylców – to wszystko urozmaicało podróż (i te głupie, niebojące się niczego
małpy).
Wiele ludzi sądzi, że na pustyni jest w dzień ciepło, a w nocy zimno. Nieprawda.
W dzień jest BARDZO CIEPŁO, a w nocy BARDZO ZIMNO (+-40-50 stopni!!!) J. Po
kilku dniach dotarliśmy do największego jeziora Afryki: Jezioro Wiktorii. Będąc
nad tym jeziorem czułem się jak u siebie nad morzem, tyle tylko, że jest tam
dużo dzikich zwierząt i bardzo, wbrew pozorom czysta woda.
Dalszej historii nie będę opowiadał, bo zajęłoby to bardzo dużo miejsca. Tylko
powiem kilka słów w skrócie: Dotarłem do Zimbabwe, byłem w miejscu, w którym
nagrywali film, zwiedziłem kopalnie, kopce, góry itd. Było naprawdę świetnie,
tylko szkoda, że sobie to wszystko przed chwilą wymyśliłem J
7-MAŁY-7