NATŁOK WOLNEGO CZASU "Jaki natłok?" - ktoś zapyta - "To bez sensu, natłok to jest obowią- zków". Niby fakt, czasem nie wiemy jak poradzić sobie z masą rzeczy, które spływają na nas w jednym terminie. Ale czy tylko nadmiar obowiązków bywa męczący? Przedwczoraj zdałem ostatni egzamin i zacząłem wakacje. Jak dobrze pójdzie (nie znam jeszcze wyników z pisemnych), potrwają do samego października. Studiuję prawo, więc przed każdą sesją mam mniej więcej jakieś 2000 stron podręczników, masę notatek i kserówek do przypomnie- nia....przypomnienia, he he, dobre sobie, większość czytam wtedy pierwszy raz. Jak każdy student zresztą, bo kto by się uczył podczas semestru, gdy knajpy i akademiki tętnią życiem? I choć wybieram tylko najważniejsze rzeczy, w straceńczej nadziei, że profesory i doktory z wszystkich historycznych przedmiotów będą pytać tylko o takie (bo tych wszystkich szczegółów, bitew, przywilejów, kodeksów i tak nikt by nie spamiętał) to często wstaję o szóstej i uczę się gdzieś do północy, z przerwami na spacer i posiłki. Już raz sobie obiecałem, ze będę sys- tematyczny, było to przed drugim semestrem. Przede mną jeszcze osiem takich wyssanych z palca obietnic:). Po jakichś dwóch tygodniach takiego kucia pojawia się myśl: "Jeszcze parę dni na najwyższych obrotach, a potem to już tylko imprezy, wyjazdy, znajomi, piwko (bezalkoholowe)... Wszystko odkłada się do "tego dnia", dnia ostatniego egzaminu. No i własnie ten ostatni egzamin był przedwczoraj. Dziś jestem już na luzie, już nie zakuwam żadnych doktryn polityczno - prawnych Prota- gorasów z Abdery, Talesów z Miletu czy Sedesów z Bakelitu. Wyszedłem sobie na spacerek, moje osiedle jest ładne, dużo zieleni, kwiaty na łą- kach pięknie kwitną, pachnie rumiankiem... aż mi się oczy zaszkliły (bynajmniej nie dla tego, że jestem sentymentalny, bardziej z powodu mojej alergii), pomyślałem sobie, że nareszcie mam luz, a zatem pora robić to, co się sobie obiecywało. A zaczniemy od... Więc od czego, może by spotkać się ze znajomymi, których widzieliśmy jakieś 2 miesiące temu ostatni raz, może wysprzatać dokładnie pokój, na co nie mieliśmy czasu podczas sesji? Dobra, pokój najpierw. Ale szybko, bo przecież w końcu miałeś zacząć "Władcę pierścieni", tak długo sobie na tę książkę ostrzyłeś zęby..... A tu sześć osiemnastek do obejścia, skąd wziąć na wszystko kasę? Wpadł kumpel co studiuje we Wrocławiu, jutro jedzie na obóz, więc dziś wieczór idziecie na piwo... Ależ nie, przecież miałeś się spotkać na IRC-u z przyjaciółką z Irlandii... Nie zdarzyło się wam nigdy wpaść w taki amok? Bo mnie tak i to nieraz. Jedną z moich słabych stron jest to, że nie zawsze jestem zdecydowany, a to w podobnych sytuacjach nie pomaga. Na sesji/w szkole jest jasny program, co dzień nauczyć się tego i tego, a potem pierwszy raz od długiego czasu mamy uczucie, że nasz dzień nie jest zaprogramo- wany. I nie wiemy, na co się zdecydować... W ogóle przeżycie czasu wolnego jest sztuką, juz starożytni Grecy tak twierdzili, ale przecież każdy ma na wakacje jakieś sprawy, od dawna może odkładane na póżniej, a tu zamiast zabrać się do nich po kolei, zachłystuje się odzyskaną "wolnością" i nie wie od czego zacząć. Myślę, że nie ja jeden tak mam. A może to tylko stan efemeryczny, który wziął się z tego, moje wolne trwa dopiero dwa dni? Życzę każdemu, aby umiał się ustrzec tego nieprzyjemnego uczucia. i mam nadzieję, że będziecie mieć wspaniałe wakcaje. Nie napiszę "życzę wam wspaniałych wakacji". Dlaczego? Ano dlatego, że jak ów art się ukaże, może być druga połowa sierpnia, a może i później, więc życzyć komuś udanych wakacji na tydzień przed ich zakończeniem (nie dotyczy studentów) to trochę tak, jakby zaśpiewać komuś "sto lat" w dziewięć- dziesiąte dziewiąte urodzniy. Donald 19-06-2002