Miłość...
Po lekturze paru tekstów w AMagu dotyczących kilku rzeczy doszedłem do wniosku, iż dobrze byłoby, abym również ja się na ten temat wypowiedział. Jak zwykle w takich chwilach mam gdzieś nad głową horyzont myśli i postaram się jak najwięcej z nich przelać w słowa, chociaż nie jestem pewnien, jak to mi wyjdzie.
Well. Już wiem, że ten art będzie traktował o bardzo ogólnie pojętej miłości, czyli zarówno o tej uczuciowej, jak i o, powiedzmy, seksie. Dyskusja, która się rozpętała na ten temat przybiera coraz bardziej niepokojący dla mnie kierunek. Coraz więcej głosów odzywa się mówiąc, że zepsucie, pornografia, nieczułość i nagminność słowa kocham - rozlazły się po swiecie niczym mrówki po lesie.
Nie skaczcie na taboretach, moje zdanie nie jest jednoznaczne i ogólne.
Przede wszystkim powinienem zauważyć, że jestem naprawdę gorącym zwolennikiem zaspokajania swoich potrzeb. To chyba wyjaśnia wiele, jeśli nie wszystko - potrzeby są bardzo różne, ale seks i pożądanie zaliczają się do nich z pewnością. Dlatego też nie "wkurza" mnie widok ludzi, powiedzmy, liżących się w parku (w przeciwieństwie do Splatch'a, który widzę reprezentuje bardzo katolickie poglądy, ale to temat na inny tekst), nawet jeśli oni zakładają, że tylko dla przyjemności to robią.
Najważniejsza jest szczerość. Jeśli nikt nikogo nie okłamuje i nikt nikogo nie wykorzystuje, i jeśli każdy czerpie korzyści, i ponosi straty, na które się godzi, to jest w porządku. Dajmy ludziom trochę swobody i radości, zasłużyli na to (przynajmniej w większości) po wielu tysiącach lat żmudnej egzystencji. Mnie też wiele rzeczy, które widzę, denerwuje - ale widzę w tym życie innych, nie moje.
Nie moralizujmy. Każdy niech sam siebie kształci według tego, co dla niego ważne, i co nie czyni szkody innym.
Jeśli zaś chodzi o prawdziwą, szczerą miłość, to jest ona dla mnie jednym z nadrzędnych celów w życiu. Nie mam ochoty spędzić go sam. Dla mnie seks i miłość nie idą w parze. Nie potrzeba miłości do seksu, ani seksu do miłości. Nie można też według mnie nazwać zdradą uprawiania seksu spowodowanego żądzą i fascynacją cielesną. Miłość tkwi w umyśle, miłość tkwi w sercu...
A w współczesnym świecie ludzie wychodzą za siebie dla pieniędzy i seksu, by się rozwieść i ponownie związać z kimś innym. Młodzi ludzie wiążą się na kilka miesięcy, najczęściej dlatego, że ktoś kocha, a ktoś chce sobie poużywać. I nie ma ani miłości, ani szczerości w tym wszystkim, to jest droga prowadząca dokładnie w drugą stronę, niż powinna podążać ludzkość! Zamiast znaleźć miłość i przyjemność (=szczęście), nie znajduje się nic w przypadkowych związkach dwóch ludzi, którzy kontrolują się wzajemnie i podejrzewają. Nawet jeśli się kochają, to po ewentualnej "zdradzie" cielesnej jakby zapominają o tym i niepotrzebnie sami sobie psują życie.
To jest chyba pośredni wpływ religii. Od wieków większość wiar zabraniała stosunków przed- i pozamałżeńskich, surowo je karząc niekiedy. Byłbym tendencyjny pisząc, iż to wina wyłącznie chrześcijaństwa, chociaż w Polsce tak jest chyba w istocie.
Zresztą ludzie chcą uwolnić swoje życie spod twardego rygoru chrześcijańskich przykazań. Ale kiedy już to zrobią, nie potrafią oswobodzić się z, co by nie mówić, jeszcze głupszych wzorców macho i "cool manów" płynących ze świata komercji, głoszonych przez wielkich krzewicieli "rewolucji seksualnej", która jest jednym z przykładów obłędu, jaki ludzi (chyba z powodu końca milenium ;) ostatnio opanował.
Żyjemy w naprawdę niewdzięcznym okresie, jeśli o miłość chodzi. Czas pokaże, czy to okres przejściowy między, nazwijmy to, starym i nowym postrzeganiem miłości jako uczucia.
Myślę, że każdy powinien się zastanowić. I żyć tak, by czerpać z życia, nie tracąc przy tym wielkich, najważniejszych wartości.
Wooward
wooward@poczta.onet.pl