Przypatrzmy się krótkiemu epizodowi z życia pana Mieczysława, przeciętnego, statystycznego, bezrobotnego menela, z wykształcenia stolarza. Wiek pana Mieczysława oscyluje około pięćdziesiątki, wzrost koło metra siedemdziesiąt, ukochany zaś jego beret ma kolor zielonożółty (tj. sraczkowaty, żaden szanujący się menel nie nałożyłby seledynowego beretu). W przeciwieństwie do niejakiego Juzefa z uniwersum kolegi Archwi(...)nina, pan Mieczysław jest menelem spokojnym, stonowanym, przedkładającym ponad wszystko powolne sączenie jabcoka w cieniu jabłonki sąsiada.
Dziś jest niedziela, jasny punkt w monotonnym życiu pana Mieczysława. Korzystając z faktu, iż pani Bogumiła, jego żona (niska, gruba i bez przerwy nań krzycząca; w kółko grożąca ogniem piekelnym i bezpośrednio - tłuczkiem od kartofli) wyszła rano do kościoła (czyli wróci wieczorem, po zaszczyceniu swoją obecnością wszystkich odprawianych dzisiaj mszy) pan Mieczysław wyciągnął z komórki swój ukochany rower (wielkie osiągnięcie technologii radzieckiej AD 1960), wędkę i zabrał się na ryby, nie zapominając o wysłuchaniu radiowej prognozy pogody i kopnięciu znienawidzonego psa rasy kundel, pieszczocha pani Bogumiły.
Po dotarciu nad staw pan Mieczysław z rozkoszą uwalił się na trawie, wyciągnął z kieszeni butelkę szlachetnego trunku za 2zł i oddał się urokom pobytu na łonie natury. Przez ten czas udało mu się nawet złapać kilka uklejek (rybkus karlus, w porywach do 15 cm długości), które jednak litościwie wypuścił jako człowiek przeogromnej wrażliwości. Potem w ślad wyjętej z kieszeni butelki powędrowało pięć kolejnych (pan Mieczysław ma naprawdę pojemne kieszenie), wprawiając menela w stan skrajnego zachwytu pięknem przyrody, wydającej na świat dzieła tak doskonałe, jak zgniłe jabłka, z których tłoczono jabole w pobliskiej mieścinie.
Następnie pan Mieczysław zapadł w błogi sen, wtapiając się w otaczającą go przyrodę i znajdując z nią prawdziwą harmonię.
Kiedy pod wieczór niechętnie otworzył oczy, dotarła do niego straszna myśl, że oto trzeba wracać do domu. Wstał więc z ociąganiem, wrzucił w krzaki puste butelki i wgramolił się na rower, którego zbiegiem okoliczności nikt mu nie ukradł. Podróż była koszmarem, ze względu na szalejący błędnik i usiłującą wydostać się na zewnątrz zawartość żołądka. Pan Mieczysław zniósł ją jednak nad wyraz dzielnie, będąc wszak menelem twardym i zahartowanym.
W domu ze skruchą wysluchał półgodzinnego zrzędzenia pani Bogumiły i zapewnił, że jutro pomoże jej w tym p******** ogródku (tzn. tak pomyślał, gdyby wyraził to na głos prawdopodobnie zostałby nazajutrz w rzeczonym ogródku zakopany). Potem wysłuchał wiadomości w radiu (marki Radio, dumie radzieckich konstruktorów AD 1960), powspominał szczęsliwą młodość w pegieerze, i jednocząc się duchowo z szefostwem Samoobrony poszedł spać.
Tekst sponsorowany przez Ligę Żuli i Meneli Polskich oraz Radę Żulostwa Narodowego, zaniepokojone negatywnym wizerunkiem menela lansowanym przez kolegę Archwi(...)nina.
Axel Prubaj Hoolaynoga
p.s. Tekst ten nie ma sensu? Możliwe, ale LŻiMP oraz RŻN płacą mi od sztuki, więc co mi tam?
p.p.s. Lexy i/lub K-Paul na prezydenta!
p.p.p.s. Kto wie, kto zacz?