Dlaczego nie kupuję CDA ?
W tych krótkich rozważaniach chciałbym poruszyć temat zmian, jakie zaszły w
ciągu ostatnich kilku lat na rynku pism komputerowych, w tym, w szczególności
poruszając tematykę CDA. Wydaje mi sie, że najłatwiej będzie zacząć od początku
;-)
Pierwszym czasopismem komputerowym, które wpadło w moje plugawe ręce był 1 (!!!)
numer czasopisma, jakiegoś "tajemniczego i podejrzanego" wydawnictwa z Wrocławia
o iście kapitalistyczno- burżuazyjnej nazwie... Silver Shark. Cena zatrważająca
bo wynosząca aż... 50000 złotych :-). Oczywiście starych, bo o nowych wtedy
jeszcze nikt nie słyszał. Numer ma ciekawą numerację 1/94. O Boże ! Wyobrażacie
się, że to było 8 lat temu. Na okładce straszy przyciągający klientów slogan "
Uwaga ! duskietka za darmo". A imię jego PC Shareware. Tematy numeru to: opis
Foltyyn Comandera - polskiej nakładki na MSDOS (z tego co wiem kilka wieków
później powstała również świetna wersja tego programu dla Windows), opis Paint
Shop Pro ( na dyskietce była wersja 3.0, która była na tyle prosta, rewelacyjna
i skuteczna, że w swym zacofaniu, powiedzielibyście dziś, używałem jej jeszcze
około 2000 roku), gra Jill of Jungle (jak teraz spoglądam na screeny to łezka w
oku się kręci...to było jak Tomb Raider, ten pierwszy, świeży... ale chyba ze
sto razy lepsze !) oraz... to już totalnie wymiata... edytor poziomów do DOOM !
Klimat tej gazetki był...hm...outsiderski i undergroundowy, nawet jak na tamte
czasy... Pamiętam i wciąż mam w pokoju kolejne numery, niektóre dwudyskietkowe,
z maegabajtami świetnego, zawsze świeżego softu... Dyskietki w małych foliowych
woreczkach przyklejonych chyba taśmą klejącą w jakiejś osiemnastowiecznej
manufakturze :-). Z czasem pojawiły się postacie kultowe do dziś... obecni
redaktorzy CDA, jak Mr Jedi, Janek Jankowski (do dziś zastanawim sie jaką u
licha on ma ksywkę, acz wątpię by był Smugglerem, bo przeciez on nie istnieje
:-) a także Lord Yabol. Pierwsze listy od czytelników - mnie nie wydrukowali
nigdy :(. Coś tak koło połowy roku 1997 było to naprawdę genialne wydawnictwo,
pierwsze w Polsce "mangujące" i szczyczące się poczuciem humoru... oj po prostu
taaakim (polecam numer lutowy z 1997 i solówkę Lorda Yabola we wstępniaku do
Głupot).
Ach...Och...Ech...
Czasy sie zmieniły przyszła "babki renta", zmieniał się i mój sprzęt. Miałem
napirawdziwszy czytnik CD około roku 1998. Wtedy po raz pierwszy kupiłem CDA.
Znalazłem pismo o nieco innym profilu niż PCS, jednak prowadzone przez tą sama
ekipę... Z ekstra sprzętem i co miesiąc pełną gierką byłem po prostu Zarządcą
Pierścionka... :-) Pierwsze pełne wersje gier... zachwyt... Gwałtowwna ekspansja
Action Redaction oraz stopniowy wzrost poziomu pisma (kursy, poradniki, coraz
lepsze opisy sprzętu). Ja po prostu rozwijałem sie wraz z CDA. Nadeszła wielka
rewolucja listopadowa z roku bodajże 1999. Gigantyczny wzrost objętości pisma na
rzecz porad, głównie dla początkujących userów, jednak w rzeczy samej, chyba
każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Wkrótce nastąpił sojusz z Future Network,
napływ świeżej krwii jak Qn czy Blood. Gdzieś po drodze narodziły się kąciki na
CD (przede wszystkim dla mnie najlepsze AM, FPZone i Tawerna). Wielka szkoda, że
gdzieś w tym pędzie zagubiła się Scena. Najpierw zniknęła z łam pisma, wkrótce
potem i z CD. To była pierwsza Wielka klęska CDA w moich oczach, chociaż jak
sądzę najbardziej tę porążkę odczuł Smuggie, nie mylę się ? Pewne pisma odeszły
(Gambler, PCS), inne się pojawiły (PCF,.net - ten drugi jeśli się nie mylę chyba
też już odszedł :(). CDA natomiast trwało i trwa do dziś.
Gdzies po odejściu Sceny nastąpił jednak moment krytyczny - wakacyjne numery z
zeszłego - 2001 roku. Wydaje mi się, że przez te kilka lat chyba za nadto
dojrzałem, bo dwie pełne gry i profil magazynu niemal wyłącznie gierkowy nie
odpowiadał mi ani trochę i nie odpowiada do dziś... Ostatni numer CDA jaki
posiadam to 69 (wymowne nie ? :P)
Czy ta moja przygoda z Silver Shark wpłynęła na moje życie. Myślę że tak i to
bardzo. Pamiętam, że dawne CDA, to z czasów pierwszych full wersji sprawiło iż
odłożyłem na półkę literaturę typowo młodzieżową i sięgnąłem po coś z goła
innego - Tom Clancy, Sapkowski, Tolkien aż po genialnego Bułhakowa. Bardzo
pozytywnie oceniam tę rolę CDA.
Kolejną wielką manipulacją były wykłady dawane przez Smugllera w AR. Myślę, że
(może nie widać tego za bardzo po tym tekście) ale naprawdę dzięki nim nauczyłem
się patrzeć na świat nie tylko z własnej perspektywy, ale zawsze próbując
postawić się w sytuacji mojej potencjalnej ofiary :-).
Zmieniło się to jak patrzę na komputer. Nie jest to dla mnie konsola do gier,
jaką był on niewątpliwie jakieś 3, nawet jeszcze 2 lata temu. Komputer to dla
mnie narzędzie mej nieudolnej (niestety) pracy nad tekstem, html, przerośnięta
zabawka, którą staram się udoskonalć jak najtańszym kosztem (nie wyobrażacie
sobie potęgi dobrego i dobrze skonfigurowanego softu). Połknąłem bakcyla Linuxa,
którym ksztuszę się już od blisko roku i wicąż nie mogę dojść do kompromisu
między pragneiniem undergroundowej skuteczności i stabilności a nałogowemu
przyzwyczajeniu do okienek...
Poza tym naśmiałem się za wszystkie czasy czytając, wertując, przeglądając i
mac... (yyy pomyłka, chyba się rozbrykałem).
Cos jednak pozostało z tego dawnego CDA. Właściwie to już teraz nieweile ma
wspólnego z obecym magazynem. Jest to AM. dobrze, że gdzieś tak po drugiem czy
trzecim numerze wymknął się Qn'owi spod kontroli, jak to keidyś określono.
Powstało coś wielkiego... Na miarę naszych czasów, bo przecież to wszystko o
czym pisałem już odeszło... Nie ma CDA sprzed lat. Jest AM...
Umarł król niech żyje król...
---sovek
ps. A wiecie czemu nie kupuję CDA ? NIE ? Po prostu jest za drogie :-)
ps1. Do twórców strony actionmag.despi.pl: moglibyście zrobić coś z serwerm z
którego sciąga się AM, transfer jest żałosny...
ps2.Zapraszam do polemiki - nie tylko plemniki ;-)
Wielkie podziękowanie dla Redakcji CDA... za to jacy byli, pewnie wciąż są i
mniejmy nadzieję zawsze tacy będą...