Krótki :-) tekst o zabijaniu
czyli wreszcie coś mądrego o karze śmierci :-)
Tematem mojego pierwszego arta w AM-ie postanowiłem uczynić karę śmierci. Owszem, może i nie jest to zbyt oryginalne, ale "nieśmiertelne" tematy są też moim zdaniem najchętniej czytane. W końcu, jeśli ktoś napisze tekst o wpływie spożycia herbatników w czekoladzie na miesiączkowanie pingwinów to chyba raczej nie może liczyć na wielkie zainteresowanie (chyba, że tym piszącym jest
Awchwimilimiłopotopoczerpaczkiwiczanin albo JakBym).
Przejrzałem sobie wszystkie AM-y z ostatnich dwóch lat. Okazuje się, że o karze śmierci nikt nie napisał dotąd zbyt wielu mądrych rzeczy. Czas, aby wreszcie ktoś to zrobił :-). Argumenty obu stron konfliktu Zwolennicy vs. Przeciwnicy są najczęściej denne, wtórne i nielogiczne. Dotyczy to zwłaszcza tych drugich, co niemal jednoznacznie określa moje stanowisko w tej sprawie :-). Aby mimo wszystko być obiektywnym, najpierw objadę tych, co są po mojej stronie :-).
Otóż Zwolennicy z upodobaniem powtarzają, że ofiary przestępstw, czy też ich rodziny, mają prawo do zemsty. I tutaj muszę się wyjątkowo zgodzić z Przeciwnikami :-). Zemsta JEST efektem prymitywnego myślenia i JEST niegodna ludzi cywylizowanych. Ale kara śmierci NIE służy zemście. Żadne cywilizowane państwo nie tworzy swojego kodeksu prawnego po to, by zaspokajać krwawe żądze swoich obywateli. Zgoda, są wyjątki (np. transmisja z przebiegu egzekucji T. McVeigha w USA dla rodzin ofiar psychola), ale mówi się, że wyjątek potwierdza regułę :-). Cóż, Amerykańcy dbają o opinię publiczną, która zapewne by ich zjadła, gdyby nie zrobili czegoś takiego. Podstawowa zaś funkcja kary śmierci (i każdej innej kary, zresztą) to ODSTRASZENIE ewentualnych naśladowców przed popełnianiem podobnych przestępstw. Ale o tym później. Na razie jeszcze o zemście. Oto fragment tekstu JIMIego:
"Pragnienie zemsty to dla mnie cecha niepożądana u ludzi (dziwne, że zwierzęta jej nie przejawiają - musi być więc ch-czna dla naszego gatunku)"
Fakt, że niepożądana, ale dlaczego dziwisz się, że jest ch-czna (fajny skrót :-)) dla ludzi, a dla zwierząt - nie? Widzisz, kolego, między zwierzętami a ludźmi istnieje pewna drobna różnica :-). Otóż homo sapiensy, jak sama nazwa wskazuje, wykazują umiejętność logicznego myślenia, wysoką (niektórzy...) inteligencję, potrafią tworzyć języki i cywilizację. Jeśli więc chcesz SIEBIE porównywać do zwierząt, to proszę bardzo. Innych nie porównuj. Nie spodoba im się to, mówię ci :-). Pragnienie zemsty jest dla człowieka czymś nieodłącznym. Naturalnym. Nie widzę powodu, by kogokolwiek za to ganić. Za wprowadzenie zemsty w życie, to tak, ale za samo uczucie?
Teraz kolej na Przeciwników (ale im się zaraz dostanie :-)). Większość z nich ciągle o tym samym ściemnia. Typowe argumenty:
-zabijając przestępcę, stajesz się taki jak on (albo nawet gorszy)
-to niehumanitarne i barbarzyńskie
-i zupełnie nieskuteczne.
Zajmijmy się najpierw tym pierwszym.
Kto to właściwie zabija tego nieszczęsnego przestępcę? Zwolennicy kary śmierci? Bo tak by właśnie wynikało z wypowiedzi Przeciwników. Mówią: żądasz kary dla morderców? - sam jesteś mordercą! Czy można tak mówić? Dla mnie morderca to ten, co zabija człowieka. Może nie brzmi to zbyt odkrywczo, ale dla Przeciwników widać nie do końca jest jasne. Gotowi wyzywać mnie od najgorszych - za to tylko, że domagam się sprawiedliwości (a dla mnie jedyna sprawiedliwość to oko za oko) i bezpieczeństwa.
Pytanie brzmi: kto w końcu jest mordercą? Chyba nie kat, wykonujący bezpośrednio wyrok? Chyba nie sędzia, który bądź co bądź działa w imieniu prawa? A więc? Nikt inny, tylko państwo, które posiada tak "okrutny i niehumanitarny" kodeks. Jako że ostatnio panuje nam miłościwie demokracja, więc państwa nie utożsamiamy z konkretną osobą. Tym samym nikt nie ponosi bezpośredniej odpowiedzialności za śmierć zbrodniarza, oprócz niego samego, oczywiście. Dlatego też miałbym prośbę do Przeciwników, aby więcej nie nazywano mnie mordercą. A i naszego państwa (jeśli wprowadzi, daj Boże, karę śmierci ponownie) też nie wolno. Oto wyjaśnienie - objeżdżamy dalej JIMIego :-) :
"Osobnik, który poprzez swój czyn wyraził swoją "niechęć" do przestrzegania praw obowiązujących w danej społeczności powinien zostać od niej odizolowany (nie można przecież twierdzić, że prawa te muszą być najdoskonalsze i każdy ma obowiązek ich przestrzegać (dopóki chce jednak w nim funkcjonować musi ich przestrzegać))"
Konkluzja? Każdy może sobie interpretować prawo, jak mu się podoba. Tymczasem prawo nie zostało chyba wymyślone nikomu na złość. Fakt, jest jakie jest, jeśli powiemy, że nie jest doskonałe, to będzie wielki eufemizm. Ale jego niedoskonałość to głównie szczegóły - raz mniejsze, raz większe, ale jednak. Natomiast w ogólnym zarysie jest dobre - podobnie jak we wszystkich innych państwach na Ziemi. Jeśli prawo mówi, że zabicie człowieka, na przykład, jest złe, to chyba każdy się z tym w głebi duszy zgadza (gdyby tak nie mówiło, to i tak każdy by tak sądził). A jeśli mówi, że czyn taki zasługuje odpowiedni wyrok, to każdy obywatel danego państwa MUSI to respektować - właśnie dlatego, że jest obywatelem tego państwa. Jeśli mu coś nie odpowiada, to nie ma przymusu - może sobie jechać gdzie indziej. Państwo nie będzie przecież dostosowywało swojego kodeksu do upodobań każdego obywatela, to on musi się dostosować. Oczywiste. Nic nie zmieni żadna "niechęć". Tyle cięgów dla wyżej wspomnianego autora, który zresztą chyba i tak przeczy sam sobie w zacytowanym przeze mnie fragmencie :-).
Teraz rozprawimy się z Klasycznym Argumentem Numer Dwa: rzekoma brutalność prawa wobec przestępców. Stanowisko Zwolenników: "Prawo musi być brutalne", "Coo?!? Chcecie, żeby bandziory miały jakieś prawa!?? Na głowę upadliście?". Moje zdanie jest identyczne. Jeśli bandyta w sposób ewidentny łamie prawo, to i prawo to nie może go chronić. Oczywiście, bez przesady. Są przestępstwa, których dopuścić się może każdy człowiek, nawet najuczciwszy (żeby daleko nie szukać: przekroczenie dozwolonej prędkości na drodze o 10 km/h). W takich przypadkach zawsze znajdą się okoliczności usprawiedliwiające. Ale jakie usprawiedliwienie może mieć banda gówniarzy, która z nudów zabija bezdomnego? Czy należy im się ze strony prawa jakakolwiek ochrona? A taki Smuggler pisze sobie:
"Z innej beczki - wpółczujesz rodzinie ofiary. W porządku, zrozumiałe. Czemu jednak nie współczujesz ***TAKŻE*** RODZINIE SPRAWCY? No wiesz, czasem największy nawet psychol ma normalnych, uczciwych rodziców, którzy cierpią po wielokroć. Raz, że ich syn okazał się mordercą - myślisz, że łatwo się dźwiga taki krzyż? Dwa, że współczują rodzinie ofiary i zapewne czują się w jakiś sposó współwinni zbrodni ["źle go wychowaliśmy... jesteśmy złymi rodzicami"]. A ty jeszcze tej matce/ojcowi dokładasz kolejny garb - zabijasz im dziecko. Jakie by nie było - to ich dziecko, kochali je, a może i kochają nadal... A ty Lekką rączką wysyłasz komuś dziecko na szafot... Czy pomyślałeś o tym? A jeśli tak, to czemu IM nie współczujesz? Ból jest po OBU stronach, nie tylko rodzina ofiary cierpi..."
Przejmować się UCZUCIAMI BANDYTY? Spójrzcie, jak dziwnie brzmią te dwa słowa napisane dużymi literami. To się nazywa kontrast. Albo jeszcze lepiej: antyteza. Może mi więc Smugglerze wyjaśnisz, jak to być może, że morderca ma uczucia? No dobra, piszesz tutaj właściwie o RODZINIE bandyty. Ale to nie za bardzo zmienia sprawę. Czy, twoim zdaniem, gdyby jakiś morderca miał, jak napisałeś, "normalnych, uczciwych rodziców", którzy go "kochali, a może i kochają nadal", to w ogóle byłby mordercą? Spytaj kogo chcesz, każdy ci powie, że przestępcy rekrutują się z marginesu społecznego, rodzin zdegenerowanych. Jak to - "okazał się mordercą"? W genach to miał zapisane? Ukrywał się z tym przez n lat, a potem nagle wyszło na wierzch? Bo moim zdaniem, człowiek staje się mordercą dosyć powoli. Stopniowo. Wpływ środowiska, głównie. A ktoś, kto jest naprawdę kochany przez swoich rodziców (z zwłaszcza kochany aż tak, żeby po dokonaniu przez tego kogoś zbrodni miłość nie ustawała) mordować nie będzie. Zgoda, są wyjątki. Ale nieliczne. A w każdym razie ja nie słyszałem. Toteż bądź łaskaw, Smugglerze, operować od czasu do czasu konkretnymi faktami, o co sam często prosisz czytelników.
A poza tym, mówiąc, że "Ból jest po obu stronach", zechciej postawić się w sytuacji rodziny ofiary morderstwa, na przykład. No, wyobraź sobie coś takiego: jesteś już stary, czterdziecha na karku :-), masz dorosłego syna/córkę. I ktoś go sobie zabija, żeby mu zrabować 20 złotych. Miałeś dziecko jak złoto, dobrze się zapowiadające, niewinne jak aniołek. A tu go zamordował jakiś degenerat społeczny. Degenerat dostaje pętelkę na szyję. Kto cierpi bardziej? Rodzina degenerata (powiedzmy, że go jednak trochę żałują, w końcu jak miał dwa latka to był słodziutki)? Oni mogą sobie przynajmniej powiedzieć: "Zabił człowieka, musiał dostać za swoje. Tak już jest na świecie. ". A co wtedy możesz sobie powiedzieć ty? Czym wytłumaczysz swoją stratę? I czyj ból jest wobec tego większy?
"Zatem spróbuj choć być wspaniałomyślnym. Choć czasem. Czy dużo wymagam?"
Czy dużo? Przekonałbyś się, gdybyś się kiedyś znalazł w sytuacji takiej, jak wyżej opisana. Czego oczywiście wcale ci nie życzę. Mógłbyś się wykazać swoją wspaniałomyślnością. Ciekawe, co byś wtedy zrobił człowiekowi, który miałby wobec ciebie takie "wymagania", jak ty teraz. A mordercy? Pewnie powiedziałbyś mu "Idź w pokoju. Nic nie mam do ciebie. Wybaczam ci, że mi zabiłeś syna dla 20 złotych". Jak mówi słynna poetka (ach, jak ja nie cierpię cytować poetów, ale tym razem muszę, bo myśl jest zaiste genialna i jakże przystająca do sytuacji): "Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono".
Niejaki (niejaka?) kakadudu (prosił ów osobnik, żeby się z tego nie śmiać, ale... buahahaha! Sory, kakadudu, takie mam skrzywienie) też jest specjalistą od wybaczania (chyba się naoglądał "Wybacz mi" :-)):
"Istotą człowieczeństwa jest umiejętność WYBACZANIA. Jeśli odpłacasz złem za zło, to sam jesteś zły. I co z tego, że on zrobił to pierwszy. To nie zmienia faktu, że Ty też to zrobiłeś. I jesteś tak samo winny jak on."
O tak, jestem winny, że taki a taki zamordował niewinnego człowieka... I powtarzam pytanie: co JA zrobiłem? Zamordowałem śmiecia? I powtarzam znowu: państwo go zlikwidowało, ja to wprawdzie popieram, ale to nie znaczy, że masz mnie porównywać do tego wykolejeńca. Gdybyś nie zachował się wobec mnie tak chamsko (bo za chamskie uważam nazywanie mnie złym, skoro nikomu nic złego nie zrobiłem), to zapewne nie czepiałbym się twojej śmiesznej ksywki :-P.
"Sprawiedliwość polega na miłości i wybaczaniu. Zemsta zabija miłość"
Te genialne słowa są nadal dziełem wyżej wspomnianego. Moim zdaniem, sprawiedliwość to sprawiedliwość, a miłość to miłość. Znowu jestem odkrywczy :-), ale też znowu nie dla każdego jest takie proste to, co właśnie stwierdziłem. Moim zdaniem miłość tak się ma do sprawiedliwości, jak kapusta do motoroweru. Jeśli natomiast zemsta (wrrr... kara śmierci NIE JEST ŻADNĄ ZEMSTĄ!!!) ma we mnie zabić miłość do jakiegośtam mordercy, to nie mam nic przeciwko. W końcu ja i tak żadnego mordercy za bardzo nie kocham :-). Bozia nakazuje wprawdzie kochać wszystkich, ale wszyscy i tak wiedzą, że jest to niemożliwe. Z różnych powodów. Chociażby dlatego, że samych ludzi (a zwierzątka wszakże też trzeba kochać) jest na tym najlepszym ze światów coś ponad 6 mld, a więc... No, fizycznie niemożliwe. Nawet wszystkich DOBRYCH ludzi nie mógłbym kochać, a cóż dopiero BANDZIORÓW...
Humanitaryzm a skuteczność kary śmierci... Smuggler, gadaj: [tak jeeeest!]
"Uważasz, że np. zadanie śmierci w afekcie, w ryku podnieconego tłumu, tępym toporem, który bardziej łamie kręgi niż obcina głowę jest humanitarniejsze??? Hm, to ja czegoś jednak nie rozumiem"
Rzekłbym, że jeśli chodzi o karę śmierci, to w ogóle nic nie rozumiesz, ale nie chcę cię aż tak obrażać. Tylko troszkę :-). Po pierwsze, masz jakieś obsesje dotyczące zadawania śmierci. Ciągle oskarżasz Zwolenników o barbarzyństwo, przytaczając wyjątkowo krwawe wizje. Naczytałeś się Sapkowskiego, nic innego ;-). Mów sobie co chcesz, ja uważam swoje poglądy za humanitarne. Nie każę bandytów ścinać toporami, nie mówiąc już o palach, łamaniu kołem, obdzieraniu ze skóry, wyłupywaniu oczy, szarpaniu rozpalonymi obcęgami... Kurde, rozpędziłem się :-). No cóż, też czytam "wiedźmina". Wracając do tematu - będę w pełni usatysfakcjonowany, jeśli zbrodniarzy będzie się po prostu wieszać. Ale egzekucje publiczne - czemu nie? Zaraz rzeknę i o tym słowo, przy okazji dyskusji o skuteczności kary.
Każdy niemal Przeciwnik wtrąca coś o rzekomej nieskuteczności stryczków dla bandytów. Oto i galeria tych mądrych (mam na myśli Przeciwników, nie bandytów, rzecz jasna) - Smuggler na miejscu pierwszym:
"Każdy psycholog powie Ci jedno: jakieś 95% przestępców w ogóle NIE ROZWAŻA konsekwencji swego czynu, ponieważ albo działa pod wpływem impulsu i nie ma czasu na rozważania albo jest pewna, że go NIE ZŁAPIĄ, więc WYSOKOŚĆ KARY NIE MA DLA NIEGO ZNACZENIA!"
Słuchaj psychologów, daleko nie zajdziesz, mówi przysłowie ludzi rozsądnych :-). A na poważnie, czy uważasz, że gdyby w naszym kraju kara "przymusowej eutanazji" :-) istniała, i była odpowiednio często wykonywana, i gdyby społeczeństwo było o tym odpowiednio poinformowane, to przestępcy rzeczywiście działaliby "pod wpływem impulsu"? Czasami zapewne tak, tego się nie da uniknąć, ale w większości przypadków bandyci swój bandycki rozsądek jednak mają. Bandyta też człowiek (cokolwiek by to nie oznaczało, ale na pewno nie oznacza tego, że nie uważam większości bandytów za zwierzęta) i o swój parszywy tyłek jednak się boi. Słynną sprawą było nie tak dawno morderstwo w Kredyt Banku. Jak ci się, Smugglerku, wydaje, czy tacy pop*.*cy dokonaliby tego morderstwa, gdyby wiedzieli, że czeka ich za to nieuchronna śmierć? No dobra, powiesz, że nie byli to zbyt inteligentni osobnicy, w sumie to sami się wpakowali policji w łapy, ale nie zmienia to pewnego faktu. Co ich tak rozzuchwaliło? Bezkarność. Taki pomyślał (?) sobie: "co mi mogą zrobić? Góra dożywocie, z którego i tak wyjdę po najwyżej 20 latach, o ile wcześniej nie zwieję". Gdyby kara śmierci funkcjonowała, nie można by było liczyć na zwolnienie czy ucieczkę. Nawet najgłupszy bandyta o tym wie. Dziwne, że ty tego nie widzisz.
"Na tej zasadzie - palacz wie, że palenie wywołuje raka i zawał - i co, ilu rzuca palenie? A przecież odczytują na każdej paczce z 10 razy dziennie SWÓJ WYROK ŚMIERCI. I co - i facet, nawet mający wyższe wykształcenie i bogatą wyobraźnię, wzrusza ramionami i przypala peta"
Kiepski argument. Jak powszechnie wiadomo, papierosy wywołują uzależnienie. Nie znam się, nie powiem dokładnie jak, ale w każdym razie to sprawa czysto chemiczna. Wiesz, że szkodzi, ale nie możesz przestać. Nie pomaga wykształcenie i wyobraźnia. Zbrodnia raczej nie uzależnia. A przynajmniej nie w ten sposób. Jeśli jakiś gangster ma na sumieniu dziesiątki ofiar, to czy możemy mówić o nałogu? Po zabiciu pierwszej osoby (miał wtedy, powiedzmy, 18 lat) może i miał jakieś wyrzuty sumienia, ale po dziesiątej i dwudziestej nawet nie myślał o czymś takim, jak wina. Ale czy zabijanie stało się jego NAŁOGIEM? Po prostu niebiosa nie ukarały go za pierwszym razem, za drugim też nic mu się nie stało, za pięćdziesiąty również nie dostał sznurka. Myśli sobie więc: "a co to jest zabójstwo? Czy to coś złego? Za złe rzeczy się karze. Nawet taki zdegenerowany gangster jak ja o tym wie". Podsumowując: papierosy palisz, CHOCIAŻ wiesz, że to nie jest dla ciebie dobre, zbrodnie popełniasz, PONIEWAŻ wiesz, że nic ci za to nie zrobią.
"Ogłoś przepis, że za każde złamanie przepisu drogowego - dowolnego! - policja będzie konfiskować samochód. Myślisz, że będzie bezpieczniej na drogach? Wątpię..."
Ja nie wątpię. Będzie 90% bezpieczniej. Możesz być pewien. Nie 100%, ale 90 na pewno. Niestety, przepis nie byłby zbyt życiowy, toteż nigdy nie będę ci w stanie zagrać na nosie, jeśli chodzi o ten argument, ale każdy wie, że przyczyną bardzo wielu wypadków jest brawura kierowców. Wie również, że jego rodacy nie są zbyt bogaci i nie bardzo mogą sobie pozwolić na nowy samochód co tydzień. I że gdyby mieli ryzykować utratą sprzętu, który został kupiony za kredyt, który będą pewnie spłacać do końca życia, toby tak nie szpanowali. Dobrze gadam? Nie, Smuggler, nie odpowiadaj, to nie do ciebie pytanie. Z twoim zdaniem już dawno się nie liczę.
Teraz - ponownie - kakadudu:
"Nawet gdyby policja robiła, co do niej należy, to i tak nie powstrzymałaby wszystkich potencjalnych zabójców przed zabijaniem".
WSZYSTKICH - na pewno nie. Niezbyt odkrywcze. Ale na pewno NIEKTÓRYCH by powstrzymała. Moim zdaniem, jeśli wprowadzenie kary śmierci mogłoby uratować życia chociaż JEDNEJ niewinnej osobie, to już wystarczający powód, żeby tą karę stosować. Nie myślicie tak?
"Przypuśćmy, że jeden z krajów przeprowadza atak rakietowy na inny (na przykład dlatego, że rządzi nim (tym atakującym) człowiek niezrównoważony psychicznie). Ten pokrzywdzony chce, żeby tamten miał świadomość, że zrobił mu krzywdę, więc robi to samo. Tamten jest już wkurzony i wysyła na niego atomówkę. W następnej kolejności inne kraje widząc co się dzieje wysyłją atomówki... i GINIE 6 MILIARDÓW NIEWINNYCH LUDZI. Czy tego chcesz ?"
Chcę, żeby niszczono przestępców. Nie widzę powodu, dla którego kara śmierci mogłaby wywoływać zaraz wojnę światową :-). A jeśliby odnieść przykład kakadudu do naszego tematu - jak to sobie wyżej wspomniany wyobraża? Bandyta zabija człowieka, kat zabija bandytę, kumple bandyty zabijają wszystkich katów w Polsce, rodziny katów zabijają... Ty, zrób na tej podstawie horror, 50 Oskarów gwarantowane :-).
Na osobne potraktowanie zasługuje sobie niejaki ghady. To dopiero ewenement. Nie wiem, po co zniżam się do dyskutowania z takimi, co paru słów sklecić nie umieją bez kilku błędów ortograficznych (o innych błędach nie wspominając), ale jednak to uczynię. Choćby dla dobrej zabawy.
"Nawet najgorsze psychopatyczne scierwo, które wybiło całą swoją rodzinę, przyjaciół, sąsiadów... nie zasługuje (jak sugeruje Jelcyn i Qn'ik) na karę smierci!!!"
Tak, wiem. Zasługuje przecież na to, żeby go pogłaskać po główeczce, dać cukierka, ewentualnie napomnieć, że nie wolno zabijać ludzi (ale to ma być delikatne napomnienie!). Wskaż sposób, w jaki traktować "psychopatyczne ścierwa", aby wszyscy byli zadowoleni, a przeproszę cię na kolanach za to, że cię tak wyśmiałem. Ale jak mówisz "Nie zabijaj bandyty!", to od razu wytłumacz, co mam z nim robić, bo coś zrobić trzeba, z tym to nawet ty się chyba zgodzisz...
"Niech męczy się w izolatce! I nie mówcie mi, że to by było niehumanitarne. O wiele bardziej niehumanitarne jest zabicie człowieka!"
O patrzcie, cholera, chyba będę musiał jednak upaść na kolana! Chce, żeby bandytów w klatkach trzymali! OK, niech będzie, ale mam jedno pytanie. Jeśli chcesz torturować przestępców ciężkim więzieniem, to dlaczego kara śmierci tak cię przeraża? Moim zdaniem tak jedno, jak i drugie, humanitarne NIE JEST. Tyle, że ja uważam, że bandyci na humanitaryzm nie zasługują. Humanitaryzm jest dla uczciwych ludzi.
Ponadto, dla kogo niby miałaby to być męka? Policz sobie tylko, ile kosztuje utrzymanie więzień. Za wszystko płacą oczywiście zwykli obywatele. W tym również osoby poszkodowane przez danego bandytę. Na przykład rodziny zamordowanych. Dlaczego mielibyśmy łożyć ogromne sumy na to, by bandyci mieli sobie bezpiecznie siedzieć w więzieniach, a nie zdychać na szubienicy? Przypominam, że na dodatek mamy sporą dziurę w budżecie. A teraz wyobraź sobie taką sytuację: ty codziennie ciężko zap*.*, żeby utrzymać swoją rodzinę, a morderca twojego dziecka siedzi sobie wygodnie w kiciu. Dla mnie taka sytuacja byłaby do zaakceptowania tylko w jednym wypadku: gdyby więźniowie musieli ciężko pracować na siebie. Tak ciężko, żeby więzienia rzeczywiście każdy się bał. Tylko wówczas spełniałoby swoją rolę "wychowawczą". I niech nikt nie wciska kitu, że to utopia. Może się nie znam, ale w tym cholernym kraju wszystko wydaje się jakoś utopią. Taka mentalność ludu. Ciągle tylko "Nic nie da się zrobić, jaki ten los dla nas podły"...
"Można mówić o tym co przeżywa rodzina ofiary mordercy, albo "to był muj ogródek - gdybyś nie wszedł to bym do ciebie nie strzelał" ale czy to ma sens. Czy tacy rodzice będą mieli ulgę, że osoba odpowiedzialna za smierć ich dziecka została stracona! Będą wtedy szczęśliwi, to im je zwróci ?!? Albo gdy wejdziesz przez pomyłkę na ogródek sąsiada a on do ciebie strzeli to co powiesz - to pomyłka... on powie - było się nie mylić! Co z ludzką moralnocią - przestępcy jej nie mają ale czy tak musi być z nami."
Kwestię ogródka (jak to możliwe, że nie napisałeś "ogrudek", hm?) sąsiada zajmiemy się później, natomiast jeśli chodzi o ulgę, jaką odczuwa rodzina ofiary po zgładzeniu mordercy, to posłuchaj sobie wypowiedzi owych rodzin w TV. A rodzina mordercy co tu ma do rzeczy? Mówiłem już zresztą coś na ten temat. Patrz kilka akapitów wyżej. Jeśli ktoś tu ma prawo odczuwać ulgę, to jest to właśnie rodzina ofiary. Coś ci nie odpowiada - załóż Komitet Obrony Rodzin Przestępców. Wolna wola. Konstytucja ci tego nie zabrania. Nie wiem tylko, jak ludzie to przyjmą. Ale to już twoja sprawa.
"Jeszcze raz to powiem - nikt nie powiniem karać śmiercią - bez względu na okolicznosci bo to nic nie zmieni a i sumienie będzie człowieka męczyć! Takie jest moje zdanie i proszę aby wszyscy, którzy są za karą śmierci chociasz to dokładniej przemysleli..."
Twoje zdanie nie wygląda najlepiej pod względem stylistycznym i wieloma innymi... ale nie będę się czepiał. Odpowiedz mi tylko: kogo to sumienie będzie męczyć? Mnie? Ja nikogo nie zabiłem (nie licząc wirtualnych morderstw gier komputerowych :-)). Sędziego? Nie sądzę :-). Rodzinę ofiary skazanego? Hehe, powiedz to tej rodzinie... Rodzinę przestępcy wreszcie? O, to akurat może być. Może i ruszy ich sumienie. Że nigdy nie zawracali sobie głowy właściwym wychowaniem swojej latorośli. Że jej nigdy nie kochali. Że nie dali jej dobrego dzieciństwa. I może nawet takie myślenie uchroni ich ewentualne następne pociechy od zejścia na złą drogę. Ale czy wówczas wywołanie wyrzutów sumienia będzie takie złe? Myślę, że miałeś jednak na myśli MNIE, jako Zwolennika. Otóż oświadczam, że moje sumienie męczyć mnie nie będzie, zawarłem z nim bowiem umowę, na mocy której sumienie czepia się mnie tylko wtedy, gdy JA coś zawinię, natomiast gdy wieszają jakiegoś mordercę, siedzi cicho. Nie widzę powodu, by się wtedy odzywało. Wskaż mi ten powód. Bardzo jestem ciekawy.
Publiczne egzekucje. Już słyszę te myśli Przeciwników: "Morderca niewiniątek!", "Barbarzyńca!", "Sadysta!", "Satanista!", "Komunista!" :-). A czy to coś złego, że państwo chce pokazać, że wchodzenie w konflikt z prawem traktuje poważnie? Owszem, takie "widowiska" byłyby dla wielu strząsające. Ale właśnie o to chodzi. Widok mordercy dyndającego metr nad ziemią - to byłaby doskonała edukacja dla kilkuletnich dzieci. Brutalna, ale dobra. Jeden wstrząs na całe życie - chyba lepsze to, niż później seria zbrodni, które mogłoby to dziecko popełnić w przyszłości, gdyby takiego widoku mu nie zafundowano.
Skoro na Przeciwnikach nie zostało już suchej nitki, zajmijmy się tematem nieco mniej z karą śmierci związanym. Nazwę to "improwizowaną karą śmierci". Mowa o obronie koniecznej. Moja opinia jest taka: napadający uczciwych ludzi złoczyńcy nie mogą mieć większych praw niż ich ofiary. Zabójstwo w obronie własnego zdrowia, życia, mienia, i wszystkich tych trzech rzeczy w odniesieniu do rodziny napadniętego powinno być jak najbardziej dozwolone. Oczywiście, nie zawsze jest sprawą łatwą rozstrzygnąć, po której stronie leży racja, ale jak tu żyć w świecie, gdzie człowieka, który broniąc napadniętego inwalidy zabija któregoś z napastników i dostaje za to więcej kiblowania niż oni? Dla mnie to jest co najmniej straszne. Ja bym temu człowiekowi dał kilogram medali, luksusowy samochód (gdyby mnie było stać) i tytuł Bohatera Związku Radzieckiego. Żartowałem z tym ostatnim :-). Przecież ktoś taki powinien być wzorem do naśladowania! Tymczasem u nas się takich pakuje do kryminału. I dziwić się, że potem ludzie przechodzą obojętnie, udając, że nie widzą, że obok kogoś biją, okradają, gwałcą, mordują.
Co do obaw ghady'ego, że sąsiad go zwabi do ogróka i zastrzeli ;-). Cóż, nie wiem jak u ciebie, ale w moich okolicach ludzie odgradzają swoje posiadłości płotkiem albo oznaczają w jakiś inny sposób. Do głowy by im nie przyszło, żeby je maskować, żeby ludzie mieli im włazić przez pomyłkę. Jeśli twój szanowny sąsiad na każdym metrze kwadratowym swojego ogródka ma karabin maszynowy na fotokomórki, to szczerze ci współczuję miłych okolic i doradzam z całego serca przeprowadzkę :-).
W Stanach system, gdzie ludzie mogą mieć broń i strzelać np. do włamywaczy, funkcjonuje od dawna i wcale skutecznie. Wiem, bo mam tam rodzinę. Nie słyszy się natomiast o żadnych przypadkach strzelania do pechowych sąsiadów :-). Słyszy się za to o tym, jak niektóre dzieci podprowadzają spluwy swoim starszym, coby bawić się w brutalniejszą odmianę "policjantów i złodziei", ale to już zupełnie inna bajka. Kiedyś wystukam o tym parę zdań. Na razie - zacytujmy Qn`ika, Zwolennika z krwi i kości, wasz wzór do naśladowania (ale się podlizuję :-)):
"Co zaś się tyczy wszelkich wypaczeń wynikających z "mój dom - moją twierdzą", wiem o nich. Jednakże pewnych rzeczy uregulować się nie da przez prawo - każdy przypadek zabicia tudzież zranienia człowieka na czyimś terenie winien być rozpatrywany osobno - na co niestety nie ma środków. Ja nie jestem za różnymi ogrodzeniami pod prądem, czy minami przeciwpiechotnymi w ogródku - ale jeśli widzę człowieka wybijającego mi szybę w domu i idącego z nożem na moją rodzinę - chciałbym mieć ten komfort psychiczny i wiedzieć, że jeśli go zabiję, jego rodzina mnie nie oskarży. A teraz niestety ja nie miałbym szans, obrona konieczna? No jak to - on miał tylko nóż, a ja do niego z np. dubeltówki? I czemu nie biłem po nogach? Dlaczego nie oddałem 23 strzałów w powietrze? Odpowiedź jest prosta - kocham swoją rodzinę i to, na co zapracowałem; ktoś kto mnie chce tych rzeczy pozbawić z mojego punktu widzenia nie ma prawa żyć"
Nie mam nic do dodania.
Na deser zostawiłem sobie kilka wypowiedzi, w których użyto argumentów, powiedzmy niecodziennych. Nie potraktowałem ich (w większości) zbyt poważnie i chyba nie ma się co dziwić. Smuggler:
"Mówiąc szczerze wolałbym "kaes" (Karę Śmierci) niż 25 lat pudła, serio!"
No, ciekawym. Gdyby cię tak postawili przed pętelką, na stołeczku, wybieraj, Smugglerku: wykopujemy stołeczek czy posiedzisz sobie trochę w kiciu? Sądząc po twoim stanowisku w sprawie kary śmierci, rozsądku w tobie za grosz, ale w tym jednym przypadku nie mam wątpliwości, co byś wybrał...
Teraz głos ma Ijon Tichy. To dopiero agent. Posłuchajcie:
"Myślę, że dla wielu ludzi autorytetem jest Papież. Wiecie, co On sądzi o karze śmierci? A od czego są autorytety, jeśli nie od stawiania odpowiedzi na dręczące nas pytania?"
A dla wielu ludzi autorytetem jest Britney Spears. Oczywiście nawet mi przez myśl nie przeszło, żeby porównywać te dwie osoby, broń Boże (zresztą wówczas tacy pobożni delikwenci jak Pasibrzuch na przykład albo i sam Ijon Tichy, który pisze o papieżu jak o Bogu, zjedliby mnie na żywca)! Niemniej sam widzisz, co znaczą dla mnie autorytety "wielu ludzi". Niech sobie papież sądzi, co tylko mu się podoba, ja mam swoje zdanie, podyktowane moim rozumem. Ani myślę słuchać w tej sprawie innych. Choćby byli nie wiem kim. Uważam, że ogólnie papież jest dobrym człowiekiem. ZA DOBRYM. Dla dzisiejszych czasów, dla ludzi w ogóle. Zwłaszcza dla takich, którzy mordują niewinnych.
"Mam pytanie. Jak wiadomo, gówno od człowieka odróżnić zazwyczaj nietrudno, ale jak odróżnić psychopatyczne ścierwa od ludzi? Innymi słowy: na jakiej zasadzie jednych kwalifikować do odstrzału, a innych nie? Bo zabili? A dziewczyna, która zastrzeliła swojego ojca, bijącego i znęcającego się psychicznie nad nią i nad jej matką? Też byś taką skazał? (...) NIE DA SIĘ ogrodzić jednych od drugich"
Moim skromnym zdankiem, tylko idiota nie potrafi odróżnić "dobrego" zabójstwa od "złego". To znaczy, w większości przypadków. Nie nazywam ciebie idiotą, ale dziwię się bardzo, że nie dostrzegasz różnicy. Co powiesz na analogiczną (pod pewnymi względami) sytuację do przytoczonej przez ciebie - dziewczyna zabija swojego ojca za to, że nie pozwala jej chodzić na dyskoteki? Widzisz różnicę między tymi dwoma sytuacjami? Chyba każdy widzi. Gołym okiem. "NIE DA SIĘ odrodzić jednych od drugich"? Człowieku, idź do pierwszego lepszego księdza (szukasz w końcu autorytetów...), niech ci wytłumaczy, jak to jest z ludzką moralnością. Bo ty nawet podstaw w tej dziedzinie nie masz. Zła od dobra się nie da oddzielić? Co za podły świat! Nic, tylko się powiesić :->.
Tyle mam do powiedzenia. Mógłbym się wprawdzie jeszcze poznęcać nad co niektórymi, ale nie jestem sadystą, chociaż popieram karę śmierci :-). Jakby ktoś miał czelność się ze mną nie zgodzić, adresik jest tuż pod spodem. A ja zawsze gotów dokopać kolejnemu klientowi :-). Oczywiście w znaczeniu metaforycznym, bo ja tylko walkę na słowa preferuję. I to kulturalne słowa, przynajmniej ogólnie. Kontrargumenty mile widziane (o ile takie istnieją, oczywiście, w co wątpię :-)).
Bardzo Niewidzialny Człowiek
pewien.gosc@wp.pl
PS. Wśród autorów tekstów do AM panuje ciekawa tradycja chwalenia się zawartością swojej playlisty. Nie wiem czemu to ma służyć, ale nie będę się wyłamywał :-). Słucham tego samego, co najczęściej Eryk. Niech żyje Królowa!
PS2. Druga tradycja to bicie rekordów w liczbie głupich PS-ów. Ja w tym jestem dość cienki, poza tym nie idę w ilość, tylko w jakość :-).
PS3. [patrz PS3]
PS4. To był PS rekurencyjny :-) Blondynki przez to nie przejdą :-)
PS5. a to będzie...
PS6. [patrz PS5]
PS7. pętla PS-owa!
PS8. Tyle wynalazków na razie...