Prawo, lewo i Kiepura

    Według badań przeprowadzonych przez specjalistyczną komisję do
przeprowadzania badań (czyt. mnie) wynika, że w naszym pięknym, wspaniałym, kwalifikującym
się do MŚ 2002 kraju, panuje bieda. Tak, tak! Widać to np... wszędzie! W TV pokazują jak
ciągle ktoś strajkuje, domagając się wypłaty zaległych pensji, w radiu trąbią o kolejnych
spaleniach kukieł wyobrażających polityków, a w gazetach nagłówki o bezrobociu procentowo
podobnym do liczby sensownych artów* Achwimili...lilo...moli...naniiina (czy jakoś tak...).
A tymczasem co ja widzę? W pewnym, znanym mi skądinąd, mieście, wystawiono pewien pomnik
pewnego śpiewaka (nie powiem, że to Kiepura). Koszty figury pokryto częściowo z kieszeni
uczciwych, ciężko pracujących obywateli. Z okazji tej, jak i innych powodów, wyremontowano
również bloki mieszkalne w centrum miasta.

    Tutaj wtrącę akapit może niepasujący do całości tekstu, ale to taka moja
mała refleksja... Jeśli już remontuje się miasto, to trzeba to robić z głową, a jest tak -
pomnik otacza szereg budynków, w większości to stare budownictwo. Domy te pięknie
odmalowano, w kolory burd... publiczne (od samego patrzenia można dostać epilepsji).
Po drugiej stronie ulicy znajduje się dworzec PKP, także zbudowany w dawnym stylu.
Natomiast po frontowej stronie rzeźby jak byk stoi wybudowany niedawno "szklany dom",
niczym z New Yorku. Podobny znajduje się ulicę dalej. Pasuje toto do siebie jak pięść do
nosa. Ale powróćmy do myśli przewodniej tekstu.

    Statua została ufundowana w dużej mierze przez mieszkańców Sosnowca.
W mediach wypowiadali się ludzie, którzy radośnie mówili o tym, że ostatnie pieniądze
przeznaczyli na Kiepurę. Tymczasem jaki efekt przyniosły hojne dary sosnowiczan: nasz tenor
(czy basista, czy sopranista - zabijcie, ale nie wiem) prezentuje się... brzydko! Jak ledwo
ociosany, wielki kamień. Żeby nie było za dobrze, ustawiono go najgorzej jak tylko można -
tyłem do jakichś 80% przechodniów. Ale co tam, i tak przyjeżdżają tam wycieczki, aby porobić
zdjęcia i pozwiedzać... jeden pomnik. Nieważne, liczy się to, że mamy widoczny efekt starań
wielu osób, które dały datek na Kiepurę.

    Przedstawiona wyżej sytuacja miała na celu unaocznienie jednej rzeczy, a
mianowicie tego, że ludzie popierają to, co kochają, nie zważając na siebie i straty, które
mogą ponieść. Czyż to nie jest piękne? Może, ale niezbyt rozsądne, sądząc po tych wszystkich
narzekaniach na niskie płace. Lecz cóż - vox populi, vox dei, nawet kiedy jest to głos
przeczący nieco samemu sobie. Żeby taka była postawa rządu wobec państwa! (chodzi o
oddawanie ostatnich groszy na szczytne cele). Mielibyśmy utopię. Miast tego, Polską rządzą
osoby, które pragną jak najwięcej ukraść za swojej kadencji (odkrywcze...). Nie tyczy się to
może prezydenta, ponieważ u niego nie zauważyłem jakichś skłonności do kleptomanii, ale z
drugiej strony to znowu za wiele on nie robi. Czyli - nie każdy polityk jest zły, a już
niewielu zwiastuje nadchodzące zmiany na lepsze. Dawniej było dużo gorzej, ale ludzie zawsze
narzekają na to co mają, zamiast się tym cieszyć.

    Skupmy się na czymś innym. Nietykalność przedstawicieli rządu.
Jedzie poseł po pijanemu, potrąca dwie staruszki, kradnie ile się da, kontaktuje się z UFO,
a potem wykręca się od odpowiedzialności immunitetem. Paranoja, żeby prawo ustalali
przestępcy! Bezkarność to chyba najgorsza rzecz dla zwykłych ludzi. Mnie kojarzy się to ze
starożytnością, kiedy w ustroju demokratycznym skazywano ludzi za bezbożność. Inny powód,
ale to samo łamanie prawa przez jego twórców. Ale jeśli popatrzeć przez pryzmat historii, to
w Polsce zawsze było inaczej, a co najmniej dziwnie. Mieliśmy niepatriotyczną, przekupną
szlachtę zgłaszającą liberum veto przy końcu sensownego i - jeśli dać szansę - owocnego
posiedzenia. Mieliśmy królów wybieranych przez inne państwa (oczywiście najgorszych
możliwych kandydatów). Byli władcy uciekający od obowiązków jak najdalej (może niezupełnie
tek, ale chodzi mi o np. Walezego, a i taki Korybut-Wiśniowiecki to drugim Cezarem nie
został). Dalej, król nie znający naszego języka (Batory, mimo że złym władcą nie był, to
jednak był do końca Rumunem). Maksymalnie rozgarnięta magnateria, stawiająca na powszechną
ciemnotę, zamiast na rozwój intelektualny (czasy np. Poniatowskiego). To wszystko politycy,
ale co z tymi "przeciętnymi"? Zawsze gotowi do walki za kraj (powstań trochę było, większość
nieudana, ale liczą się chęci), oddani, pracujący na władców, którzy o nich nie pamiętali;
którzy jedli chleb wypiekany z "chłopskiego" zboża. Tak jest do dziś. Nikt się "plebsem" nie
interesuje. Pytam się, dlaczego nie on stoi u władzy? W końcu gdzieś napisano, że ostatni
będą pierwszymi. Podobno mamy wolność wyboru, ale właściwie ogranicza się ona do... wyborów
(tych Wyborów). Ale nie są to Wybory gwarantujące...hmm...wybór. O co mi chodzi? Ano,
obieramy naszych przedstawicieli, reprezentujących podobne poglądy, ale ile z ich obietnic
się spełnia? Oni nic nie wnoszą, dając jedyne złudne nadzieje na poprawę. Ale promień
nadziei zawsze jest lepszy niż nic, a jak już zaznaczyłem, dawniej było gorzej.

    A teraz z nieco innej beczki. Szanowny Pan Andrzej Lepper. Podziwiam go,
zaprawdę go podziwiam. Nie za zachowanie, nie za metody działania, nie za cel (właściwie
jaki on jest? Co on zdziałał?), ale za postawę. Naprawdę chce on komuś pomóc, chyba rolnikom
albo śmigłowcom z talibami, pewien nie jestem. Mimo, że jego blokady, zarówno sejmu, jak i
dróg, przypominają Armię Czerwoną (wyzwolimy! Ale jeśli ktoś będzie chciał wyzwolić za nas,
zostanie rozstrzelany!), to i tak ma w sobie człowiek wolę, choć ostatnio nieco jakby
przygasłą. Mam nadzieję, że jednak nie do końca i że będziemy mogli jeszcze kiedyś być
świadkami ślicznej blokady czegokolwiek. Jego gwiazda rozbłyśnie, tak jak rozbłysła gwiazda
sosnowiczan, którzy pomogli postawić pomnik nie Kiepury, ale ducha. Ducha brzydkiego, ale
łączącego ludzi, godzącego ich we wspólnej sprawie.

    Jak widać, wystarczy czegoś chcieć, żeby móc tego dopiąć, i to nie tylko
w sprawach pieniężnych. Tyczy się to każdej dziedziny życia. Taka właśnie była myśl
przewodnia tego tekstu - chcieć to móc. Prawdopodobnie każdy to wie, ale ostatnio wszędzie
panuje ogólny pesymizm i niechęć do czegokolwiek. Więc nie załamujcie się wszyscy, nie jest
tak źle.




military police


*wbrew pozorom dość sporo (taaa...mnie należy wierzyć)

Dla nie umiejących obejść się bez emotikonek: tej części o Lepperze nie należy traktować zbyt poważnie.




...i znowu wyszło coś innego niż zamierzałem...



...fuck...