Ekhm...
Ostatnio wciąż słyszy się o biciu, a nawet katowaniu dzieci. Wczoraj oglądam sobie
Wiadomości (przypadkowo), aż tu słyszę, że wziął sąsiad dziecko sąsiada do swojego domu
(chłopczyk spał pod drzwiami na wycieraczce do butów). Zbadał je, bo był lekarzem i zawiózł
osłabionego chłopczyka do szpitala. W szpitalu doktor znajdował coraz to poważniejsze sińce
i rany...
Po czterech dniach chłopak się popłakał i powiedział pielęgniarce, że bardzo
chciał posprzątać swój pokój, ale nie zdążył, bo przyszedł do niego kolega i poszli pograć
na boisku w piłkę nożną. Jak tatuś wrócił do domu i poszedł sprawdzić czy pokój jest
posprzątany, a nie był. Bardzo się tata zdenerwował i poszedł mnie szukać. Znalazł mnie na
boisku ale nie uderzył. Dopiero jak wróciliśmy z tatusiem do domu to tatuś uderzył mnie
bardzo mocno w twarz i spadłem na ścianę. Krew mi z nosa leciała ale wytarłem się o rękaw i
wtedy tata kopnął mnie w nogę i dlatego ledwo się doczołgałem po schodach do pokoju.
Tata powiedział, że jak przyjdzie to ma być posprzątany pokój, ale ja nie miałem siły...
Przyszedł, zobaczył i wściekł się niesamowicie. Zepchął mnie ze schodów. Wziął na ręce i
kazał mi spać na tej niewygodnej wycieraczce...
Chłopiec miał krwotok wewnętrzny i wstrząs mózgu.
[Myślę, że jest to niezły początek nowego, ciekawego, choć niepokojącego
i bardzo poważnego tematu, który ma szansę rozwinąć się na łamach AM.
Mam nadzieję, że nikogo specjalnie do dyskusji zapraszać nie trzeba? - Eddie]