Art ten został napisany pod wpływem lektury textu "EWOLUCJA - fakt naukowy, czy nadal tylko teoria?" autorstwa Jabby. [Autor (znaczy ja :)) chciałby zaznaczyć, że nie jest jego zamiarem obrażanie kogokolwiek, ale nie może niczego obiecywać ;)] Ludzie! czemuście się tak przyczepili do ewolucjonizmu, ewolucjonistów oraz biednego Darwina, który, dzięki waszym "mondrym i óconym" wypowiedziom, w grobie się teraz przewraca? (łup! łup! - dobiegające z oddali odgłosy przewracania się w grobie) Uczepiliście się ewolucji jak rzep psiej rzyci (względnie psiego ogona) i do poparcia (podparcia?) swych dziwnych tez używacie jeszcze dziwniejszych argumentów! Uff.. myślę, że starczy już mych jęków rozpaczy i czas przystąpić do jakiejś, w miarę konstruktywnej krytyki: Po pierwsze z radością muszę przyznać, że text Jabby niemal osiągnął wyżyny tzw. krytyki konstruktywnej, jednak zdziwiłem się niezmiernie czytając jego fragmenty sugerujące istnienie ogólnoświatowego spisku ewolucjonistów (o czym w dalszej części textu). Co prawda fragmenty owe nie były jedynymi, które wydały mi się osobliwe, jednakże zdumienie me potęgował fakt, iż przeplatały się one z innymi, które, dla odmiany, zdawały się być całkiem na miejscu - to, jak doszło do powstania takiej mieszanki umyka mym zdolnościom pojmowania. W pierwszej kolejności postanowiłem rozprawić się z argumentami brzmiącymi nawet sensownie, na deser zaś zostawiając sobie stwierdzenia nie mogące pretendować do zaszczytnego miana argumentu. 1. Argument ważki pierwszy, czyli prawdopodobieństwa: Jabba w swoim texcie zwraca uwagę na niezwykle nikłe prawdopodobieństwo spontanicznego powstania cząsteczki konkretnego enzymu, faktycznie przy założeniu, że wszystkie konfiguracje są jednakowo prawdopodobne i powstają w sposób zupełnie przypadkowy prawdopodobieństwo jest astronomicznie małe, ale przyjęcie takich założeń byłoby nadmiernym uproszczeniem. Po pierwsze cząsteczki zarówno białek jak i RNA (który to kwas najprawdopodobniej pełnił funkcje enzymatyczne wcześniej niż białka) występujące w organizmach żywych muszą być stabilne w warunkach w jakich działają! Znaczy to ni mniej, ni więcej niż to, że ich struktura musi być w miarę stała w warunkach pracy (czyt. -muszą 3mać się qpy ;)), nie może wichrować się na różne strony, ani, co gorsza, rozlatywać. Gdyby tak nie było cząsteczka nie mogłaby pełnić swojej funkcji, poza tym dość szybko przeszłaby w konfigurację bardziej stabilną w danych warunkach. Ponieważ warunki wewnątrz wczesnych organizmów były siłą rzeczy zbliżone do warunków otoczenia, białka, a wcześniej RNA (pełniący oprócz enzymatycznych funkcje mat. gen.) musiały być stabilne także na zewnątrz, a to było czynnikiem zwiększającym wcześniej ich szansę powstania w pierwotnym środowisku. Działo się tak dlatego, że, chociaż molekuły stabilne powstają równie łatwo jak niestabilne, to rozpadają się daleko trudniej. Przydałyby się jakieś przykłady na poparcie mojej tezy, a więc do dzieła! -Białka produkowane w komórkach powstają w formie rozciągniętej i muszą zwinąć się do postaci ostatecznej. Zakładając iż robią to zupełnie przypadkowo, pojedyncza zmiana konformacji (ułożenia cząsteczki) zajmuje jedynie 10^-13s, a białko składa się ze 100 aminokwasów (czyli niedużo!), z których każdy zająć może tylko 3 położenia (uproszczenie!!!), mamy 3^100*10^-13s=5*10^47*10^-13s=5*10^34s=1,6*10^27lat! Po uwzględnieniu stabilizacji paradoks znika. (problem jest oczywiście bardziej złożony w rzeczywistości) [przykład zaczerpnięty z "Biochemii" Luberta Stryera; przekład zbiorowy pod redakcją Jacka Augustyniaka i Jana Michejdy z czwartego wydania amerykańskiego; Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2000] {wersja tu obecna została oczywiście nieco zmieniona wzg. oryginału (m.in. znacznie skrócona), starałem się jednak zachować poprawność merytoryczną, kto nie wierzy, niech sprawdzi sam! (str.445)} Należy dodać, że wiele białek przyjmuje właściwą strukturę samoistnie - bez udziału innych białek (potwierdzone doświadczalnie - doświadczenia z wyizolowanymi białkami). -Niektóre wirusy potrafią całkiem żwawo się odbudować po rozbiciu (i rozpędzeniu ich części składowych na 4 wiatry), i to bez udziału czynników enzymatycznych - stabilizacja rulz! (Chyba cosik przedobrzyłem i część(?) czytelników mi usnęła :-\ .. Halo! Kto nie śpi niech podniesie rękę!!... Hmm.. tak jak myślałem.. Nic to! - będę kontynuował :-P)[;-)] Po drugie (po pierwsze była stabilizacja - dla obdarzonych pamięcią 'dobrą ale krótką') funkcje. Myślę (więc jestem ;)), że wystarczające dla powstania życia było zaistnienie cząsteczki (prawdopodobnie RNA) zdolnej do samopowielania (tak już zostało wszystkim organizmom żywym ;-)), reszta przyszła później (stopniowo, nic na raz panie Hut, nie od razu Kraków zbudowano :-P). Chciałbym nadmienić, iż wystarczyłoby, aby cząsteczka wykazywała choćby szczątkową aktywność katalityczną - uległaby ona udoskonaleniu na drodze ewolucji (Niech żyje dobór kumulatywny!). Właściwie wystarczyłoby, aby owa nieszczęsna cząsteczka RNA choćby minimalnie ułatwiała powstawanie innych tego typu molekuł (niekoniecznie dokładnych kopii) - cząsteczki katalizujące powstawanie podobnych do nich samych RNA byłyby bardziej uprzywilejowane niż reszta, ponieważ liczba cząsteczek im podobnych rosłaby szybciej od reszty. Im bardziej wydajnie i dokładnie cząsteczka replikowałaby się, tym bardziej byłaby 'uprzywilejowana', jednakże wydajność replikacji nie mogła przekroczyć pewnego progu nie tylko ze względów technicznych - po przekroczeniu tego progu cząsteczka odpadłaby z ewolucyjnego 'wyścigu', ponieważ zbyt niska zmienność zamknęłaby przed nią drogę rozwoju. (mechanizm ten funkcjonuje także dzisiaj - zawdzięczamy mu także, obok różnorodności istot żywych i zmian ewolucyjnych zawdzięczamy mu też wiele nękających ludzkość chorób i wad genetycznych) Poza tym nie wydaje mi się by powszechnie występujące rozwiązania były jedynymi możliwymi- - obecnie spotykane białka to jedynie kropla w oceanie możliwości. Abym nie został posądzony o 'jakieś dziwne/dzikie spekulacje': RNA o właściwościach katalitycznych wchodzi w skład rybosomów (rRNA), podobne właściwości mają również introny - same się wycinają (udokumentowano! :-P). Po trzecie chiralność - lewica i prawica, a dokładniej lewo- i prawoskrętność. Zacznę od wyjaśnienia co zacz ta 'chiralność' i z czym to się je. Chiralność - od gr. 'cheir'-ręka - własność obiektu polegająca na tym, że nie jest on identyczny ze swoim odbiciem lustrzanym (jak lewa i prawa dłoń). Chiralne cząsteczki już tak mają, że zwykły skręcać płaszczyznę polaryzacji światła (spolaryzowanego ofkoz!) - dlatego lewo- i prawoskrętność. Powodem dominacji lewoskrętnych białek i prawoskrętnych cukrów na planecie Ziemia, Anno Domini 2002, może być: a) Niewielka nadwyżka jednej z form danego związku w pierwotnej 'zupie' b) Jedna z wersji samopowielającego się układu powstała jako pierwsza c) Udział czynników chiralnych (np. kryształów niektórych minerałów) w katalizowaniu reakcji chem. Jak widać teoria biogenezy radzi sobie całkiem nieźle bez odwoływania się do boskich ingerencji (chociaż, jeżeli Bóg istnieje to bardzo miło z jego strony :)) [zero ironii!]. 2. Argument ważki drugi, czyli 'Big Bang' popularnie 'Wielkim Wybuchem' zwany. (co prawda nie wiem co on ma do ewolucji, ale niech będzie :-/) Primo - jeżeli Wielki Wybuch był początkiem czasu pytanie "co było wcześniej?" jest pozbawione sensu - pojęcia typu wcześniej, później, etc. odnoszą się do czasu i tracą sens jeśli czas nie istnieje. To samo odnosi się do pytań typu 'gdzie?' poza przestrzenią. Secundo - Z osobliwościami też nie jest tak prosto jak by się wydawało - przy tak małych skalach i wielkich energiach do głosu dochodzi fiz. kwantowa rządząca się jak wiadomo 'nieco' innymi prawami niż klasyczna (tzw. 'Próg Plancka'); należy także pamiętać o innych teoriach (których to namnożyło się ostatnio bez liku) takich jak np. model Wszechświata inflacyjnego, który całkiem nieźle (IMO-nie jestem fizykiem) wyjaśnia genezę znanego nam Wszechświata, odwołując się do takich pojęć jak 'pole Higgsa', czy 'fałszywa próżnia'. Mało tego, model ten udziela odpowiedzi na pytanie dlaczego gęstość materii we Wszechświecie (a co za tym idzie prędkość ekspansji) jest taka, a nie inna bez uciekania się do pojęcia Boga. Co do sir Hoyle'a i Lovella, to chciałbym przypomnieć, że oni też nie są nieomylni (np. teoria stanu stacjonarnego spłodzona bodajże m.in. przez sir Hoyle'a), ponadto zajmując się astronomią wcale nie muszą być autorytetami w dziedzinie biologii. (tak przy okazji: Autorytet to nie laska - nie służy do podpierania.) I to by było na tyle argumentów sensownych, jeśli dotarłeś aż tutaj, drogi Czytelniku, możesz ze czcią ucałować się w rękę i kontynuować lekturę ;). Dalsza część textu zawierać będzie może mniej cennych informacji, będzie za to zabawniejsza, ponieważ przyszła kolej na... (tadaam!!!) tzw. 'Argómęty', czyli jak mawiała psorka mego qmpla: "B!-zdury!". [Autor ostrzega, iż, jeśli poprzednia część tego arta (lub konwencjonalniej: artykułu) była irytująca dla Czytelnika, powinien on natychmiast przerwać lekturę, ponieważ to, co autor (nadal ja ;)) zamierza teraz spłodzić, niejednego może wyprowadzić z równowagi. Jakakolwiek krytyka, co do której zaistnieje uzasadnione podejrzenie, iż powstała bez uprzedniego zaznajomienia się z tym artem, innymi artami na ten temat, tematem, obecnym poziomem wiedzy naukowej oraz poziomem własnej wiedzy; tudzież krytyka nie wnosząca nic nowego (lub po prostu bluzgi) zbyta będzie obelżywym milczeniem. Autor nie ponosi odpowiedzialności za niski/wysoki poziom wiedzy innych autorów, Czytelnika, innych czytelników, urazy psychiczne i fizyczne, nieuzasadnione pretensje, uzasadnione pretensje, różne formy fanatyzmu, rzeczywiste, bądź urojone zranienie czyjejś miłości własnej tudzież zburzone światopoglądy, zło świata (zarówno w ogólnym, jak i szczególnym ujęciu), własny, spaczony charakter, oraz wiele innych rzeczy (nie chce mi się wymieniać ;P) - Czytelniku! zostałeś ostrzyżony!.. tfu! .. znaczy się - ostrzeżony! (lepiej późno niż wcale ;))] 3. Argómęt (argó-męt?) nieważki pierwszy, czyli Wielki, Ogólnoświatowy Spisek Ewolucjonistów (oraz żydokomunosatanistocyklistomasonerii). Czyżbym się mylił sądząc, że Jabba w arcie swym sugeruje istnienie takowego związku? (tajnego ofkoz!) Jaki więc inny cel mogło mieć tak obszerne informowanie czytelników o rzekomych (informacji nie zweryfikowałem) przekrętach paleontologów? Wątpię, by celem tych wywodów było uświadomienie czytającym istnienia zjawiska przekrętów, gdyż mniemam, iż autor owego tekstu jest świadom, że wiedza o istnieniu rozmaitych oszustw w przeróżnych dziedzinach życia jest, szczególnie w naszym pięknym kraju, powszechna. (tak, to co teraz kapie z ekranu to właśnie jad :-> ) Jedno z dwóch: albo dotyczy to wszystkich ewolucjonistów i ich dowodów, co oznacza spisek na skalę światową, zawiązany, ani chybi, dla osiągnięcia jakichś straszliwych i mrocznych celów (jedyne co mnie zdumiewa, to to, że po zdemaskowaniu owego spisku pan Jabba zdołał przeżyć wystarczająco długo, by popełnić swój art, ale ufam, że spiskowcy szybko naprawią to niedopatrzenie :-> ); albo spisku nie ma, część dowodów jest prawdziwa, a dzielny nasz demaskator daremnie się trudził - problem pozostał. (Oczywiście, że się nabijam :-> ) Dziwi mnie także przypuszczenie, iż ewolucjoniści (będący też ludźmi) trudzili się fabrykując dowody wspierające tak boleśnie raniącą ludzką pychę i miłość własną teorię jak ewolucjonizm. Czynili to w dodatku, o cudzie!, bez jakiegoś szczególnego entuzjazmu reszty, ciążącej przecież wyraźnie ku tego typu bluźnierstwom, ludzkości - wręcz przeciwnie, o ile dobrze pamiętam (a pamięć mam dobrą), zewsząd sypały się zarzuty. Zastanawia mnie jednak drobny szczegół, a mianowicie wzmianka o ichtiozaurze w texcie Jabby: "W brytyjskim dzienniku The Guardian doniesiono o innym oszustwie: "Przez 116 lat Państwowe Muzeum Walii w Cardiff szczyciło się skamieniałym szkieletem żyjącego jakieś 200 milionów lat temu drapieżnika, który pływał w oceanach w okresie jury. Kiedy pracownicy muzeum uznali, że skamielinę ichtiozaura - wodnego mięsożercy - należy wyczyścić, wykryli oszustwo. Pod pięcioma warstwami farby znaleźliśmy dowody misternego fałszerstwa - oznajmiła konserwator Caroline Buttler. Okazało się, iż eksponat powstał w wyniku połączenia dwóch rodzajów ichtiozaurów oraz sprytnie spreparowanych elementów."" A więc jednak owe prawdziwe dowody istnieją! - ichtiozaury były, się zmyły, a ich miejsce zastąpiły inne gatunki (np. delfiny) - więc jak nie ewolucja, to co? Takie zastosowanie wyrwanych z kontekstu, różniastych cytatów (czasem wątpliwych), z reguły bez podania dat i okoliczności, za to z mnóstwem rozmaitych nazwisk, pachnie mi manipulacją czytelnikem i zafałszowywaniem faktów! - a ja BAAAARDZO nie lubię fałszerzy i manipulatorów >:-( (chociaż serwomechaniczne są OK ;)). Jednak tym razem Jabba się wkopał - i dobrze mu tak! [Jeżeli nie wiesz, Czytelniku, co można zrobić z wyrwanym z kontekstu cytatem poproś listownie Smugglera i Mr Jedi'ego (AR) by Ci to zademonstrowali.] "Jeżeli coś jest prawdą, to czy trzeba to udowadniać przy pomocy oszustwa? Zastanawiające... prawda?" Prawda, czemu więc sam uciekasz się do podobnych metod drogi Jabbo? i czemu miało służyć wywieranie nacisku (czasami wręcz fizycznego) na badaczy (szukających przecież prawdy) przez 'świętą' Inkwizycję? lub "Indeks ksiąg zakazanych"? Wielu uczonych ucierpiało przez tego typu działania (np. Galileusz), a "O obrotach ciał niebieskich" Kopernika przez czas jakiś 'bawiło' na 'Indeksie'. (argument jakości porównywalnej z argumentem Jabby - demagogia) 4. 'B!-zdura!' nr. 2 - 'bezdenne bariery' i 'niebotyczne przepaście'. Możliwe, iż jest tak dlatego, że nie jestem (jeszcze) uczonym, ale nie dostrzegam żadnych 'bezdennych barier' (pomijając już fakt, że bezdenność nie jest powszechnym atrybutem barier ;)), ponadto wydaje mi się, że nasz demaskator pomylił stulecia - koncepcję witalizmu (tzw. siły życiowej) widziałem ostatnio, już trochę czasu temu, w dębowej jesionce. Teoria ta zmarła, o ile mi wiadomo, śmiercią naturalną pod koniec XIX wieku, więc dziwi mnie jej obecność tu, w XXI stuleciu na łamach AM - najwyraźniej została ona cudownie wskrzeszona przez mości Jabbę w celu wykorzystania jej w roli argumentu. Zastanawiam się tylko, czy przyczyną tej gafy była zwykła ignorancja ("Ignorance is bliss"?), czy próba manipulacji :-\ . Spieszę z wyjaśnieniami: życie jest po prostu formą organizacji materii zdolną do samopowielania, rozwoju i 'wypompowywania' entropii na zewnątrz - jakieś 'bezdenne bariery', czy inne 'niebotyczne przepaście' są absurdem. Primo - żywe komórki są wprawdzie zadziwiającymi mechanizmami, ale jednak mechanizmami - coraz lepiej wiadomo jak działają ich poszczególne elementy składowe i jak ze sobą współdziałają - białka, cukry, lipidy, kwasy nukleinowe składają się z takich samych atomów jak reszta świata, a różne 'siły witalne', etc. są tylko wymówką pozwalającą człowiekowi zachować wiarę we własną mądrość i wielkość, mimo iż nie potrafi zrozumieć tak wielu zjawisk. Secundo - wirusy - nie wiadomo żywe toto, czy martwe, więc gdzie tu jakieś bariery, skoro nie ma nawet ścisłej definicji życia? (gdyby istniały jakieś, zacytuję Jabbę: "bezdenne bariery" między materią ożywioną, a nieożywioną, problem z ustaleniem definicji by nie istniał, tak więc z 'bezdennych barier' pozostała, li tylko, bezdenna głupota.) Co do samorództwa, to nikt tu nie twierdzi, że w dzisiejszych warunkach zdołałaby samodistnie powstać choćby najprostsza forma życia - w dzisiejszym świecie niezbędne cząsteczki organiczne raczej nie plączą się luzem, a, jeśli już, to niedługo. Poza tym nigdy nie słyszałem, by doświadczenia dostosowywały się do twierdzeń (w każdym bądź razie nie te porządne ;)). Chciałbym jeszcze zdementować plotki, jakoby nauka zajmowała się pogłębianiem jakichkolwiek przepaści ;) 5. Część trzecia zbijania 'Argó-mętów', czyli znikające dowody. To zrozumiałe, że dowodów brakuje właśnie tam, gdzie są potrzebne - tam, gdzie ich nie trzeba, nikt nie zwraca uwagi na ich brak. ;). Nie wiem skąd autor omawianego textu wytrzasnął swoje 'rewelacje', zgodnie z obecnym stanem wiedzy wyglądają one.. ekhm.. myślę, że 'dziwnie' to odpowiednie słowo. Najzabawniejsze jest to, że 'fakty' (fuckty?) owe stoją w jawnej sprzeczności z dobrze udokumentowanym materiałem dowodowym, dla przkładu - drzewo rodowe konia (prezentowanego przez naszego 'nieugiętego krzyżowca' jako przykład niezmienności) jest doskonale udokumentowane, od żyjącego w eocenie Hydracotherium do współczesnego Equus. Płaz, z kolei (prymitywny zresztą) - Ichtiostega posiadał wiele rybich cech. Nie będę mnożył tutaj przykładów - art ten jest i bez tego nieprzyzwoicie opasły, zastanawiam się za to, czy przyczyną tej dziwnej 'argómętacji' były próby manipulacji faktami (wybaczcie, od przejścia "Deus Ex" tak mi zostało ;)), jeśli tak to Jabba bardzo nisko ocenia możliwości intelektualne czytelników, czy zasoby ignorancji wystarczające do obdarzenia całej planety (może Jabba przedawkował witaminę "G"? ;)). 6. Część czwarta - dwie perełki na koniec... i jeden 'dyjament'. Perełka pierwsza - kodeks moralny człowieka, a ewolucyjne deathmatche. Nie jest moją winą, że Jabba (a przynajmniej jego wiedza) pozostał na przełomie wieków XIX i XX, podczas, gdy mamy stulecie XXI, nie chciałbym być także winiony za jego nie zaznajomienie się z tematem, który podjął, ponieważ jednak posiadam niezbędne informacje podejmę się uzupełnienia białych plam na jego mapie teorii ewolucji. Termin 'walka o byt' wcale nie musi oznaczać czegoś w rodzaju deathmatchu na kły i pazury, w praktyce taki np. kodeks moralny zwiększa szanse przeżycia wszystkim osobnikom w populacji i jest ewolucyjnie korzystny. Tak więc, może kogoś rozczaruję, ale sprzeczności nie ma. Co do ciekawości to generalnie jest ona korzystna - sorry, no Bonus! Perełka druga - dowody na nieistnienie dowodów na nieistnienie. Tutaj, w pierwszej kolejności napiszę dwa słowa: 'Brzytwa Ockhama', oczywiście nie mam tu na myśli zarżnięcia Jabby ostrym narzędziem - czym jest owa 'Brzytwa' każdy może przeczytać w moim poprzednim arcie na temat ewolucji pt. "Ewolucjonizm ma się dobrze" (AM~25). Faktycznie, nie można dowieść nieistnienia Boga i nikt nikomu nie zabrania wierzyć w Niego, ale w nauce liczy się przede wszystkim OBIEKTYWIZM (podkreślić wężykiem) i podstawową zaletą ewolucjonizmu wobec kreacjonizmu (nie będącego, nota bene, teorią naukową) jest fakt, iż wszystkie warunki niezbędne do zaistnienia ewolucji są spełnione ("Ewolucjonizm ma się dobrze", AM~25), podczas gdy kreacjonizm wymaga istnienia hipotetycznego bytu wyższego. Bezrozumny upór, z kolei, z jakim Jabba domaga się dowodów na nieistnienie, wywołał u mnie nagły napad wesołości: powszechnie wiadomo, że daleko trudniej dowieść nieistnienia czegoś, niż istnienia - by udowowodnić to pierwsze trzeba rozpatrzyć wszystkie możliwe przypadki, natomiast dla dowiedzenia tego drugiego w zupełności wystarczy jeden przykład. Dla niedowiarków proponuje dwa zadania - pierwsze to dowieść, że nie jest się wielbłądem ;), drugie, trudniejsze, polega na udowodnieniu, że nie zostało się stworzonym (tak, przez Boga, lub jakąś inną hipotetyczną, WSZECHMOCNĄ istotę) tuż przed rozpoczęciem lektury. Jeżeli ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości może zrewolucjonizować sądownictwo - zamiast winy będzie się dowodzić niewinności :->. I.. 'dyjament'!! - Bóg, ewolucja, a zło świata. Na początek cytacik: "Co jest łatwiejsze: szukać odpowiedzi, czy bez głębszego zastanowienia, bez zbadania dowodów i wątpliwości uwierzyć w ewolucję? (swoją drogą, osoby takie dokonują ciekawej zamiany: odrzucają istnienie Boga z powodu brutalności życia, przyjmując jednocześnie wiarę w ewolucję opartą właśnie na tej brutalności - jednak owa brutalność nadal ich oburza. Dziwne, że wierząc w ewolucję, oburzają się na podstawowy czynnik decydujący o istnieniu tego procesu - będącego przecież walką o przetrwanie najsilniejszych i najlepiej przystosowanych...)" Tutaj autor rozminął się z logiką o całe lata świetlne. Po pierwsze - zupełnie nie rozumiem co ma prawda do preferencji badacza, czy to, że ja czegoś nie lubię (np. rasizmu) znaczy, że zjawisko nie istnieje? - ROTFL! Pan Hut popełnił tu błąd podobny do tego, który popełnili kiedyś komuniści - przerost ideologii nad realnością. Co z tego, że nie lubię ewolucji, gdy dowody przemawiają za nią (znaczy za jej istnieniem)? Po drugie pierwsze ;) - nie ma dowodów na istnienie Boga, nie ma dowodów na słuszność którejkolwiek religii (czemu Jabba odrzuca, dajmy na to, Buddyzm? ;)), a gdybym wierzył bez zastrzeżeń we wszystko czego nieistnienia nie można udowodnić, musiałbym mieć mózg o objętości, co najmniej, naszej galaktyki (prawdopodobnie dużo większy), by móc chociaż spamiętać wszystko w co wierzę. Czy ewolucja jest faktem? - i tak, i nie - nie, jeśli za fakt przyjmiemy jedynie coś czego możemy być w 100% pewni, takie fakty nie istnieją; tak, jeśli za fakt uznamy coś, co jest niesprzeczne z obserwacjami, wyjaśnia obserwowane zjawiska i jest b. wysoce prawdopodobne (np. heliocentryczna teoria budowy Układu słonecznego). Uff.. skończyłem! Dziękuję ci Czytelniku za poświęcenie swego cennego czasu i przeczytanie tego molocha, w tym miejscu chciałbym pozdrowić Prof. Ogóra$a i jego 'Związek Demonicznych Warzyw' oraz resztę braci/towarzyszy/et cetera ad nauseum../wstawcie co tam chcecie ;) spiskowców, a także ogół czytelników. Pisząc ten text nie miałem zamiaru (wbrew pozorom) chlastać kogokolwiek 'Brzytwą Ockhama' (pochlastać kogoś mam czasem ochotę pdczas lektury niektórych artów - (z)groza!), ani topić 'w muszli głębokiej' (no może trochę..), głównym mym zamiarem było uruchomienie procesów myślowych u pewnych osób i piętnowanie prób demagogii (Jabba) - ponieważ za tego typu manipulacje powinno się umieszczać głowę delikwenta w ehm.. antypodach jego ciała (przy użyciu metod siłowych). Arta popełnił (słuchając w międzyczasie "Pink Floyd" i "Yes") Q.B.A. czyli Prof. Anator PS. Też was nie lubię! :P ;) PSS. A teraz idę spać [%-&] i NIC mnie od tego nie odwiedzie.