Lekcja religii 

W tym tekście opowiem Wam jak wygląda przeciętna lekcja religii w mojej szkole (w zasadzie mojej byłej szkole, bo w momencie, gdy to czytacie - pożegnałem się już z moim gimnazjum). No ale w momencie, gdy to piszę chodzę jeszcze do III gimnazjum.

No więc moje gimnazjum niby nie ma pięter, ale mamy dolny korytarz, który znajduje się pod parterem (na tej samej "wysokości" jest szatnia). Oczywiście do szatni możemy schodzić kiedy chcemy (jedna szafka zamykana na kluczyk przypada na dwie osoby), ale dolny korytarz, na którym znajduje się sala od religii jest "niby" niedostępny dla uczniów w czasie przerwy. Tak wymyśliła rada pedagogiczna, czy tam dyrekcja - nie wiem tam, nie ważne. Najważniejsze, że i tak zawsze kłócimy się z woźną, że możemy zejść na dół, bo nie mamy żadnych złych zamiarów ("korytarz jest niedostępny w czasie przerwy, bo wcześniej uczniowie chowali tam fajki" - tak mniej więcej argumentują swoją decyzję nauczyciele). A przecież to właśnie ten korytarz jest najlepszy do grania w piłkę! Tzn. nie mówię tu o takiej zwykłej piłce nożnej, ale o takiej małej, gumowej, którą jeden z moich kolegów zaje... pożyczył z szuflady biurka nauczyciela podczas jego nieobecności na lekcji (na chwilę wyszedł). Naprawdę fajna piłeczka :). Sto razy lepsza niż jakieś te tworzone ze zgniecionego kawałka papieru i obklejane taśmą samoklejącą.

No ale miało być o religii. No to teraz o katechezie, a potem jeszcze wrócę do piłki, bo to ma wiele wspólnego :). Religii uczy nas katechetka (nie ksiądz... na szczęście:)). Na religię (w zasadzie lekcja religii nazywamy "dłuuugą przerwą" :)) przychodzi się w zasadzie bez plecaka. A jeśli już z plecakiem to w zupełnie innym celu niż by się wydawało (o tym też później, powiem tylko, że to też tyczy się "piłki nożnej" :)). Na lekcji jedyną rzeczą, w której uczestniczymy, jest modlitwa. Tzn. tak naprawdę to tylko ściemniamy, ale mimo wszystko stoimy wszyscy w miarę cicho i czekamy aż katechetka skończy :). Potem wszyscy zajmują jakieś tam miejsca, niektórzy wychodzą sobie z klasy (oczywiście bez pytania). Nauczycielka w tym czasie siada se przy biurku, coś tam grzebie w papierach, wyjmuje książkę, podchodzi do tablicy i zapisuje temat. W naszej klasie jest 28 osób i tylko dwie osoby zapisuję napisany temat w zeszycie, ale też nie zawsze. Czasem nawet nie dość, że te dwie osoby przepiszą temat, to jeszcze piszą to co nauczycielka dyktuje. Oczywiście muszą wtedy usiąść na pierwszej ławce, która styka się w biurkiem nauczycielki, żeby coś usłyszeć (w klasie jest... głośno:)) Czasami w czasie lekcji (w sali) bawimy się w berka, ale to rzadko. Co prawda prawie wszyscy mamy już po 16 lat, ale taki berek, to naprawdę fajna zabawa :). Często też zabieramy tym osobom, które wyszły z sali chowamy plecaki - nie koniecznie w sali. Często też wychodzimy z sali i chowamy plecaki w jakichś rurach, albo gdzieś indziej :). Czasem też rozkręcamy ławki (czasami ma ktoś śrubokręt), albo je kruszymy, czyli jakoś tak łamiemy. Jest to możliwe, bo w naszej szkole w niektórych klasach (m. in. w religii) są takie ławki na jedną osobę, które da się otwierać (tak jak jakieś pudełko np.) No i od spodu są one wyłożone taką tekturką. Także sporo ławek już tych tekturek nie ma :). Katechetka orientuje się o tym dopiero gdy wychodzimy z klasy, bo wtedy robi się pusto i widać wszędzie na około jakieś "trociny" :). Gdy religia jest pierwszą lekcją danego dnia, to raczej nigdzie nie wychodzimy, ale gdy jest np. ostatnia, albo gdzieś tam w środku, to nudno jest tak siedzieć w klasie (gadać się już nie chce) i wtedy właśnie idziemy grać. Od klasy na "boisko" nie jest daleko, bo dosłownie z 10 m od drzwi klasy (te drzwi też są lekko uszkodzone i nieraz już było poza nawiasami :)). Wychodzi sobie z połowa klasy (połowa tej połowy, żeby grać, a druga połowa, żeby kibicować :)). Gramy na takim małym "rozszerzeniu w korytarzu". No i właśnie teraz powiem do czego są potrzebne plecaki. Niektórzy z Was już się pewnie domyślacie. Otóż plecaki służą jako słupki. Gramy co prawda w miejscu, gdzie (jak na prawdziwe boisko) nie ma zbyt dużo miejsca, ale piłka jest mała, bramki też, zawodników nie za dużo - także gra się super :). Można się porządnie spocić. W czasie gry jest oczywiście dosyć głośno (gracze klną, kibice się drą :)). Jakaś woźna zawsze to usłyszy i przyjdzie. Przez jakieś 5 min. Tłumaczy nam, żebyśmy skończyli, ale my jej nie słuchamy. Gdy ona się kapnie, że jej nie słuchamy mówi, że idzie po dyrektorkę. Wtedy my mówimy, że za chwileczkę skończymy. Chwileczka mija, a wkurzona woźna idzie w kierunku gabinetu dyrektora. Wtedy wchodzimy do klasy z okrzykiem i kłócimy się między sobą kto wygrywa. Woźna się wraca, bo myśli, że skończyliśmy, ale tak naprawdę to tylko przerwa w czasie meczu. Ale nie trwa ona 15 minut - tak jak powinno być naprawdę, w prawdziwym meczu :). Po chwili woźna odchodzi se gdzieś, a my wracamy do meczu. Woźna przychodzi i sytuacja się powtarza. Znów, gdy woźna idzie po dyrektorkę, wchodzimy do klasy. Tym razem jest to już koniec meczu. Wszyscy się zmęczeni. Wychodzimy z lekcji kilka minut przed jej końcem i z utęsknieniem czekamy na kolejną "katechezę" :). 

Być może zdziwiliście się dlaczego nasza katechetka nie zwraca nam uwagi. Otóż dlatego, że tak jest lepiej i dla niej i dla nas. I tak nic tym nie wskóra. Kiedyś nam zwracała uwagę, ale już się jej to znudziło. My po prostu robimy na religii co se chcemy :). Raz nauczycielka próbowała nas jakoś zachęcić do uczestniczenia w lekcji i próbowała poprowadzić lekcję w nietypowy sposób. Miał być on dla nas interesujący i ciekawy :). Polegało to na tym, że ustawiła ona ławki w jednym końcu sali i w drugim. Mieliśmy usiąść na początku gdzie chcemy. I tak zrobiliśmy, bo inaczej być nie mogło :). Jest taki program - Decyzja należy do Ciebie, czy jakoś tak. Na tym samym miała polegać nasza lekcja. Ona czytała tam jakieś farmazony (i tak nic nie było słychać) i pytała się nas potem, czy wg nas ktoś tam ma rację, czy nie. Mieliśmy zająć odpowiednie miejsca, ale nikt oczywiście się nie przesiadał :). Wtedy akurat prawie wszyscy siedzieli po stronie okna, bo chyba ktoś tam wtedy przypalał ławki zapalniczką :). Załóżmy, że ta część sali (ławek) odpowiadała opcji TAK. Po poleceniu katechetki mieliśmy usiąść tak, żeby pokazać jak nam się wydaje (jak powinno wg nas coś tam być w tym co ona se tam czytała). Nikt się oczywiście nie przesiadł. Ona powiedziała coś takiego: "Aha, widzę, że jesteście za TAK, to czytam dalej". Potem sytuacja powtórzyła się i powiedziała ona coś takiego: "Widzę, że nikt nie zmienił zdania" :).

To tyle co chciałem Wam powiedzieć. Tak właśnie wygląda moja lekcja religii :). Fajna, nie? :)))


Mulder
e-mail: ebwiec@poczta.onet.pl
nr Gadu-Gadu: 1855370
http://www.gry.komputerowe.prv.pl 

PS. Dopiero teraz na myśl mi przyszło, że możecie mi przenież nie uwierzyć! Ale to już Wasza strata. Ja, ze swojej strony, mogę tylko zapewnić, że wszystko co napisałem jest prawdą!