TECHNO ponownie

W obronie własnej :–)
m u l t i p o l e m i k a

Zapewne pamiętacie tekst MC Proxy'ego, który udzielał się w czerwcowym Kąciku Muzycznym. Dziwnym trafem fan techno zaatakował innego fana, przytaczając dość, hm, dziwne argumenty. Oprócz niego, już w lipcowym wydaniu Muzyki, do ataku dołączyli przeciwnicy techno i/lub komercji. Jak niegdyś polemizowałem z Nomadem, tak teraz pomęczę :–) Proxy'ego i jeszcze kilku Kolegów. Czas zaczynać.

Und ab geht's !

STARY!!!!!!!! Czego ty słuchasz?!!!!!!!! Nie wypominam ci twego gustu, bo przecież każdy ma inny...
Otóż to. Każdy ma inny gust i powinniśmy to uszanować. Jedni kochają hip hop tak, jak inni metal, a jeszcze inni techno. Pomyśl sobie, że Twój kolega może uwielbiać blues i jednocześnie nie cierpieć Prodigy, tak jak Ty lubisz jungle i d'n'b oraz nie znosisz Ravers On Dope. Co do mnie, szanuję cudze upodobania muzyczne, dopóki nie chcą mi ich narzucić.
A skoro nie wypominasz mi gustu, to w takim razie co?

...nie przyrównuj takich rupieci do szanującej się muzyki elektronicznej. Safri duo to przecież komercha na maxa.
Czy nie przyszło Ci do głowy, że inni mogą uważać drum'n'bass za rupieć? Bardzo łatwo jest tak stwierdzić już po wysłuchaniu kilku taktów: toż to same basy i perkusja (jak zresztą sama nazwa wskazuje). Dopiero po wsłuchaniu się w te dźwięki można odkryć przesłanie tejże muzyki. Jungle można podsumować w podobny sposób, słyszałem już takie zdania o tej muzyce: brzmi to, jakby artysta dostał ataku epilepsji w czasie nagrywania kawałka (z góry przepraszam wszystkich zainteresowanych – cytat nie ma na celu ośmieszenia choroby ani chorujących. Żaden junglowy DJ nie został skrzywdzony w czasie pisania tego artykułu :–) )
Co do komercji: pisałem już w ripoście dla Nomada, że nie przeszkadza mi słuchanie muzyki komercyjnej. Ludzie! Nie dajcie sobie wmówić, że komercja jest aż taka zła. Jej głównym założeniem jest zdobycie pieniędzy, sposoby są różne: można wydawać karty z Pokémonami (czy ktoś się orientuje, ile w końcu ich jest? :–)), równie dobrze można robić muzykę, którą będą oglądać (!) miliony w niedzielę przed jedenastą, lecz nie o to chodzi w muzyce. Ja osobiście bardzo rzadko oglądam telewizję, nie mówiąc już o Vivie, czy MTV, zatem jestem odcięty od teledysków. I dobrze. Dzięki temu oceniam utwór używając uszu, a nie oczu. I tak powinno być, tak zresztą było, dopóki nie pojawiła się telewizja (w końcu kto widział klipy Mozarta albo Beethovena? :–))
Wracając do komercji: widzę, że to słowo zaczyna zastępować wulgaryzmy obrażające ludzi i zjawiska. Niedługo będzie tak: Znowu mi postawiła dwóję, komercja jeb..a!. To słówko może zastąpić inne popularne, też zaczynające się na "k" i kończące na "a", komercja mać! :–).
Nie będę tu przytaczał Twoich słów, ale Safri Duo i DJ. Balloon też nie trafiają w Twój gust. Trudno, ale nie myśl, że wszyscy mają takie zdanie, jak Ty. BTW: nie oglądałem teledysku, ale ten kawałek ze spasionym burakiem i tępymi fokami jest rewelacyjny :–). Dawno tak się nie uśmiałem!

...Ravers on dope oraz ich utwór "Hardcore vibes". Wiem, że nie wspominałeś o nich, ale sądząc po twoich upodobaniach muzycznych, na pewno przypadli ci do gustu;).
Prorok jaki, czy co? :–) Serio. Kawałek jak najbardziej przypadł mi do gustu, ale w końcu miksował nie byle kto, tylko DJ. Taylor & Flow.
Przecież to, co oni zrobili z tym kawałkiem przechodzi wszelkie granice dobrego smaku. Gdy zobaczyłem jak jakiś dwóch przystojniaków stojących za djką, zapewne absolutnie nie znających na rzeczy (podstawili ich tylko żeby ładnie wyglądali na teledysku), ten wybieg i pokaz mody, to myślałem, że spadnę z krzesła. Jak można stworzyć tak prymitywny teledysk i do tego uświadamiać ludziom, że ten undergroundowy kawałek stworzyli oni i teledysk pasuje idealnie do klimatu utworu (słyszałem to w jednym z wywiadów) – TOTAL BULLSHIT!!!!!!!!!!!!!
I znów Ci się nie podoba, a szkoda. Covery są, jak zauważyłeś, ostatnio dość popularne i muszę powiedzieć, że większość z nich mi się podoba. Fajnie jest usłyszeć piosenkę, którą się pamięta z dzieciństwa, w nowej wersji, nawet w aranżacji eurodance'owej. Ostatnio słucham często kawałka B1 feat. Maverick – Indian Summer.
To, że "dope" to rozumiem, ale gdzie tu "ravers":)))))).
Jeśli ta nazwa budzi Twoje zdziwienie, to co powiesz na Pornorockers i tytuł Cunt Licker? :–)

PRZERWA NA REKLAMĘ :)
reklamy nie będzie, bo to komercja :–).

Nie wiem jak ty sobie wyobrażasz ten odłam [trance – dop.] techno, ale ja już chyba wiem:))) Już raz to widziałem m na vivie– pojawia się napis "Trans Allstar" i wychodzą same "największe gwiazdy" typu Westbam...
Westbam i trance?! To niemal jak Prodigy i ambient. :–)
...jakimś cudem zaczęli grać idealnie równo (w sumie to nie powinno dziwić, bo takie "melodyjki" to nawet każdy dresiarz ma na komórce:) i skakali przy tym jakby myśleli, że im mocniej się naciska na klawisze, tym ludzie lepiej się bawią.
Trance ma to do siebie, że jest muzyką rytmiczną i melodyjną, w końcu miksuje się ją w klubach, więc artyści muszą zadbać, aby DJ–e nie mieli większych problemów z płynnym przejściem (tzw. crossfade). Pisząc ten artykuł słucham m.in. utworu Gouryella – Tenshi [Original Mix] (139 BPM, 08:25) i muszę powiedzieć, że smutna melodia w jakiś sposób buduje nastrój i zmienia go, sprawia, że wysłuchanie całego utworu jest niezwykłym przeżyciem, coś jak dobry film: długo się myśli o melodii, która nadal brzmi w korze mózgowej... Dlatego tak lubię trance.
Jungle i drum'n'bass to nie jakiś tam Housik dla grzecznych chłopców, męczony synkopową czkawką. To miażdżący, ospały i przeciągły bas, niesamowite połamany beat świdrujący skronie mniej odpornych słuchaczy oraz seria niesamowitych dźwięków.
Mnie nie musisz tłumaczyć. Prodigy znam, co powiesz na Mouse On Mars? D'n'b też czasami nawiedza moje słuchawki (np. THX, Techno Bass Crew, ale pewnie powiesz, że to komercja :–) )
Jeśli zaś sądzisz, że house jest dla grzecznych chłopców, posłuchaj holenderskiego house'u, zwanego gabber (gabba), szczególnie jednego artysty: Master Of Rave (np. F*** This Sh** [340 BPM Gabber Speedcore] albo The Gabba Doctor).

...to na pewno nie jest fabryka hitów w stylu ATB, gdzie wystarczy zagrać jakiś prosty beat na syntezatorze i gotowe.
Ale żeby zagrać, trzeba umieć, nieprawdaż? ATB jest utalentowanym artystą i ma duże możliwości, więc tworzy świetne utwory, które podobają się innym.
Twój problem polega również na tym, że sięgasz tylko po to, co jest łatwo dostępne i nie próbujesz zgłębiać tej drugiej i jakże ciekawszej strony tego nurtu. W Londynie światowej stolicy jungle i drum'n'bass grane są tylko w undergroundowych i nielegalnych, jamajskich stacjach radiowych, ale wiele osób nie zapomniało o tych stylach i nadal są wielbione.
Nie masz racji. Po prostu te gatunki nie kręcą mnie tak, jak trance, house i w ogóle euro, więc po co mam po nie sięgać? Muzyka z Wysp jakoś mi nie podchodzi, może z wyjątkiem Dario G. (strrrraszliwa komercja, czyż nie? :–) ). Poza tym wygląda na to, że próbujesz narzucić innym swój gust, a musisz wiedzieć, że ludzie tego nie tolerują. Nie da się zmusić fanów np. trance'u do wielbienia jungle i vice versa. Powinieneś zrozumieć, że gust to sprawa indywidualna i nie wolno nikogo zmuszać do zmiany upodobań (chyba, że jesteś radzieckim specjalistą i prowadzisz badania tego dotyczące :–)).
...nie rozumiem, dlaczego zwykłe dj u ciebie jest Deejay' em. Przecież tak nazywał się gosiciu (albo gościówa– sorry nie pamiętam–, który grał podobnie jak wyżej opisane przeze mnie zespoły. Nie ma prawa używać tej ksywki, bo robi to tylko pod publiczkę i dla popularności (choć jest to tylko literówka). Dziwi mnie bardzo używanie jej przez ciebie do ogólnie pojętego slangu (dj to dj i basta a nie jakiś tam Deejay).[...]Dj bez czarnych krążków, mixera, gramofonów i choć by podstawowych umiejętności nie ma prawa używać przedrostka DJ przed swoją ksywką.
Zapewne chodzi Ci o Alice DeeJay albo Max DeeJay. Co do używania tego zamiast DJ – czy duża jest różnica, jeśli napiszę mp3 albo empetrzy? Każdy, kto umie czytać, zrozumie, o co chodzi. Piszesz też, że on albo ona nie ma prawa do używania ksywki, a ja pytam: kto Tobie dał prawo do ustalania praw? (przedstaw to na piśmie :–) ). Według Twoich wyznaczników mogę powiedzieć, że nie jesteś mężczyzną, bo nie zasadziłeś drzewa, nie wybudowałeś domu ani nie spłodziłeś syna (wybacz, jeśli jest inaczej, niż sądzę). Nie wiem, czy dobrze byś się po tym poczuł, więc nie wypisuj takich bzdur.
BTW: DJ–em może być człowiek z winylami, kompaktami, MD–kami, kasetami i mp3–kami; nie liczy się sprzęt, lecz umiejętności.


A teraz na warsztat idzie Allamo.

...twierdząc, że bardzo dobrze znane i lubiane przez "dzieci" Safrii Duo robi i gra muzykę plemienną, to trzeba być na poziomie albo początkującego słuchacza techno albo się po prostu nie znać.
Muszę tu przytoczyć moje słowa z poprzedniego artykułu: Co do bębnów, to mamy Safri Duo i kilka projektów tworzących tzw. muzykę plemienną – tribal.
Aż musiałem zajrzeć do poprzedniego arta i sprawdzić, czy naprawdę palnąłem takie głupstwo. Okazało się, że jednak nie! A chodziło po prostu o to, że Nomadowi podoba się gra na bębnach, ja twierdzę, że w techno też wykorzystuje się bębny, tak robią np. panowie z Safri Duo oraz ludzie grający tribal. Nie ma tu ani słowa o tym, że Safri tworzy muzykę plemienną. Gdybym napisał ...kilka innych projektów..., miałbyś prawo się przyczepić, a Ty po prostu nie przeczytałeś dokładnie (ach, te emocje :–) ) i od razu osądzasz.
...musimy się zdecydować czy słuchamy techno czy dancu (z elementami techno).
Uwaga! Będzie wykład! Pisząc o muzyce dance mamy zazwyczaj na myśli eurodance, czyli Eiffel 65, D–Bomb, Milk Inc., Fem@le, ATC itp. zespoły, natomiast techno ma bardzo wiele znaczeń. Niemiecka grupa Kraftwerk używała tego słowa, żeby podkreślić wkład techniki w tworzenie muzyki, jeszcze niedawno tak mówiono o gatunku industrial, obecnie najczęściej tym słowem opisuje się techno–house. Nie istnieje więc takie coś, jak dance (z elementami techno) – albo euro, albo techno. Wszyscy, którzy chcą nabyć trochę fachowej wiedzy o muzyce tanecznej, mogą odwiedzić anglojęzyczną stronę EuroDanceHits.com i kliknąć na link Dance Dictionary.
Komercja jest robiona pod masę, czyli to co ludzie lubią, a nie to co się podoba muzykowi...
Nie powiedziałbym. Gdyby artysta tworzył tylko kawałki pod publiczkę, szybko straciłby wątek i po prostu nie nadążył za zmieniającym się gustem ludności. Zazwyczaj muzyk wypuszcza jakiś kawałek w swoim stylu, sprawdza jednocześnie, czy to się przyjmie i bada reakcje słuchających. Jeśli jest dobrze, wypuszcza się jeszcze kilka podobnie brzmiących utworków i... STOP! Czas na zmianę brzmienia, żeby nikt nie poczuł przesytu.
Ten ostatni można wyjaśnić na przykładzie Ville Virtanena, znanego jako Darude. Jego pierwszy kawałek, Sandstorm, okazał się strzałem w dziesiątkę. Niesamowite, elektryzujące przeżycia towarzyszyły klubowiczom w całej Europie, nawet w Wlk. Brytanii. Będąc na fali sukcesu Darude zremiksował hit pod pseudonimem swojego projektu 2000 Canarias, dając mu tytuł Easy (Just Move Some), potem wypuścił Feel The Beat, kawałek słabszy, ale do przyjęcia. Potem przyszedł czas na Out Of Control, lecz dużej popularności utwór nie zdobył. Darude grywał na Ibizie, miksował wraz z Gigi D'Agostino, ale brzmienie znane z Sandstorm przestawało powoli interesować, tym bardziej, że mniej znani artyści chcieli skorzystać z okazji i wybić się, tworząc tracki Darude'opodobne i ostatecznie znużyli publikę. W końcu to, co kilka miesięcy temu było wręcz rozchwytywane, nagle stało się nie do przyjęcia.

Co do zmieniania sie muzy wraz z gustem – Paul van Dyke od samego poczatku gral trance, gdy tego nikt nie sluchal i gra go do dzis. On zreszta wykazuje wielkie, godne uznania poswiecenie dla muzyki.
Powyższe słowa pochodzą z listu Pulsara do KM, możesz sprawdzić, jest w tym samym numerze, co Twój art.
Posłużyłeś się też przykładem wydawnictwa Dream Dance. Otóż tracklistę składanki układa się według gustów wielbicieli tej muzyki (wydawca nie narzuca gustu słuchaczom, ale się do nich dostosowuje!). Każdy może dołożyć swoje dwa grosze wchodząc na stronę DreamDance.de i typując artystę, który powinien znaleźć się na kolejnej części składanki. Przy okazji podaje się swoje dane i można coś wygrać, ale na pewno wygracie subskrypcję newsów :–).

I nie ma muzyki plemiennej tylko jest AMBIENT i jego odmiana, której też nie znam.
Skoro nie znasz, to skąd wiesz, że jej nie ma? :–) Tak w ogóle, to coś Ci się poprzestawiało. Muzyka plemienna to tzw. tribal house (nawet sprawdzałem w słowniku angielsko–polskim: tribal znaczy tyle, co plemienny, szczepowy). Charakteryzuje się wykorzystaniem perkusji i instrumentów używanych przez daną grupę etniczną (prawdziwość moich słów potwierdzam odsyłając do ww. Dance Dictionary). Jako fan techno powinieneś też wiedzieć, że ambient różni się (nieznacznie :–)) od house'u...
Trance to nic innego (oczywiście tłumacząc to na chłopski rozum) jak komercja czyli Safrii Duo, Alice DJ, Dj tomcraft czy Kai Tracid.
Z podanych przykładów zostawiłbym tylko Kai, reszta artystów nie za bardzo podchodzi pod trance. Ciekawe, czy do komercji zaliczyłbyś też DJ. Arne L II? Ten człowiek tworzy tak mocne i energetyzujące trance'owe kawałki, że nie da się nie zagłębić w nie podczas słuchania. Ale takie jest moje zdanie i nie wiem, czy wiele osób je podziela – dla niektórych to jest po prostu za mocne...
Totalnie prosta, liniowa muzyka już trochę zmieniająca się w czasie, bardzo często puszczana na dyskotekach, co najlepsze jak się tego słucha dłuższy czas to można przewidzieć co będzie zaraz, utwory podobne do siebie chociaż są innych wykonawców, a utwory pełne tzw. full version [plus okładka :–) – sorki, nie mogłem się powstrzymać :–) – dop.] są okropnie nudne ( 8min jednostajnej wciąż powtarzającej się melodii).
Teraz piszesz o tzw. Club Mixach, które są miksowane w klubach i dyskotekach. W sumie, gdy odpadną 2 min. z przodu i z tyłu (poświęca się je na płynne przejście między utworami, czyli crossfade), zostają 4 minuty niemal samej melodii i beatu. To chyba nie jest źle?
...Psychodelic jest odłamem trancu, a trance jest odłamem techno...
Z pierwszą częścią zdania mógłbym się jeszcze zgodzić, ale z drugą absolut–NIE! Techno i trance są odrębnymi gatunkami. Znany i lubiany Dance Dictionary się kłania :–).
Zwróćcie uwagę na odmianę psychodelicu AMBIENT to chyba nie uwierzycie, że to techno (przydaje się do spania lub testowania wysokiej klasy sprzętu HI–FI).
I znów się nie zgadza. Ambient to ambient, a nie jakaś odmiana pod–odmiany innej odmiany :–). Oczywiście masz rację w drugiej części zdania: ambient przydaje się do spania – można go podłożyć pod głowę, jeśli nie ma poduszki. Odradzam jednak chłopcom spanie z ambientem – czasem bywa złośliwy i potrafi świntuszyć, w skrajnych przypadkach molestuje niewinnych he(te)rosów :–DDDD.
Nadaje się również do testowania sprzętu HI–FI: bierze się płytę z ambientem i tłucze w wyświetlacz sprzętu. Jeśli pierwsza pęknie płyta, znaczy to, że sprzęt jest naprawdę wart wydanych pieniędzy :–).


Kolejna osoba czeka na odpowiedź. Ależ proszę bardzo! Kolega Frodo zamiast wędrować z pierścieniem zajmuje się wbijaniem gwoździ :–). Aha, dziękuję za wyrazy współczucia, ale bardziej potrzebują ich ci, którzy potłukli się młotkami :–) (chyba nie muszę tłumaczyć, czyja to wina?).

Równie dobrze brzmi wbijanie gwoździ młotkiem [Odnośnie muzyki techno – dop.]. Jak przy takim czymś można się dobrze bawić? Przecież te ciągle powtarzające się odgłosy mogą jedynie sprowadzić na kogoś ból głowy.
Współczuję słabej głowy. Ale pewnie widziałeś kiedyś fanów techno i baaaardzo się zdziwiłeś, że nie boli ich głowa, więcej – oni się BAWIĄ przy tej muzyce!! Ludzie ratujcie, świat się kończy!! :–)
Przy piosenkach takich zespołów jak: Queen, Black Sabbath, Deep Purple, AC/DC czy Nirvana nie słychać żadnego łup–łup ani ts–ts, a słucha się ich świetnie.
No popatrz! A w CD–Action nie ma pornografii, a pismo ogląda się też świetnie. Dziwne, co nie? Jak widzisz, wszystko ma swoje miejsce, gdzie może bez przeszkód istnieć i upiększać, ubogacać, a co najmniej nie przeszkadzać.
A po za tym po co ktoś, kto nie słucha danego rodzaju muzyki ma się na niej znać? Czy jeśli ktoś nie lubi np. metalu musi wiedzieć czym rożni się power od black albo death?
Tutaj masz po części rację. Ale w moim arcie chodziło o to, że ludzie mylą eurodance z techno, a potem krzyczą, jaka to komercja itd.
Po co zmieniać coś co jest dobre? Co twoim zdaniem jest złego w tej muzyce? Jak dodawanie do niej odgłosów wbijanych gwoździ może ją ulepszyć?
Tworzenie coverów ma na celu odświeżenie kawałka, przypomnienie go, unowocześnienie. W ten oto sposób Puccini trafia do odbiorców techno. A nuż komuś się spodoba i zacznie szukać oryginału? Może odnajdzie w sobie zamiłowanie do muzyki klasycznej? Oprócz tego robi się ciekawie, kiedy człowiek słyszy lubianą melodię połączoną z nowoczesnym brzmieniem (tak jest w przypadku Maid Of Orleans w wykonaniu Watergate). BTW: Odgłosy młotów walących w ścianę faktycznie są czasem wykorzystywane w muzyce gabber, oczywiście dodaje się echo i nieco zniekształca dźwięk, żeby uzyskać zadawalający efekt. Pewnie niektórzy zdziwili się :–).
I co ma znaczyć słowo „przebojów" napisane kursywą? Jeśli jest to wyraz pogardy dla polskiego rocka, to mogłeś wyjaśnić dlaczego.
Nie jest to wyraz pogardy, ale pewnego rodzaju pożegnanie z dawnymi czasami. Teraz przebój to dla mnie coś zupełnie innego...
A teraz porównaj sobie zaznaczenie w komputerze kilku sampli (czy jakoś tak) z grą na gitarze. To pierwsze umiałby prawie każdy, a na to drugie potrzeba wielu lat nauki. Do tworzenia tECHNO nie trzeba mieć prawie żadnego talentu.
Skoro tak sądzisz, to proszę bardzo: poskładaj kilka sampli, nagraj płytkę i wyślij do jakiegoś studia nagraniowego. Prawdopodobnie wykorzystają Twoją muzykę do odstraszania komarów lub wymuszania zeznań od więźniów politycznych :–) (cholera, przecież to nie jest śmieszne! :–) ). Co do talentu: rozumiem, że takim, jaki opisałeś, dysponujesz? :–)
Z tymi gwoździami nie jest wcale taki głupi pomysł: poćwicz ich wbijanie, może nawet postawisz sobie chatę! :–) W czasie pracy w hałasie trochę przygłuchniesz i nawet techno Ci się spodoba (szczerze mówiąc, to będzie jedyna muzyka, którą będziesz w stanie słyszeć). A tymczasem wrzuć ten cholerny pierścień do krateru (run, Frodo, run! :–)).


W poniższym akapicie znajdziecie sprostowanie Kolegi Military Police dotyczące użytego przeze mnie porównania. W zasadzie nie jest to jakiś rażący błąd, ale niech już będzie opisane z większą precyzją.
I jedna sprawa, punkowie symbolizują nie ciemność i zło, jak black metal, ale wyrażają protest. W latach 60–ych ich muzyka powstała, aby sprzeciwić się systemowi, przez co zostali odrzuceni od społeczeństwa. Stąd nazwa punk (śmieć, odrzut).
Teraz wszystko będzie jasne (czyli jednak nie ciemne :–)). Dziękuję Ci, MP, za wyrazy uznania! Pozdrowienia dla Sosnowca!


I ostatni, ale nie najgorszy, list P.O. TRACKa!
Drogi Sanko, twierdzisz że Nomad pewnie nawet nie odróżniłby od siebie trance'u, rave'u czy acidu. Ale powiedz, z ręką na sercu, czy Ty rozróżniłbyś death metal od trash metalu, blacku czy co tam oni jeszcze mają?
Wątpię. Ale słysząc metal staram się czasem dowiadywać od kolegów, jaki to jest podgatunek. Szkoda, że zwykle sami nie wiedzą, choć słuchają :–). Z muzyką jest tak: nie musisz jej lubić, ale powinieneś znać (motto didżejów).
Dla Ciebie – i dla mnie – ambient od rave'u dzieli przepaść. A dla metala to po prostu umpa–umpa...
Z tym nieszczęsnym ambientem i umpa–umpa akurat nie jest tak. W tej muzyce często w ogóle nie ma beatu, a co dopiero umpa–umpa (chyba, że takie: uuuuuuuuuuu uuuuuuuuuuummmmmmmmmmm mmmmmmmmmppaaaaaaaaaaaa aaaaaaaaaaaaa – uuuuuuuuuuuu uuuuuuuuuummmmmmmmm mmmmmmmmmmmppaaaaaaaaaaa aaaaaaaaaaaaaa :–) ). Poza tym Twój art jest w porządku. Po prostu masz rację w kwestiach przez Ciebie poruszanych. Chyba mamy podobne zdanie na temat muzyki :–). Pozdrowienia.


Tym sposobem dobrnąłem do końca. Niektórzy pewnie czują się zawiedzeni: nie było rzeźni. No cóż, po pierwsze: kultura zobowiązuje, po drugie: kląć każdy potrafi, trzeba się wykazywać czymś innym, po trzecie: nie będę zabierał chleba skejtom i metalom, w końcu rzeźnie to ich ulubione zajęcie :–). Pozwoliłem sobie na drobne drwiny, bo niektóre argumenty zwalały z nóg :–). Mam nadzieję, że nikt nie poczuł się poważnie dotknięty i obejdzie się bez Pavulonu :–). Pozdrawiam wszystkich, którym chciało się to wszystko czytać. Do (być może) następnego razu.

DJ. S A N K O :–)