Vintersorg - "Odemarkens son"










Jedną z głównych przyczyn, dla których nie lubię pisać o płytach znajdujących swoje miejsce
na mojej liście ulubionych jest fakt, że nie mam się do czego przyczepić.
Trzeba przyznać, że zupełnie inaczej i z pewnością lżej pisze się o materiale,
który nie robi żadnego wrażenia lub jest po prostu kiepski.
Słowa pogardy i porównania do wszystkiego, co na tym świecie najgorsze same cisną się na klawiaturę.
Można się wyżywać tak, że aż ziemia huczy.
A serce i radość w człowieku rosną, bo tak twórczego słowotoku nie ma się każdego dnia.


Co jednak można powiedzieć o płycie, której słucha się niemal bez przerwy?
Co ja mogę napisać o Vintersorg?
Nie będę nadmiernie się rozpisywał, bo szkoda na to marnować cennego czasu,
który można wykorzystać do ponownego przesłuchania drugiej płyty tego muzyka,
zatytułowanej "Odemarkens son".

Mógłbym powiedzieć, że znam ten materiał już na pamięć, muszę jednak przyznać,
iż ma on w sobie coś przyciągającego. Bez przerwy zastanawiam się, co to jest?
Nie wiem, czy to te łatwo wpadające w ucho, majestatyczne melodie?
Czy może głęboki głos wokalisty, śpiewającego w swoim ojczystym języku,
nadający utworom zawartym na płycie bardzo podniosły klimat?
A może gitara, której brzmienie i partie wpadają szybko w ucho i sprawiają,
że bez przerwy chciałoby się więcej? Możliwe też, że jest to połączenie niewątpliwie
metalowej muzyki z instrumentami bardziej tradycyjnymi,
nadającymi tym kompozycjom niepowtarzalnego, nordyckiego charakteru.
Ciężko powiedzieć.
Wiem natomiast, że łącząc te wszystkie elementy, brzmienie instrumentów,
nordycki i podniosły klimat, melodie i wokal w ojczystym języku,
Vintersorg spłodził niepowtarzalną, naprawdę piękną płytę.
Z początku muzyka ta nieustannie kojarzyła mi się z epickimi produkacjami Bathory,
takimi jak "Hammerheart" czy "Twilight of the gods".
Muzyka tych dwóch zespołów jest jednak diametralnie różna.
Vintersorg brzmi mocniej, bardziej surowo i dużo chłodniej,
a jednak nie mniej pięknie i tak samo, jeśli nie bardziej kojarzy się z dawnymi czasami,
kiedy to wikingowie swoimi drakkarami wypływali na dalekie wyprawy.

Posłuchajcie "Odemarkens son", tych melodii,
głębokiego głosu czasami przechodzącego w blackowy, wściekły growling,
pięknych wokali żeńskich.
Poczujcie atmosferę zimnych, morskich wiatrów i fal wściekle atakujących brzeg,
na którym nordyccy wojownicy i odkrywcy przygotowywali swoje
groźnie wyglądające drakkary do następnego rejsu.


Eddie