*** System of a down - "Toxicity" ***


Cze ! Nadszedł czas na ocenę jednego z najbardziej wyczekiwanych albumów roku czyli drugi krążek ormianów z Hollywoodu. Pewnie każdy widział teledysk do "Chop suey !" powiem tyle jest to tylko ułamek tego co usłyszymy na tej płycie.

Toxicity to 14 kawałków i niespełna 45 minut muzyki, więc jak widać nie są to utwory o długości pokroju "Rime of the ancient..." Ironów, ale małe 3-4 minutowe dziełka metalowej sztuki. Wsadzam płytę do odtwarzacza, cium, i lecą pierwsze takty.

Trochę sie zawiodłem, wszystkie piosenki brzmią podobnie spokojne pinkanie na gitarze przerywane pojedynczymi wybuchami agresji i napieprzaniem w instrumenty. Brak jakichkolwiek solówek czy udziwnień. Pisenki śa bardzo przebojowe i na pewno spodobają się dresiarzom słuchającym tego ścierwa zwanego nu-metalem. Nie ma w ich muzyce nawet strzępów melodii :-(.

Jestem pod dużym wrażeniem głosu Serja, który krzyczy, wrzeszczy, śpiewa, wyje, szepcze i jest oryginalny oraz bardzo naturalny. Małym błędem może być częste występowanie w charakterze drugiego wokalisty Darona, który powiedzmy sobie szczerze najlepszego głosu nie ma, niech najlepiej zajmie się gitarą i milczy :-)

Pomyliłby się ktoś kto sądzi, że piosenki są puste i nie przekazują treści, mają jej  więcej niż albumy hiphopowe, w których przecież o treść chodzi (musiałem, po prostu musiałem :)), mamy tu dramatyczne wyznania "Chop suey !", "Forest" czy "Aerials", protest songi "Prision song", nawet te utwory z pozoru żartobliwe jak "Bounce" mają drugie dno.

Płyta świetnie nadaje się na imprezy jak i do samotnego słuchania w zaciszu czterech ścian. Prawdopodobnie moja ocena nic nie zmieni, ale chcę tylko powiedzieć, że jest to jeden z shitów roku w koszyku "metalowe dziwnograje" i na pewno długo nie będzie schodzić z list przebojów.

Ocena: 5-


© Fenrir Trzeci