*** Soundgarden - "Badmotorfinger" ***
Z tego względu, że, jak do tej pory, mało się u Was pisało o dosyć ważnym i swego czasu bardzo popularnym zjawisku na rockowej scenie, tzw. grunge'u (strasznie nie lubię tego określenia), postanowiłem skrobnąć coś o wielce zasłużonej dla tego nurtu kapeli - Soundgarden.
Zespół powstał w 1984 roku (czyli jak nietrudno się domyślić na długo przed pojawieniem się grunge'u - jeden z wielu argumentów świadczących o tym, że termin ten został ukuty na siłę), a założyli go dwaj kumple - Chris Cornell (wokal i gitara, choć na początku perkusja) oraz Hiro Yamatoto (bas). Zaprosili oni do współpracy gitarzystę Kima Thayila i rozpoczęli próby. Prawdziwą sławę zdobyli dopiero w 1991 roku, kiedy to został wydany longplay "Badmotorfinger". Soundgarden nagrał go w składzie: Cornell, Thayil oraz Ben Shepherd (bas) i Matt Cameron (perkusja). Jeśli zaś chodzi o samą zawartość - jest to jeden z najlepszych albumów minionej dekady.
Pierwsze, co rzuca się w uszy po przesłuchaniu tej płyty to skrzyżowane wpływy dwóch zespołów: Led Zeppelin (wokal Cornella) oraz Black Sabbath (brzmienie). Na szczęście jednak muzyka zespołu nie polega na ślepym naśladownictwu - chłopaki potrafią tworzyć mocne, równe kawałki, oparte na świetnych riffach i wsparte wspaniałym wokalem. Wystarczy posłuchać "Rusty Cage", "Room A Thousand Years Wide" czy "New Damage". Mimo, że dominuje tu wolne tempo, jest też parę kawałków szybszych, bardziej punkowych, np. "Face Pollution". Obok Cornella najbardziej wyróżniającym się muzykiem na tym albumie jest z pewnością Kim Thayil, którego mocarna gitara panuje nad innymi elementami. Ciekawe jest też jego podejście do solówek - bardziej interesuje go desperacki czad niż jakieś karkołomne popisy. Najlepszym tego przykładem "Slaves & Bulldozers"
Oprócz tego jednak znajdziemy tu również, po raz pierwszy w historii grupy, sporo melodii ("Outshined", "Somewhere"). Niektóre utwory wsparte są momentami przez dęciaki ("Face Pollution", "Drawing Flies").
Niesamowicie udana, równa płyta, którą polecam fanom klasycznego, mocnego rocka.
Ocena: 9,5/10