*** Ozzy Osbourne - "Down to Earth" ***
czyli powrót Miszcza ;-)
Właściwie to ta płyta trafiła w moje ręce przypadkiem, nie zamierzałem jej kupować, nawet nie wiedziałem o jej istnieniu. Moją mamę bowiem naszło "coś" i kupiła ją dla mnie - musiała mieć naprawdę dobry humor. Ale summa summarum leży ona (płyta, a nie mama ;-)))) na mojej półce i mogę jej słuchać. Dobra, koniec ględzenia o okolicznościach, pora zająć się samą płytą. Na okładce widzimy jakąś rentgena jakiejś postaci - nie trudno zgadnąć, że to jest sam Ozzy. W środku jest jeszcze kilka fotek muzyka - widzimy jego przeistaczanie się. Teraz o zawartości krążka - na ten album składa się 11 utworów o łącznej długości 48 minut i 36 sekund. Utwory trwają średnio po około 4 - 5 min, wyjątkiem jest tutaj "You know... (part 1)", który trwa zaledwie 1 minutę i 6 sekund. Piosenki są dość zróżnicowane -występują tutaj trzy ballady. Reszta to typowe piosenki heavy - metalowe, nie oznacza to, że są nudne - wręcz przeciwnie - to kawał bardzo dobrej muzyki. Obok legendarnego, kultowego i jedynego w swoim rodzaju wokalu Ozziego na wyróżnienie zasługuje gitarzysta - pan Zakk Wylde. Niemal każdy utwór posiada jakąś świetną solówkę, a riffy gitary Zakka wręcz wgniatają w fotel. I to właśnie gitara i wokal stanowią siłę tego albumu. Bas jest nawet dobry, ale perkusja nie zachwyca - poprawnie, ale nie rewelacyjnie. Myślę, że ten album jest godny polecenia każdemu - zarówno metalom, jak i nie-metalom, a także fanom tego dziwacznego gatunku zwanego nu-metalem. Niestety zespoły z tej gufnianej fali nie uznają czegoś takiego, jak solówka na gitarze - dlatego każdy fan gitarowego grania będzie zachwycony słuchaniem tego albumu. Gdybym miał wybrać najlepszy utwór na płycie to byłby to zdecydowanie pierwszy singiel - "Gets Me Through".
Jednym słowem: Gorąco polecam!
Ocena: 9/10