*** Korn - "Untouchables" ***


11 czerwca 2002 roku był to niepowtarzalny dzień. Wreszcie po trzyletniej przerwie, wydana została nowa płyta Korna. Jak zapewne się domyślacie, od razu popędziłem do sklepu, aby ją kupić. Po dokonaniu zakupu, siadłem sobie już w domku spokojnie w fotelu i kiedy włączyłem, odleciałem do zupełnie innego świata... Już od pierwszego utworu można się w czuć we wspanaiły klimat. Apropos, pierwszy utwór na płycie to "Here To Stay", znany wcześniej ze wspaniałego teledysku (jak jeszcze nie widziałeś, to ściągnij sobie). Dalej jest już tylko lepiej. Utwory (a jest ich w sumie 14) posiadają głębie, jak to powiedział sam Jonathan Davis - i przyznam mu rację, bo faktycznie utwory są głębokie i wspaniałe, a znakomita muzyka, okraszona przeszywającym wokalem Jona wgniata w fotel. Dalej na płytce jest znakomity pod względem lirycznym (ten humor) jak i muzycznym "Make Believe", później również czaderski "Blame", a zaraz potem, pyk... i... ballada:) - takiego czegoś jeszcze nigdy nie słyszałem. "Hollow Life" jest pierwszą balladą Korna i nie zapomina się jej. Później mamy "Bottled Up Inside" - wspaniały, ciężki utwór. Potem "Toughtless" - kolejny singiel, który zapewne gdy to czytacie jest już dostępny. Stronę A kasety kończy "Hating", czyli 7 piosenka. (apropos: fajnie, że w końcu postarano się o właściwe rozłożenie utworów na kasecie, bo na poprzednich dwóch było tak: ile się da na A, a reszta na B - i trzeba było przewijać do końca stronę B, po ostatnim utworze, a trochę to trwało.) Dobrze, ale teraz maszerujmy dalej: "One More Time" - tytuł może podobny do takiej "pięknej ballady" naszej kochanej Britni Szpris, ale piosenka jest zupełnie inna i jak pozostałe, również ciekawa. Następnie mamy "Alone I Break" - zajebiste dźwięki, mniam i "Embrance" - również wporzo. Dalej "Beat It Upright" - taka nawet fajna piosnka, "Wake Up Hate" - zajebiście szybka nawalanka, super. Przedostatnią piosenką jest "I'm Hiding", a utworem kończącym płytę przepiękna ballada "No One's There" - miód dla uszu:). OK, to rozkład utworów trochę Wam już przybliżyłem, ale to nie koniec recenzji:) Bardzo się cieszę, że Korn nie stał się jakąś tandetną komerchą jak większość tych new-metalowych bandów. Chłopaki tworzą muzykę na poziomie i pozostają zawsze sobą, pisząc o swych uczuciach, bolesnych wspomnieniach, czy opisując różne przeżycia. Poza tym to co słychać w niektórych utworach można zaliczyć już do prawdziwego metalu... Zapraszam więc do przesłuchania płyty, gdyż naprawdę warto. Ocena sama nasuwa się na myśl:

Ocena: 10/10


© Lord Drake <lord_drake@wp.pl>