Excommunion - "Superion"
"Tolerancja mnie cechuje i wytrzymie nawet filatelistów..." - piękny cytat z reklamy
Dr. Martens puszczanej w jednej z warszawskich rozgłośni radiowych.
Tak właśnie chciałbym zakrzyknąć, ale nie mogę.
Mimo tego, że tolerancji we mnie sporo, są rzeczy, których po prostu znieść nie mogę.
Jedną z nich są zespoły nagrywające płyty, które nikogo i niczym nie są w stanie zaskoczyć.
Rozumiem zamiłowanie dla danego gatunku czy brzmienia, wydaje mi się jednak, że powielanie
pomysłów sprzed dziesięciu lat nie jest najlepszym pomysłem na sukces. Być może mam
rozłajdaczone ucho, które jednak przywykło do rzeczy bardziej ambitnych. Niech będą dzikie,
brutalne, wściekłe, wręcz obrzydliwe, ale niech mają w sobie to "coś". Niech będzie słychać,
że ludzie, którzy nad tym materiałem pracowali włożyli weń przynajmniej trochę wysiłku,
niech to zawiera przynajmniej odrobinę własnej inwencji twórczej!
Od czasu, gdy death metal zaczął na stałe gościć na półkach z wydawnictwami muzycznymi
trochę wody w Wiśle już upłynęło. W ciągu tych wszystkich lat powstało wiele różnych, mniej
lub bardziej znanych i zasłużonych formacji oddanych temu właśnie gatunkowi. Naprawdę
wartościowych jest jednak niewiele. Są to zespoły, które wniosły do gatunku coś nowego.
Grupy, na których reszta młodych muzyków wzoruje się do dnia dzisiejszego.
Właśnie, użyłem takiego ładnego słowa, ale przecież poza wzorowaniem się, przydałaby się
jakaś własna koncepcja. Pomysł, który sprawi, że dana grupa będzie wybijać się ponad
przeciętność, że będzie rozpoznawalna i być może kiedyś, w przyszłości zostanie umieszczona
obok tych, na których się wzorowała.
To jednak była wersja optymistyczna.
Wersja pesymistyczna jest taka, że wciąż powstają zespoły powielające przestarzałe i tak
naprawdę nieciekawe już schematy sprzed wielu lat. Zero powiewu świeżości, żadnego
rewolucyjnego, czy choćby ciekawego własnego pomysłu. Człowiek słucha takiej płyty i sobie
myśli - Podobne riffy słyszałem już kilka lat temu w Morbid Angel, niektóre z nich brzmią
jak żywcem wycięte z ich numerów. Wokal - przykro mi, Chris Barnes zrobił to samo, ale dużo
wcześniej i lepiej. Kompozycje, brzmią jak kiepskie kopie numerów death metalowych
powstałych parę ładnych lat temu.
I tak można by w kółko i bez przerwy.
Mniej więcej w taki właśnie sposób przedstawia się płyta zatytułowana "Superion",
amerykańskiego zespołu Excommunion. Oprawa graficzna, czyli okładka i książeczka, prezentuje
się ładnie. Po włożeniu płyty do odtwarzacza i wciśnięciu "play" okazuje się jednak, że mamy
do czynienia z wtórnością nad wtórnościami. I, o zgrozo, jest to naprawdę słabo brzmiąca wtórność.
To wszystko już było! I to dawno temu!
I jeszcze jedno, zdjęcie zespołu. Niech mi ktoś powie, czy jest coś bardziej żenującego od
widoku ludzi, po których widać, że osiemnaście lat skończyli już dawno temu, strojących
idiotyczne, niby groźne miny?
Płyta została wydana pod szyldem Empire Records, wytwórni założonej przez zasłużonego dla
polskiej sceny metalowej Mariusza Kmiołka. I do niego właśnie chciałbym skierować pytanie,
które kołacze mi się po głowie od kiedy pierwszy raz usłyszałem "Superion" - Panie Mariuszu,
dał nam Pan Vadera. Pokazał nam Christ Agony i kilka innych naprawdę wartościowych zespołów.
Dzięki Panu mogłem poznać nietuzinkową i urozmaiconą muzykę, od kilku lat nieistniejącego
już, Violent Dirge. Teraz świetlistą drogą sukcesu prowadzi Pan Behemoth. Czy naprawdę
konieczne jest importowanie mielonki i do tego nieświeżej?
Eddie