*** Relacja z Ozzfest 2002 ***


Gdyby ktoś rok temu powiedział by mi, że niedługo pojadę na Ozzfest popatrzył bym na niego pobłaźliwym wzrokiem. Jednak to marzenie stało się prawdziwe, gdyż na zaproszenie Odyssey'a przyjechał do Polski najlepszy objazdowy festiwal metalowy. Od początku przypuszczano jakie zespoły mogą przyjechać do naszego kraju. Mówiono o System Of A Down, Rammstein, Drowning Pool. Pierwszą gwiazdą oprócz Ozziego Osbourna okazał się Tool, co ucieszyło liczną grupę wiernych - polskich fanów. Później do tej dwójki doszła legenda trash metalu - Slayer, wschodząca gwiazda death'u Decapitated i mało znany zespół Anti-Product. Zapowiadało się niezwykle ciekawe widowisko.

Około godziny 13.00 na trasie pomiędzy Piotrkowem Trybunalskim i Katowicami można było widzieć już pierwszych fanów udających się do katowickiego Spodka. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu były to soby starsze odemnie nawet o 30 lat! Przed halą byłem już na godzinę przed pierwszym występem. Bramy "edenu" zostały otworzone krótko po godzinie 17. Oczekiwanie zajmowały licznej grupie fanów metalu skandowanie imiona Ozzy i nazwy grupy.. niezbyt popularnej w tych kręgach - ich troje. Po wejściu do Spodka poszedłem odrazu do mojego sektora, skąd przez chwilę obserwowałem występ grupy Anti-Product. Od razu było widać, że jest to jeszcze mało znana kapela. Na płycie znajdowało się około 50 osób, a z sektorów ten występ obserwowało jeszcze mniej osób. Muzycy tego zespołu zagrali dosyć mało ciekawy repertuar. Szokowali raczej ubiorem niż umiejetnościami muzycznymi. Rzeczą, która mnie zdenerwowało było to, że co pomiędzy utworami wokalista bardzo chwalił mocno znudzoną publikę, licząc na to, że z litości zakupią oni ich płytę. Potem udałem się na poszukiwania znajomych i zakup pamiątek. Po wysoko zawyżonych cenach można było kupić koszulki, bluzy, plakaty, kalendarze, breloczkio raz płyty CD. Gdy wróciłem na swoje miejsce publiczność rozgrzewał polski Deacapitated - zespół kreowany na następcę Vadera. Choć nie lubie za bardzo tego typu metalu występ uznaję za udany, bo fanów w hali głownej było już coraz więcej. Jednak dopiero występ Slayera sprowadził do środka większość osób, które były w Spodku. Moim zdaniem w ich występie brakowało żywiołowości, choć fani tego zespołu nie narzekali. Wokalista co chwilę musiał prosić fanów z pierwszych rzędów na płycie, by ci się odsuneli, bo mogliby być zgnieceni przez tych z dalszych rzędów. Grupa zagrała wiele przebojów międzu innymi Rainning Blood oraz South Of Heaven z charakterystycznym gitarowym riffem. Mi zabrakło utworu z najnowszej płyty - Bloodline. Wkrótce po przerwie na scenie pojawił się ubóstwiany w polsce Tool. Zespół, którego koncerty pamięta się do końca życia. Na scenie pojawiły się trzy duże telebimy. Na których wyświetlane były teledyski zespołu (dzieła jednego z członków Toola). Mimo, że za tym zespołem także nie przepadam to uważam, że koncert był świetny. Kwartet pokazał, żę klimat utworów jest najwarzniejszy w ich muzyce. Nie można jej słuchać od tak sobie. Trzeba zgasić światło, usiąść w wygodnym fotelu i słuchać! W pewnym momencie do zespołu dołaczył perkusista Slayera Dave Lombardo. O fanach nie zapomnieli muzycy. Jak zwykle co chwilę wokalista rzucał im wodę (w hali było dosyć duszno), a perkusiści (Toola i Slayera) oddawali swoje pałeczki.

Po pół godzinnej przerwie na scene wszedł ten, na którego czekali prawie wszyscy - Ozzy Osbourne. Hala była już prawie cała wypełniona. Wtedy już nie dało się siedzieć. Zespół zaczął od piosemki I Don't Know i klasyka z czasów Black Sabbath - War Pigs. Fani na płycie szaleli, sam cały czas skakałem, śpiewałem, klaskałem, krzyczałem. Po kilku minutach byłem już wyczerpany, mimo to cały czas byłem w ruchu. A Ozzy robił swoje. Co chwile namawiał do czynnego udziału w koncercie. Tradycyjnie oblewał już zmęczonych fanów wodą z wiader i ... węzy przeciw pożarowych! A było kogo, w moim sektorze oddalonym od sceny 30 metrów było tak duszno, jak w saunie, to co musiało się dziać na płycie! W tym czasie Ozzy przedstawił swój zespól - fenomenalnego gitarzyste Zakka Wylde, perkusistę Mike Bordina, basistę Roberta Trujillo i klawiszowca John'a Sinclaira. Zespół zagrał także utwory Believer, That I Never Had z najnowszej płyty, Mr. Crowley (świetna solówka Zakka!), najnowszy przebój Gets Me Through i Suicide Solution. Po nich nastąpiła kótka przerwa podczas której swoje umiejętności pokazywał wspomniany Zakk Wylde. Niedowiarkowie mogli się przekonać, że jest jednym z najlepszych gitarzystów na świecie. Największe wrażenie zrobiły solówki. Pierwsza zagrana za głową i druga zagrana językiem! Jak określił to mój kolega "Zakk grał z kozacką fantazją!". Po chwili Ozzy powrócił i mogłem z nim zaśpiewać No More Tears, Iron Maina, I Don't Want To Change The World, balladę Road To Nowhere i wyproszony przez publikę utwór Crazy Train. Mogę się pochwalić, że prawdopodobnie ja byłem pierwszym, który zaczął krzyczeć o ten utwór (już przed Road To Nowhere). Przed piosenką Ozzy umówił się z nami, że jeśli damy z siebie wszystko to on zagra jeszcze jeden utwór. Tak też było, prawie cała sala śpiewała razem z Osbournem. Choć niewiele osób (na oko 500) skakało i klaskało. Na koniec Ojciec metalu zaśpiewał chyba największy przebój Black Sabbath - Paranoid. Po czym grupa zeszła za kulisy. To już był koniec. Zadowolony, ze straconym głosem zacząłem jeszcze z przyjacielem śpiewać Shot In The Dark, ale światła się zapaliły i 7 tysięcy fanów się rozeszło. Od obsługi technicznej zabrałem jeszcze "Setlist" - listę piosenek wykonywanych na koncercie. Ku mojemu zdziwieniu nie zostały zagrane dwie piosenki - Mama I'm Coming Home i Bark At The Moon. Stało się tak, gdyż trzy dni wcześniej Ozzy z powodu chorego gardła nie mógł wystapić. Na koncert w Polsce zdąrzył się wykurować, lecz jeszcze musiał się oszczędzać. Prawdopodobnie podobnie było dzień później w Pradze.

Jedynymi rzeczami na które można było się poskarżyć to jakość dźwięku. Zlewały się one czasem. Byłem zły także na obsługę świateł, gdyż włączyli światła za wcześnie po ostatniej piosence Ozziego, tak że on nie mógł by wrócić i jeszcze czegoś zagrać. Także podczas ostatniej piosenki zespołu Decapitated światła zostały włączone, tak jakby operator koncertu chciał im pokazać, że ich czas się skończył i że Slayer już czeka. Fani zachowywali się dobrze, choć mogli się bardziej zaangażować i pokazać Ozziemu, że w Polsce są ludzie, którzy kochają metal. Rozumiem, że nie można cały czas skakać i śpiewać. Ja sam odpoczywałem podczas Believer i No More Tears. Ale wiem, że dałem z siebie wszystko, bo dzień po festiwalu nie mogłem wogóle mówić, nie mogłem obracać głowy po pogowaniu, nie mogłem chodzić, bo mnie łydki od skakania bolały. Podobno wspaniała ochrona jak zwykle się nie popisała - prowokowała bójki, zaczepiała, ale na szczęście nikt się nie dał. Ten dzień był jednym z najlepszych w moim życiu. I na pewno nigdy go nie zapomnę!


*** Setlist ***

Slayer: Threshold, Postmortem, Raining Blood, Hell Awaits, Stain Of Mind, Dead Skin Mask, Mandatory Suicide, Chemical Warfare, South Of Heaven, Angel Of Death

Tool: Grudge, Parabola, Schism, Stinkfist, Ticks & Leeches, Disposition, Reflection, Triad, Lateralis

Ozzy Osbourne: I Don't Know, War Pigs, Believer, That I Never Had, Mr. Crowley, Gets Me Through, Suicide Solution, Guitar Solo, No More Tears, Iron Man, Road To Nowhere, I Don't Want To Change The World, Crazy Train, Paranoid


© The LasT Child