*** Przemyślenia metala ***
CZE @LL!!!
W tym arcie chciałbym streścić ostatnie lata mojego marnego życia i omówić na swoim przykładzie problem nietolerancji występujący w naszym społeczeństwie:o.
Jest 3 w nocy. Za oknem pada ulewny deszcz. Czekam na kumpla z ktoorym zaraz zaczniemy sieke w D2Lod. Mam niewątpliwą satysfakcję, że nie stoję na deszczu jak mooj nekromanta;). W kolumnach rozbrzmiewa Fear of the dark Ironsoof. A na stoliku przy łóżku leży czytane właśnie przeze mnie "The call of Cthulhu" Lovecrafta a na kolanach mam mojego ukochanego akustyka (dla nie wtajemniczonych: to taka gitara:)) . Klimat is great/wonderfull na pesymistyczne rozważania...Właśnie zaczyna się "Wild Horses" G'n'R. Zacznijmy może od tego w jaki sposób stałem się metalem. A było to tak...
Pewnego pięknego, słonecznego zimowego dnia przyszedł do mojej podstawówki Master...Jiu Jitsu. Tego dnia dowiedziałem się, że szefowie sekcji w Warszawie zamierzają utworzyć w mojej budzie (na wsi!?:o) sekcję Kempo. Zapisałem się z paroma kumplami. Póżniej poznałem w tej sekcji METALA (wtedy nie wiedziałem nawet co to znaczy), pożyczył mi on płytkę Metalliki: "Reload". No i wpadłem. Dwa tygodnie później zapuściłem długie włosy. Było to przed wakacjami. Gdy po wakacjach wróciłem do szkoły to tzw. moi kumple podzielili się na dwie grupy. Jednym się podobało (hehe przeważnie dziewczynom) a inni odsuneli się ode mnie zupełnie. Najmocniejsze więzi przetrwały tę ciężką próbę:).
Mniej więcej w tym czasie starsza (z której upodobań muzycznych wówczas miałem niezłą polewę) dała mi do przesłuchania jakąś starą kasetę Scorpionsów (wiem, że to rock nie metal ale jest spoko
Znudziło mi się jush sluchanie Gunsoof. Co tam mamy? Looknijmy. Hmmm...Mooze cos z Metalliki.Oooooooo...ORION!!!
O czym to ja mufilem? Aaa! Oglądam sobie kasetkę. Pierwsza Metallica. Jest klawo. Najpierw "Enter Sandman" potem "Sad but True" i wreszcie "Nothing else matters". I co? Koniec? Nie. Oczywiście, że nie... Wyszło jeszcze parę kapel. Czterdziesta minuta, zaraz zrobię sobie chyba przerwę (ostatnie kapele to raczej chała). Jeszcze pięć minut i halftime. Nareszcie się czegoś napiję. Pięć minut minęło... Już sięgam po pilota. A tu jakiś koleś wyskakuje i zaczyna zapowiadać nijakiego AXLA (?!;)). "Co to za jeden?" - zadaję sobie w myśli pytanie. Zaczęli nawalać a mi normalnie kopara w dół. Wyjebałem się z taboreta na którym się jeszcze przed chwilą bujałem (LoL). Od tego czasu do mojej płytoteki wpadli Gunsi (których nawiasem mufiąc cholernie trudno dostać). Kaseta z koncertem jest teraz w moim pokoju świętsza od Boga (wybacz Panie zbłądziłęm;>>>).
Hmmm. No tak mam dosyć Metalliki. Jeszcze pare kawałków Gunsoof i finał. Jest 5 w nocy. Jeszcze parę duelli i może pójdę spać, a tymczasem...
Po roku chodzenia w długich włosach (TYM RAZEM ZBŁĄDZIŁEM QVA NA PRAFDE) stanąłem przed gabinetm fryzjerskim (chlip:_(). Stanąłem i wchodząc do środka... zgrzeszyłem. Wróciłem do szkoły. Tym razem normalny. W głębi duszy czuję... NIE wiem na pewno, że zrobiłem głupstwo. Wszystko ucichło. Zacząłem słuchać spokojniejszej muzyki (Mike Oldfield, Chris Rea, Gordon Huskell, Rod Stewart, Santana, Mark Knopfler i Eric Clapton), która i tak była gęsto przeplatana metalem;>. Mniej więcej wtedy kupiłem kasetę "Guitars" Mike'a O. (wszystkim gitarzystom gorąco polecam). Około pół roku póżniej wyciągnąłem z babcinego strychu starą zniszczoną gitarę mojego ojca. Powiem bez ogródek. Była kompletnie rozpiepszona. Własnoręcznie ją odpicowałem: pokleiłem, założyłem nową podstrunnicę, pomalowałem (na czarno;)))), założyłem klucze, struny i wreszcie nastroiłem. Zacząłem uczyć się grać;).
Po okresie około pół roku zrozumiałem, że to nie jest to czego pragnąłęm. Muzyka instrumentalna, bluesowa itp. jest dla mnie za łagodna (ale i tak lubie jej czasem posłuchać). Tak naprawdę kocham metal i rock. A przede wszystkim G'n'R.
W mojej szkole jest dosłownie 4 metali:(. Naokoło panoszą się skejci, hip-shitowcy itp.. W tym momencie musze powiedzieć, że chodzę do szkoły w której młodzież (większość to dorki, dumby, ludzie na poziomie zerówki) jest bardzo, ale to bardzo (bardzo) nietolerancyjna. Hip shitowcy jak zobaczą metala to mało się nie schlapią ze szczęścia, że mogą sobie kogoś powyzywać i się z niego pośmiać. LIVE IS BRUTAL (!!!). Trzeba być takim głupkiem jak oni, żeby zrozumieć ich zawikłą (a w rzeczywistości tak prostą) psychikę.
Dążę do tego by Wam szanowni czytalnicy przekazać to do czego doszedłem przez 4 lata. PAMIĘTAJCIE!!!!! ONI SĄ TACY, PONIEWAŻ WSZYSCY TACY SĄ. WY (zwracam się do metali) JESTEŚCIE INNI. KOCHACIE SWOJĄ MUZYKĘ, JESTEŚCIE WYJĄTKOWI NIE POPEŁNIJCIE BŁĘDU, KTÓRY JA POPEŁNIŁEM. NIE DAJCIE SIĘ ZWARIOWAĆ CHŁAMOWI NADCHODZĄCEJ (niestety) ERY HIP-HOPU, BO PRAWDOPODOBNIE BĘDZIECIE ŻAŁOWAĆ. To tyle...
Własnie wstaje nowy dzień (jest szósta rano). Deszcz piętnaście minut temu przestał padać. W kolumnach brzmią ostatnie riffy "Patience" Gunsoof. Volume slide down i koniec. Cisza. Czas do szkoły. Znowu muszę iść do niesprawiedliwej mojej porąbanej budy...
PS Załączam pozdrowienia dla: Axl'a z Kańczugi, Tinuviel, Fei z Krakowa, Gersa z Ostrzeszowa, całego klanu Diablo2 DWD i EOD, dla Hexa, Iommiego, Księciunia Palla i wszystkich odpowiedzialnych za kącik muzyki w AM. Aha i dla tych tchórzy z klanu GOMM (they are LAMAS!!!)