WSTĘPNIAK

Witajcie! Prowadzenie "Książek" - jak wszystko - ma swoje dobre i złe strony. O dobrych nie będę się rozpisywał, bo jak się wyda, że ostatnio Qn`ik podniósł mi płacę o 100%, to na pewno znajdzie się ktoś, kto będzie mnie chciał zastąpić na tym niezwykle intratnym stanowisku ;-). Do tych mało przyjemnych rzeczy natomiast należy na przykład obowiązek korekty tekstów (gdy widzę słowa typu: "jóż", "drógi" "lektóra" lub "żucić", to mnie literalnie trzęsie), czy czytania trzysta dwunastej recenzji "Władcy pierścieni" ;-). Wszystko to jest jednak rozkoszą w porównaniu z przymusem pisania tych nieszczęsnych wstępniaków. Owa "nieszczęsność" polega na tym, że kiedy - tak jak w tym numerze - nie ma żadnych innowacji, o których można by wspomnieć, a artykuły trzymają dobry poziom, więc nawet nie ma się czego czepić, trzeba pleść androny o rzeczach nieistotnych lub - sposobem sprawdzonym choćby przez Nosowską w "Teksańskim"- pisać o tym, że się pisać nie może. Jak widzicie moje wypociny są niewyszukaną syntezą tych dwóch metod.

No, norma długości wstępniaka, wyrobiona :-). Zanim jednak zaczniecie czytać, przypominam o dziale "Listy", który czeka na Waszą aktywność i o niezmiennym adresie kącika: amksiazki@go2.pl .

Phnom Penh