...::: Pajęczyna utkana z ciemności :::...


Karl Wanger, świat nieprzemijającego?

- Arbasie, co ty robisz? - krzyknął Imel. - Chcesz zabić nas wszystkich!
- Muszę to zabić! Muszę! - odpowiedział i rzucił się na potwora wyciągającego w jego stronę macki. Dwa pewne cięcia pozbawiły stwora macek z prawej i lewej strony. Z ultradźwiękowym wyciem zaczął uciekać do wody. Arabas nie musiał się starać, unieruchomiony stawonóg, którego wystarczyło tylko pewnie przebić. Imel biernie przygląda się podziwiając grację zabójcy. Ten podbiegł do krwawiącej masy i kilkakrotnie ciął w okolice oczu. Można było usłyszeć tylko świst miecza i chrzęst kruszonych chrząstek u bezkręgowca. Tuż potem nastąpił głośny świst przecinający powietrze z dziką furią. Morze zawrzało i z jego czarnych odmętów wynurzył się wielki stwór. Dotychczasowy stawonóg był niczym w porównaniu z tym, co mknęło teraz na Arabasa. Imel zdołał tylko wykrztusić z siebie - Arabasie z tyłu...
Nie dokończył, ponieważ na plażę wskoczył Kane, porwał Arabasa za kaptur i pociągnął uciekając w górę piaskowych wydm tnąc płytką wodę. Szybko dobiegł do Imela stojącego na skraju wody, tego nie trzeba było ponaglać. Zaczął biec zaraz za Kane'em. - O co tu do licha chodzi? - spytał przeskakując kilka kamieni. - Ta stara wiedźma chciała się nas pozbyć. Już ja jej dam! - skończył i puścił Arabasa. Ten nie spodziewając się tego upadł na kolana, i z trudem zaczął zbierać się z powrotem. Pomimo iż miał kolczugę do łydek i nagolenniki zdarł okropnie skórę na kolanach tak, że było widać białą kość. Jako zawodowy zabójca nie był jeszcze bezbronny, wyciągnął sztylet, wstał i obrócił się w kierunku potwora wytaczającego się na plażę. Był od niego zaledwie o kilka metrów. Postanowił nie czekać rzucił i trafił wprost w odmęt wijących się macek. Trafił w oko, biała maź wypłynęła ze spojówki, potwór dosłownie oszalał. Kan. nie czekał z powrotem podbiegł do wciąż stojącego zabójcy i ponownie pociągnął. - Świetny rzut, musisz mnie tego nauczyć... - powiedział Kan. Arabas czekający na wzgórzu krzyknął coś niewyraźnie - Pewnie spodobało mu się! - wycedził Arabas pociągający z bólem nogi. Odwrócił głowę, aby zobaczyć co się dzieje z potworą. Biła bezsilnie w piasek, wywołując spore wstrząsy. Najwyraźniej wydawała jakiś dźwięk bo jej paszcza była otwarta. Zabójca spojrzał jeszcze na miejsce, w którym upadł. Było obok niego kilka wgłębień po uderzeniach zabójczych macek.

To wcale nie jest scenariusz do nowych szczęk, a do macek! :). Tak to jest w naszym świecie, iż zwierzęta mają nad nami przewagę, nas chroni tylko technika. Je sierść, pazury i wyostrzone zmysły. Każde z nich to mistrz w swojej profesji.

Pomyśleć, co by było, gdyby powstała hybryda człowieka i kałamarnicy. Fuj, wyobrażacie sobie to? Jeneczki ja nie, bo nie mam biologii, na szczęście :).

Teraz treść właściwa. Sięgając po tę powieść myślałem, że trafi mi się coś długiego, jakiś początek serii albo coś. Owszem początek trafił się, ale nic poza tym. Sięgając więc po książkę Karla Wagnera nie liczcie na tygodniową lekturę. Starczy ona na góra dwa dni, nawet ja ucząc się na koniec roku przeczytałem ją w te dwa wieczory.

Dobrze, zostawmy nasze 189 stron akcji i bitwy. Książka opowiada nam losy sławnego Kane'a, który jest mistrzem w swojej kategorii - rebelii. Jego sława sięga tak daleko, że o jego usługi zaczyna ubiegać się mała zbuntowana prowincja. Wysłannik opowiada Kane'owi historię wyspiarskiego cesarstwa i zdrady uknutej w podziemiach zdradliwej czarownicy. Zachęcony nagrodą Kane wyrusza, aby dokończyć to, czego nie zrobił ostatnim razem.

Oto zarys fabularny - przyznacie, że ciekawe? Tajemniczy bohater, którego poszukuje całe miasto z bardzo długą przeszłością. Jego przyjaciel, mistrz w swoim fachu z dzielnicy slumsów. Ostatni z paczki to wysłannik wyspiarskiego państewka - prowincji, o nienagannych manierach i kulturze.

Bardzo spodobała mi się opowiastka Imela, skonstruowana z kunsztem niczym pajęczyna utkana z ciemności. Zadania bohaterów wyraźnie podzielone i zarysowane. Każdy dąży do czegoś innego, ma inną drogę i zdanie. Hmm, co może się nie spodobać? Zależnie czasami, gdy czyta się po nocy (jak w moim przypadku ;) można zasnąć. Nie, aby książka tak przynudzała, po prostu to nie lato, że idziesz o pierwszej albo później spać i wstajesz przed południem. Teraz koniec szkoły, idziesz spać jak we wakacje, a wstajesz jak w jednostce wojskowej, żeby zdążyć na polski, z którego trzeba zdać na wyższy stopień :). Oj, zeszedłem z tropu, znaczy męczy czasami widok stron. Patrzę o pierwszej, jestem przed połową. Patrzę o drugiej, jestem stronę za. Uff. Ot, co, dłużą się zdania :).

Plus, okładka. Rudobrody gościu o postawie wikinga trzymający w prawicy topór ociekający krwią. Robi wrażenie!

Nic konkretnego nie wymieniłem, jednak uwierzcie mi ponownie na słowo. Seria godna polecenia. Ocena końcowa 5+ [i znak jakości ;].

Wasz Splatch'u :)

A, Phnom, ja także się cieszę z tego, co robię :). Tylko te 6 i 9 nie daje mi spokoju ;). Jak pisownia?
Oficjalnie do wszystkich. Zbliża się okres, który uważa się za sezon truskawkowy. Jako że mam jako takie plany na wakacje prawdopodobnie zabraknie mnie we wrześniu i październiku. Biorąc pod uwagę cykl wydawniczy najprędzej oczekujcie mnie w listopadzie. Przepraszam, jeżeli ktoś polubił moje teksty i chciałby poczytać mini opowiadania na początku :). Kto wie, może wolny czas spędzę troszkę inaczej?
Więc jeżeli chcesz poczytać nieco, a masz właśnie połowę lipca lub początek sierpnia pisz na mój adres splatch@wp.pl, a postaram się odpowiedzieć w miarę szybko i sprawnie :). Więcej mnie na stronie http://www.splatch.prv.pl . Zajrzyjcie tam, być może traficie na coś co się wam spodoba?
Pozdrawiam i życzę miłych wakacji i jak najpóźniejszego powrotu do szkoły!