|
Chorzy psychicznie kontra bezwzględny świat |
|
Czy zastanawialiście się kiedyś, jak reagujecie na dźwięk słów "psychicznie chory"? Co w takich chwilach przychodzi Wam na myśl? Świr! Wariat! Psychopatyczny morderca! A może człowiek potrzebujący pomocy, współczucia? Czy obok takiej osoby można normalnie żyć? Czy można zawrzeć z nią przyjaźń? Czy można się w niej z a k o c h a ć ? Philip K. Dick, mistrz manipulacji umysłami czytelników i bohaterów swych książek, daje nam tym razem możliwość spojrzenia z bliska na życie, zachowania i przeżycia osób w mniejszym bądź większym stopniu chorych psychicznie. Ukrywa to z początku pod maską patriotyzmu, przyjaźni, ambicji dokonania czegoś na dużą skalę, dążenia do komercyjnego sukcesu. Ale z czasem wszystko wychodzi na wierzch. Odzywają się prawdziwe, skrywane pragnienia. Louis Rosen, główny bohater powieści, prowadzi wraz z kolegą Maurym Rockiem firmę produkującą i sprzedającą elektroniczne instrumenty muzyczne. Gdy jednak przychodzi możliwość zaistnienia na szerszym rynku, zaczynają się ich kłopoty. Okazją jest skonstruowany przez ich przyjaciela, lekko chorego umysłowo Boba Bundy'ego, robot łudząco podobny do człowieka. Pierwszy homunkulus, bo takiej nazwy zamiast "android" używa Dick, jest zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym, wierną kopią historycznej postaci - Stantona. W ogóle na początku pomysł budowania takich maszyn ma mocne podteksty patriotyczne. Trudno więc dziwić się, że następnym homunkulusem jest Abraham Lincoln. Jakkolwiek roboty buduje Bob, ważną rolę odgrywa Priscilla Frauenzimmer (Pris), osiemnastoletnia córka Maurego. Modeluje ona twarze homunkulusów, zresztą jest to chyba najodpowiedniejsze dla niej zajęcie. Jest ona bowiem chora psychicznie i praca twórcza dobrze na nią wpływa. Nie jest jednak świrem przewijającym się epizodycznie przez karty książki. Od kiedy przeczytałem jej pierwszy dialog z głównym bohaterem, zauważyłem, że jest kimś wyjątkowym. Z każdą kolejną ich rozmową modliłem się, by takich konwersacji było jeszcze więcej. Jak żyję, nie spotkałem się jeszcze z tak doskonałymi dialogami, z takim niepowtarzalnym charakterem, tak perfekcyjnie zarysowaną postacią. Jest ona mistrzynią w szermierce słownej, bardzo trafnie dobiera kwestie, potrafi bez problemu "przegadać" Louisa, rzucić taki tekst, że aż w pięty pójdzie i nie waha się zadawać trudnych pytań. Wydobywa z głównego bohatera najgłębsze tajemnice, dociera do najlepiej strzeżonych zakamarków jego umysłu, w przeciwieństwie do swego rozmówcy bez wstydu czy zahamowań mówi o seksie, nie okazując przy tym większych emocji. Nie potrafi ponadto działać impulsywnie, spontanicznie, każde jej działanie jest przemyślane w każdym szczególe. Wszystko to dowodzi temu, że osoba chora psychicznie nie musi zachowywać się jak wariat, po prostu inaczej patrzy na świat i innych ludzi. Pris nie widzi jednak w Louisie kogoś wyjątkowego. Jest zapatrzona jak w obraz w sławnego, młodego biznesmena, Sama Barrowsa. W końcu udaje się jej przekonać ojca i przyjaciół do sprzedania praw do homunkulusa Samowi, czym zaskarbia sobie jego sympatię. Maury i Louis wycofują się jednak ze współpracy z milionerem, usłyszawszy, w jakim celu chce on użyć robotów. Okazuje się, że w ten sposób wszystko tracą - Barrows oferuje konstruktorowi Bobowi wysoką płacę, a Pris, oczarowana mężczyzną, nie chce nawet słyszeć o pomysłach ojca. Wkrótce trafia ona na pierwsze strony gazet, także pism erotycznych... osiąga sukces, o jakim marzy każda dziewczyna w jej wieku. Louis odkrywa nagle, że jest zakochany w córce swego kolegi i w trosce o nią postanawia odbić ją z rąk milionera. Książka nie ma finału w ogólnie przyjętym znaczeniu tego słowa, a może po prostu jest on za bardzo rozciągnięty czasowo i stronnicowo, by można było go wyodrębnić. W każdym razie zakończenie jest kapitalne - wreszcie widać w nim charakterystyczny styl Dicka, ale nie wyjawię go, żeby nie zaburzyć przyszłym czytelnikom procesu odkrywania tajemnic ludzkich umysłów. Dick popełnił jednak mały, niemal nic nie znaczący dla fabuły błąd. Otóż pisząc powieść w 1972 przewidział, iż w latach osiemdziesiątych ludzie będą sprzedawać działki na Księżycu (Barrows posiada ich sporo i chce je zasiedlić kolonistami z Ziemi). Ale trzeba mu to wybaczyć - był to czas, kiedy wśród fantastów panowała "moda" na Księżyc i planety układu słonecznego, wszak lądowanie na Srebrnym Globie w 1969 było nie lada wydarzeniem. Zastanawia mnie jednak jeszcze tytuł książki - "Możemy cię zbudować" - "We Can Build You" - wszak homunkulusy dość szybko schodzą na margines. Może chodzi więc o odbudowę emocjonalną, psychika jest przecież w tej powieści najważniejsza. Wszystkim, nie tylko zdrowym psychicznie, gorąco polecam tę książkę, jest naprawdę doskonała. Gwarantuję, że nie zawiedzie Was Pris - przekonacie się, że drugiej takiej postaci w literaturze nie ma. Nie zawiedzie też Louis, wręcz przeciwnie - da Dickowi pole do popisu - w końcu autor to mistrz w opisywaniu wizji, marzeń, przeżyć wewnętrznych i wszystkiego, co wiąże się z ludzką psychiką. Ci, którzy znają inne ksiązki Dicka, już wiedzą, o co mi chodzi. "Możemy cię zbudować" Ocena: 9 / 10 SzUwww.vortex-mag.prv.pl
|
|