Czytam i czytam "Ksiunżki" numer po numerze, widzę, że kącik trzyma się całkiem dobrze, nagle nawet zmiana szaty graficznej, aż tu trafiam na pewien tekst. Znaleźć go można w Action Magu #25, w dziale Varia(t). Autorem owego jest Metfan, a tytuł dzieła to "Przegląd Kilku Książek". I cóż w tym tekście niezwykłego? Pozornie nic, prezentowane są różne książki, następnie oceniane i tak to się ciągnie. To dobrze, myślałem do tej pory, ale Metfan ocenił jako "bardzo dobrą" powieść Steve'a Perry'ego zatytułowaną "Obcy: Wojna Samic". To, jak i fakt, że "Obcy" to moja ulubiona seria filmów, zainspirowało mnie do stworzenia tego, co właśnie błyska ci przed oczami. Panie, panowie, przedstawiam Wam artykuł ochrzczony jako: NAJWIĘKSI GRAFOMANI ŚWIATATen przegląd pozwoli, mam nadzieję, ostrzec chociaż jedną istotę przed sięgnięciem po "dzieło" któregoś z zaprezentowanych niżej pisarzy. Na pierwszy ogień wystawiam osobę wspomnianą już wcześniej, pretendującą do tytułu Mistrza Złych Książek. STEVE PERRYCzłowiek ten słynie (złą sławą, niestety) ze stworzenia kilku odcinków różnych serii: a to "Conan", trochę "Obcego", ale i kilka własnych projektów, których tytułów nie warto przytaczać. Cechą wspólną jego książek jest to, że jeśli ukazują się jako część jakiegoś cyklu, to traci on sporo na wartości, nawet jeśli inne tomy są wręcz cudowne. Pan Perry ma niebywały wręcz talent do wymyślania kiepskich fabuł, a następnie przelewania ich na papier (zapewne na kolanie, gdzieś w barze, po ostrej orgii, kiedy mózg p. Perry jest najbardziej aktywny). Żeby nie być gołosłownym, przytoczę jedną z jego licznych powieści, aczkolwiek, według mnie, najbardziej żałosną. Oto "Obcy: Mrowisko".W niniejszej opowieści zdecydowanie wybija się fabuła, jak i prezentowany przez autora warsztat literacki, ale omówię je po kolei, mimo niesamowitych emocji, jakie targają mną po przeczytaniu "Mrowiska". Historia, jaka zostaje nam przedstawiona tak naprawdę nie ma znaczenia! Czyż to nie wspaniała innowacja? Nie trzeba koncentrować się na wielowątkowej akcji, koniec z uciążliwymi dialogami lub opisami uczuć bohaterów. Wiekopomne to odkrycie, naprawdę! Kto z was nie chciał nigdy przeczytać o kilku zdarzeniach, nie związanych zbytnio ze sobą, a będących scenami albo walki, albo innej przemocy? To relaksujące, kiedy wir akcji tak szybko się kręci, że nie ma znaczenia, czy to początek, czy koniec! Chronologia wypadków może wydawać się nieco nielogiczna, a sama książka, bazując na licencji filmu, świat wykreowany przez Ridleya Scotta bardzo nagina i przekręca, ale to tylko zaleta! Tak, tak, mamy tutaj sytuację zbliżoną do filmu "Bitwa o Anglię" na podstawie którego powstała głośna powieść "Pilot i ja". Tam też wiele faktów się nie zgadza, a przecież dzieci są zadowolone. Kończę z wychwalaniem fabuły, przecież jeszcze jest nowatorska konstrukcja całej powieści. Początkowo może wydawać się, że wszystko jest w porządku. Początkowo. Kiedy jesteśmy mniej więcej w połowie pierwszego rozdziału, zaczynamy rozumieć, jaką to nowoczesną metodę przekazu proponuje pan Perry. Ukrócił on i odesłał w niepamięć długie i niezrozumiałe zdania w dziełach panów Russela (Wielka Eksplozja) czy Kinga (Podpalaczka i masa innych). Nietrudno w "Mrowisku" o dynamiczne opisy nawet najprostszych czynności! Jak wyobrażacie sobie opis zbudzenia się człowieka ze snu? Może coś w rodzaju "Drgnął, po czym jego powieka leniwie podniosła się, ukazując ukryty we mgle pokój."? Otóż pan Perry skrócił to nieprzyjemnie długie zdanie do szybkiego "Wstał. Czuł się dobrze". Panowie Tolkien i Ludlum mogą się wstydzić! Dobrze, dobrze, ja tu zachwalam książkę, a tymczasem miałem ją ganić! Dlaczego więc tak zbeształem początkowo pana Perry? Wyobraźcie sobie, że jego książka została wydana na brzydkim papierze. Jak można bezcześcić takie dzieło? Obraziłem się, więc przejdę do kolejnego wspaniałego prozaika. GUY N. SMITHGuy Smith, autor cyklów "Kraby" i "Sabat", jak i "Szatańskiego Pierwiosnka" czy "Potwora". Te ambitne zielone kruki literatury współczesnej mogą śmiało konkurować z tworami pana Perry'ego. Trochę dziwne, że fabuła wszystkich jest jakby odlana z jednej matrycy, ale przecież nie ma nic złego w powielaniu sprawdzonych schematów! Zrecenzuję więc największe osiągnięcia pana Smitha, mianowicie Cykl "Kraby"Oto monumentalna, epicka saga o walce człowieka z żywiołem, gdzie miłości i radości przeplatają się z dramatami w scenerii zachodzącego słońca. Zapewne chcą poznać oś akcji? Niech mają... Pewnego miłego wieczora para młodych, pięknych kochanków wybrała się na pewną plażę w celu... pływania... Jednak nagle, znienacka i bardzo nieelegancko, bo z dołu, został zaatakowany młody, piękny kochanek. Jego młode, piękne, lśniące ciało zostało rozszarpane w rozbryzgu krwi, skierowanym wprost na młodą, piękną kochankę. Tym, co zaatakowało młodzieńca był... krab. Ale nie taki zwykły, tylko gigantyczny! I jak się okazało, że tych krabów są tysiące, jeśli nie miliony, to rasa ludzka próbowała je wytępić aż przez pięć tomów. Ogólnie fabuła została przedstawiona na zasadzie - scena miłosna, dwie sceny mordu, scena miłosna... (warto zaznaczyć, że tak prezentuje się każda książka pana Smitha). Ten akapit będzie poważny, jeśliby się ktoś do tej pory nie zorientował, że raczej robiłem sobie żarty. Guy pisze na zasadzie prezentowanej powyżej, więc nieco podobnie do Perry'ego. Jednak trzeba mu jedną rzecz przyznać: o ile jego książki są płytkie, krótkie i słabo napisane, to trzymają w napięciu. Pomimo nadużywania przez autora równoważników zdań (np. "Uderzenie. Krew. Ból." - cytowane z pamięci), sceny przemocy są przedstawione bardzo malowniczo. Jeśli dodam, że w filmie preferuję właśnie kino gore, to można wywnioskować, że pan Smith nie powinien się w tym artykule pojawić. Ale jest jedno "ale", w postaci żenująco niskiego ogólnego poziomu intelektualnego powieści. Fakt, że są emocjonujące wynika jedynie z tego, że bazują na najprostszych instynktach ludzkich. Bać będziesz się nie po przeczytaniu ciekawego akapitu. Dokładniej to nie będziesz się bać wcale. Zatrzęsiesz się tylko i wyłącznie jeśli wyobrazisz sobie widok zmasakrowanego ciała, i to w głębi duszy może Cię usatysfakcjonować. Podobnie ma się sprawa ze scenami rozbieranymi, których w "Krabach" jest na pęczki. Prezentują one bardzo niski poziom. Zero namiętności, uczuć; tylko i wyłącznie ostre rąbańsko. Jak widać, pan Smith dorównuje panu Perry'emu. Ma nad nim tę tylko przewagę, że nie zniekształca i nie wypacza znanych i lubianych licencji. Następnym w kolejce do tytułu "Grafomana Wieku" jest... Długo nad tym myślałem i doszedłem do wniosku, że tych dwóch panów nikt nie pobije. Najzwyczajniej nie czytałem książek gorszych od tych ich autorstwa. Więc może teraz wspomnę tych, których lubię. Nie będę jednak ich głębiej opisywał, gdyż to materiał na kolejny art. Tak więc, panie i panowie, mam zaszczyt przedstawić moich faworytów w wyścigu o palmę pierwszeństwa do miana Autora Wszechczasów. Oto oni: MICHAEL CRICHTON - za "Jurassic Park", "Kongo", "Kulę" i "Andromeda znaczy Śmierć" Szczerze wszystkim polecam lekturę wymienionych wyżej powieści, a także innych autorstwa podanych twórców. Gwarantują oni bowiem najwyższy poziom każdego aspektu książki. I NIE czytajcie Perry'ego, choćby Metfan darł z was skórę pasami! Chociaż, jeśli ktoś chce przekonać się jak wygląda przeciwieństwo książki idealnej, to zapraszam... military police
|
|