|
EMILE BRONTE - WICHROWE WZGÓRZA (WUTHERING HEIGHTS) |
|
Ostatnimi czasy zbyt grzeczny nie bywałem, toteż mój nauczyciel (pozdrowienia) postanowił wymierzyć mi karę przeokropną, wedle zasady: "i będzie krzyk i płacz i zgrzytanie zębów". Z łagodnym uśmieszkiem, na którego widok jego uczniowie, w zależności od wieku i płci dostają palpitacji serca, zawału, torsji, kokluszu, lub impot... ekhm zatracają chęć do życia, no więc z tym oto uśmieszkiem zbliżył się do mnie pewnego pięknego środowego popołudnia, które zaraz pięknym być przestało. Do moich rąk trafiły Wichrowe Wzgórza - taka XVIII wieczna "Rozważna i Romantyczna". Książka opowiada o życiu Heathcliffa. Heathcliff, którego miłość zmarła wcześniej niż on zdążył się nią nacieszyć, w ogólnym zarysie zajmuje się niszczeniem innym życia. I co tu dużo mówić: dochodzi do perfekcji równej niemal skokom Małysza (wolałbym porównać do naszych 22 koreańskich samurajów, no ale cóż - perfekcyjnie to póki co jedynie w reklamie fast-food kubków wypadli). Niewinne hobby wkrótce przeradza się w obsesję. Niszcząc życie innym, Heathcliff niszczy je także sobie. Co dziwne, im więcej czasu minęło od jej przeczytania, tym bardziej mi się podoba (syndrom Niemca opuszczającego Polskę - im dalej od granicy i własnym samochodem, tym Polacy bardziej gościnni). Najtrudniejszy pierwszy krok - po 350 ciężkich stronach pozostałe 50 leci już z górki. Ale jeśli nie boicie się trochę cięższej lektury, to nie wahajcie się sięgnąć po Wichrowe Wzgórza. Zgrzanka Żywca każdemu, kto doczyta do końca ;-) UnionJack
|
|