Komputer jest największym wynalazkiem XX wieku. Jego siła jest tak wielka że potrafił dzielić ludzi na dwie grupy. Jakie? :)
Komputer zawsze był urządzeniem przyciągającym młodych odbiorców elektroniki. Od samego początku kreowano go z myślą, że kiedyś odciąży umysły ludzi, którzy zwykle mają za mało czasu na zrobienie, policzenie, napisanie czegokolwiek. Dzisiaj trochę się zmieniło. Młodzież potrzebuje komputera do zabawy, rzadziej pracy. Jednak blaszak, na którego monitorze czasami widnieje więcej niż kreator instalacyjny kolejnej gry, potrafi wspomóc ogromnie. Istnieje masa osób, które rozumieją to. Programują, wyliczają, tworzą, a nawet pracują. Z jednej więc strony PeCet ogranicza umysł, przez nieustanne granie-granie-granie, a z drugiej rozwija i kształtuje nowe pokolenie pracusiów. Pracusiów, dzięki którym już w niedługim czasie pozostała część populacji komputerowej (czyli ta grająca) będzie podejmowała nowe wyzwania, miejmy nadzieję, nie tylko w grach.
Pierwszy komputer zajmował nieprawdopodobną ilość miejsca i… służył na wojnie ;). W tamtym okresie myślano że jest to szczyt ziemskiej technologii. Stworzono coś co myślało za nas. Powoli zaczeła się formować definicja i projekty sztucznej inteligencji. Nie wiedziano jeszcze jak mogą ewoluować następne pokolenia pierwszej maszynki obliczeniowej. A ewoluowały w zastraszającym tempie. Po paru latach eksperymentów i unowocześnianiu oddano pierwsze, zminiaturyzowane komputery do użytku domowego. Aż łezka mi się w oku kręci, kiedy wspomnę moją poczciwą Atarynkę, kiedy zacznę liczyć w ile gier na niej grałem, co mogłem programować (bo drodzy państwo już wtedy powstały magazyny poświęcane programowaniu na ośmiobitowcach), a nawet jak toczyła się mentalna wojna z posiadaczami Commodore, czasem ZX-Spectrum. Komputer również wtedy służył praktycznie do rozrywki, ale zaczeła się materializować dzisiejsza scena „ałdergrałndu”. Spytajcie kogoś z tej społeczności o jego pierwszy komputer, a na pewno napomknie o jakimś klawiaturowym dinozaurze :). Potem nastał czas, w którym z leciutkiej i skromnej klawiaturki, komp rozrósł się o urządzenia peryferyjne i wszelkie inne dodatki. Fakt że zajmuje więcej miejsca, ale jednocześnie jego możliwości zwiększyły się diametralnie. Do dzisiejszego dnia posiadacze 386 żyją na świecie :P, ale z uwagi na przerażające wymagania sprzętowe programów rozrywkowych przerzucili się na programowanie, podkręcanie, pisanie, ogólnie tworzenie. Można powiedzieć że pod przymusem zrezygnowali z zabawy, ale mają świadomość że są na wyższym etapie rozwoju niż reszta grających komputerowców. Ostatnią (jak dotąd) erą rozwoju układów scalonych jest czas, w którym egzystujemy właśnie my, dzisiejsi posiadacze PeCetów i konsol. Podsumować ten okres można jednym zdaniem: ogromne zacofanie przy towarzystwie ogromnego rozwoju. Paradoks? Wątpię. W dalszej części pracy postaram się to wyjaśnić.
Athlonik 1200, 256 RAM’u, GeForce 2, CD-ROM 52 marki Samsung, twardziel 50 giga, monitor 21” i czadowa klawiaturka – to wymagania elektronicznej generacji w chwilach obecnych. A po co im to? Banalne pytanie. Żeby grać! Nic ponadto, zero własnej inwencji. A przecież bez gier można żyć. Jest ogrom rozrywek na świecie, więc czemu ludzie wybierają właśnie taką? Też banalne pytanie. Bo są generacją bazującą na dzisiejszej technice i wszystko co nie zmechanizowane stanowi dla nich czarną magię. Ale na pewno był taki czas w ich życiu że nawet nie myśleli o graniu na tym-szarym-pudle. Mówię tu o okresie, kiedy jeszcze rodzice nie zdecydowali się im kupić te zżerające prąd urządzenia. Każdy umiał się znaleźć w otoczeniu, miał umiar, był „poukładany”, a gdy w domu znalazła się wreszcie upragniona maszynka cały Boży świat mógłby nie istnieć. Fenomen komputera polega na przyciąganiu, wiem po sobie. Ale czy ów fenomen nie jest przypadkiem zgubny? Spójrzcie czytelnicy na rubrykę AR w CDA i przeczytajcie pare listów. Co zauważyliście? Przynajmniej jeden list był pisany chaotycznie, niegramatycznie (BTW: jak to się pisze? :P) i, krótko mówiąc, był beznadziejny… Oraz na pewno traktował o PeCecie! Teraz widzicie jak komputer potrafi być zdradliwy. Wprawdzie opisałem stereotyp dziecka elektroniki, ale stereotypy mają to do siebie, że tkwi w nich chociaż nutka prawdy. Są dwa rodzaje graczy. Jedną z tych opcji jest młody posiadacz omawianej maszynki. Jeszcze nie wyszedł z fascynacji rzeczą nową i takich osób nie należy potępiać. Gorzej jeśli człowiek posiadający kompa od ładnych kilku miesięcy, lat nadal zawzięcie gra jak szalony – to ten drugi rodzaj osoby grającej. Również o ile młody stażem gracz nie traci jeszcze doszczętnie kontaktu z rzeczywistością, o tyle drugi nie wie już czym jest owa rzeczywistość. On widzi ją tylko przez pryzmat giwery, którą właśnie dorwał w jakiejś grze FPP. Virtual reality stworzyło mu wyidealizowany świat, w którym się obraca i nie chce z niego wyjść. Zaczyna mu przeszkadzać ta druga strona rzeczywistości, w której żył kiedyś. Jest zupełnie „nie do życia”, a na dodatek uważa odwrotnie i nie przyjmuje do siebie niczego innego. Oto panie i panowie dzisiejsze, przeciętne dziecko elektroniki…
Jest jednak jeszcze druga strona tego, wcale nie złotego, medalu. Są na tym świecie osoby, które kompa podporządkowały sobie. To oni nim rządzą, a nie on nimi. Wiedzą o nim praktycznie wszystko, ale jest to tylko narzędzie w rękach twórcy. Tak jak rzeźbiarz, który dokładnie wie jak, gdzie, z jaką siłą i ułożeniem dłoni uderzyć młotem dłuto, aby powstał zamierzany efekt. Rzeźbiarze nie potrzebują dłuta do życia, tak jak społeczność komputerowo-twórcza nie potrzebuje blaszaka do egzystencji. Wprawdzie gdy rzeźbiarz straci dłuto, to nie będzie mógł rzeźbić, ale nie przeszkodzi mu to w dalszym żywocie. Identycznie wspomniani we wstępie pracusie. Komputer to jedynie droga niezbędna w pewnych aspektach, ale nie w pełni życia. Scenowiec może stworzyć grę, może w nią grać, ale nie straci świadomości. A tacy mentorzy bardzo by się przydali pozostałej części E-Generacji. Fakt że jest to grupka osób skrytych, ale bardzo pomocnych. Wystarczy drogi graczu chcieć się od nich uczyć, a pokażą Ci świat w pełnej jego krasie.
Elektroniczna generacja kształtowała się w dwie strony, jednak teraz nie jest niemożliwością aby się scaliła. Efekt mógłby być porażający. Scenowcy nauczyliby się luzu wprowadzać w ich życie, zaś gracze w końcu nauczyliby się jak racjonalnie pojmować egzystencję. Na co więc czekamy??? Wszystkie społeczności E-Generacji łączcie się!
=red HAMter= Członek SMMF
Mitologia oddaje kształty, przez które bezkształtny
kształt kształtów może być poznany. (J. Campbell)