W ostatnich miesiącach w Europie nie ukazało się żadne godne uwagi japońskie RPG. No cóż. Posiadacze PeCetów mogli co najwyżej marzyć o godzinach spędzonych przy młodych bohaterach kwitnącej wiśni. Ale wreszcie coś się ruszyło...Nasz pech polega na tym, że europejscy gracze mają trochę inne gusta niż skośnoocy. My rajcujemy się byle jakim RTCW (sorry, ale ta gra to dla mnie klapa), a oni potężnym Final Fantasy X. Trochę to smutne, ale prawdziwe. Nasze gusta spowodowały uprzedzenia Japończyków do Europy i dlatego nie możemy spotkać wspaniałych, u nas nieznanych, tytułów. Na szczęście są ludzie, którzy ryzykują dużo i wydają produkt na rynek. A wtedy owy produkt przynosi straty i dystrybutor zaprzestaje ryzykownego wydawania gier.
Zmiana przyszła wraz z premierą GBA. O Golden Sun już głośno było podczas wejścia GBA do Europy. Zewsząd docierały opinie: "Wspaniała grafika, niesamowita grywalność, ciekawa fabuła i... super RPG!" Później zobaczyłem (chyba na Game One) urywki z gry. Chmm... Zakochałem się i już zapragnąłem GBA. Moją chętkę podsycił program Hyper. I pewnego dnia ściągnąłem modemem plik 8,00 MB. :) Jeszcze tylko eksperymenty z emulatorem i hulaj dusza!
Grę rozpoczynamy w... łóżku. Od razu, po ujrzeniu przytulnego domku i matki, przychodzi skojarzenie ze znanym hitem na Super Nintendo (snes) Chrono Trigger (polecam!). Różnica jest taka, że obudzeni jesteśmy ze znacznie poważniejszego powodu, niż było to w CT. Otóż nagle, bez zapowiedzi, góra nad wioską Vale, zaczęła sprawiać kłopoty. Obudził się wulkan, który wywołał lawinę skalną i tak oto, nasz główny bohater, dziecko o imieniu Isaac, musi uciekać, podczas gdy jego rodzice załatwiają sprawę z zagrożeniem. Podczas jego ewakuacji spotyka przyjaciela, Gareta. Razem próbują uciec, ale mają pecha i kończą na gruncie, pobici przez dziwnych osobników... Minęły trzy lata. Chłopcy ostro trenowali, by następnym razem być gotowym. Jak później się okazało, słusznie. Góra znów zaczyna szaleć i wszystko wygląda na to, że ktoś włamał się do sanktuarium na szczycie. Ci ktoś to dziwni osobnicy, którzy przed trzema laty załatwili Isaaca i Gareta. Nikt nie wie czego chcą i dla kogo pracują...
Fabuła jest ciekawa, choć z początku na to nie wskazuje. Robi się naprawdę nieźle, gdy Isaac i Garet wyruszają w pogoń za porywaczami. Podczas podróży natkniemy się na dwie pozostałe postacie: Ivana, który posiada zdolność czytania w cudzych myślach i zajmuje się magią wiatru, oraz Mia, która doskonale zna się na magii wody. Ciekawe jest to, że w grze możemy grać tylko czterema postaciami, czyli nie mamy alternatywnego wyboru, jaki jest prawie w każdym japońskim RPG. Dla niektórych może to być plus, ale dla mnie... no cóż.
Kto czytał recenzje FF8 wie, czym są Guardian Force'y czy Summony. Ucieszycie się zapewne, bo w Golden Sun takowe również spotkamy, but... Tutaj nazywa się to Djiny (uwaga - wielu ludzi nazywa te stwory inaczej np. Djinny, Dżiny) , a wygląda jak... Pokemony. :) Serio, są po prostu bardzo podobne do pika, pika tyle, że w różnych kolorkach. I znów - jedni się ucieszą, a inni... ojej. :) Mi się spodobało, choć za Ashem i jego ferajną nie przepadam.
W FF7 summony zdobywało się dzięki "czerwonym kulkom" czyli materii i używało się many. W FF8 summon nie zużywał many, ale za karę musieliśmy czekać na jego przyzwanie. Zaś w Golden Sun wygląda to trochę (albo zupełnie) inaczej i moim zdaniem lepiej. Otóż aby przyzwać demona (a chodzi mi tu o prawdziwego demona, a nie jedynie mocniejszy atak) należy zebrać określoną liczbę Djinów tego samego rodzaju. Na przykład: aby przyzwać Ramsesa - ducha ziemi - należy skompletować minimum 2 Djiny Venus, a potem mieć te dwa pokemony w stanie: "standby". Wtedy klepiemy na ikonkę "summon"- wybieramy nazwę Super-Djina i... Oczom naszym ukazuje się płaska bitmapa, która porusza się chaotycznie i (zazwyczaj) macha rączką :) Czego jednak można się spodziewać po GBA (tak, wiem, że bije rekordy możliwości kieszonkowych gierek, ale...). W każdym bądź razie, fanom GBA i wielbicielom japońskiego RPG powinno się podobać. Jedno jest pewne. Oglądając pierwszy raz summoning stwora, przechodzi dreszczyk emocji. A przy kompletowaniu Djinów jest zabawa, bo... "Jejciu, brakuje mi jeszcze jednego Jupitera do Procne i jednego Mercurego do Neptuna!" - Tak więc szukać trzeba, by ujrzeć kolejną animację, której trzeba przyznać to, że zrobiony jest świetnie ogień i inna moc magiczna. Chmm... Moc magiczna, czyli...
Psyenergy znalazła świetne zastosowanie. Przypomnijcie sobie Finale czy choćby Chrono Triggera. Niby magia jest wszędzie itp. ale czy zdarzyło się wam, wykorzystać ją w innym momencie niż walka? Ja sobie nie przypominam. Nindento i Lukas Toys zrobiło świetną rzecz. Teraz magia może być wykorzystywana na ekranie "podróży" czyli wtedy, kiedy zwyczajnie eksplorujemy miasto, wioskę czy las. Jak? Eee... Moc "Move" służy do przesuwania różnych przedmiotów, cięższych np. kamieni, posągów. Czar "Catch" służy do łapania np. zawieszonych orzechów na drzewie :) A czar "Whirlwind" do ściągania winorośli z drogi itp. Może brzmi to banalnie, ale tylko uprzyjemnia to rozgrywkę. Zwłaszcza, że podczas używania jednego z tych (i innych) czarów, tło ekranu robi się innego koloru i widać efekt czaru. Ciekawe i nowatorskie...
Grafika w Golden Sun, jak to trąbią w prasie, jest dobra... Ok, wspaniała ( ale i tak CT rulez). Nie ma co się rozpisywać - jest taka, jak w innych eRPeGach tego gatunku. Śliczna, bajkowa, mangowa. Różnice między innymi produktami pojawiają się podczas walki. Mały uśmiech pojawił się na mojej twarzy, gdy przeniosłem się na arenie w finalowym stylu. Wtedy naprawdę doceniłem tą grę. Walka jest w 3D! Tak! Może nie jest to trzeci wymiar znany z PieCa, ale jednak... Ataki następują zaraz po sobie, a gdy używamy magii... Jest to efektowne i nic tak nie podnieca, jak użycie siły Djina czy zwykłego zaklęcia ognia.
Oprawa dźwiękowa jest dobra, zresztą jak w każdym eRPeGu japońskim. Oczywiście - te melodie nie mogą się nawet równać z... zgadnijcie kim? Final Fantasy na zawsze utrzyma się na pierwszym miejscu (przynajmniej u mnie). Właśnie. Brakowało mi jakiejś klimatycznej muzyczki. Gdy uruchamiamy GS, słyszymy wesołą muzyczkę... A uruchomcie program instalacyjny FF7 (sorry, że się tak odwołuję), posłuchajcie tej muzyczki, która wywołuje gwałtowną erekcję :)
Gra się dobrze, ale jednak... czegoś mi tu brakuje. Te wszystkie reklamy - super, super i jeszcze raz super. Już wiem co jest nie tak. Gra jest przereklamowana. Uwaga! Przereklamowana nie znaczy do bani! Nie mylcie pojęć. Po prostu, kampania reklamowa przygotowała ludzi na cudo, tą jedyną grę. Bez wad itp. A GS taką grą nie jest. Choć przyznaje, trzyma przy monitorze przez jakiś czas, potem staje się to monotonne. Idziemy, walka, potem lochy, walki, boss, lochy, walka. Podobnie było w FF'ach, ale tam trzymał jakoś klimat. Może dlatego, że gra była bardziej liniowa ;) a może dlatego, że w FF7 czy FF8 mamy świat bardziej nam współczesny (a raczej bardziej współczesny). Kto wie? Mi Golden Sun się spodobało, zwłaszcza, że autorzy mieli kilka ciekawych pomysłów. Ucieszyłem się, gdy zdobywając jeden z magicznych mieczy, zwykły atak zamienił się na mocniejszy cios specjalny. Zadowoliły mnie też artefakty w grze, które można zakupić w sklepie, ale... Denerwuje mnie początek gry, gdy mamy zaledwie jeden item ożywiający. Wyobraźcie sobie, że jesteście niedaleko Bilibin, czyli od reszty zachodnich miast oddziela cię łańcuch górski. I wyobraźcie sobie, że jedna z waszych postaci pada martwa, a wy nie macie feniks downa. :) Na złość, w Bilibin nie ma ci kto pomóc (NOC W INN NIE OŻYWIA TOWARZYSZY! :-( ), więc musisz wracać się przez łańcuch górski, aby zakupić lub zapłacić za leczenie w mieście oferującym te usługi. Mnie to totalnie zdenerwowało. Gra jest dla gracza, nie gracz dla gry!
Minusem są także dialogi... Może lepiej je nazwać monologami, bo trwają one krótko i są naciągane. To nie CT czy Final Fantasy... Tutaj Isaac jest zupełną niemową i nie odzywa się nawet wtedy, gdy jego towarzyszy porywają. Hehe, można się uprzeć, że wyręcza go od tego jego kumpel Garet, ale dla fanów RPG takie rozwiązanie jest co najmniej drętwe. Mogło by być lepiej, gdyby decyzje podczas dialogu (chodzi mi o "tak" lub "nie") stwarzały jakieś alternatywy. Nic z tego. Niezależnie czy klepniemy pierwszą bądź drugą opcję, zupełnie to nic nie zmieni. Chmm... Panie i Panowie- w eRPeGu dialogi to podstawa!
Mimo tych błędów GS jest grą dobrą i tylko taką. Biorę przy tej ocenie pod uwagę inne podobne gry. I jeśli chodzi o ogół, to nie stoi ona na pierwszym miejscu, jeśli zaś chodzi o GBA, to GS zajmuje pierwsze miejsce. Sytuację poprawia dodatek, a mianowicie tryb "Battle" gdzie wybierając sejva, przenosimy się na arenę. Staczamy tam pojedynki dla... chm. Nie miałem okazji dłużej przyjrzeć się drugiej opcji, ale fakt jest faktem - mamy więcej zabawy.
Podsumowując: GS to świetna gra dla posiadaczy GBA i dobra pozycja dla snesowców, pecetowców i innych takich ludzisków. :) Dzięki niej znów zapragnąłem zagrać w FF7 i FF8. :)
© Reksio Dogi <reksiorulez@wp.pl>
P.S. Plotki krążą po Necisku i wynika z nich, że twórcy przygotowują drugą część GS.