Gadanie
Apel - Caleb
Polska, ojczyzna Indian - Caleb
Gry a Książki - Devil
Życie jest grą - Lord Death
Gry a psychika - plusy? - 7-MAŁY-7

Polska, ojczyzna Indian

Ostatnio jadąc w autobusie usłyszałem dziwną rozmowę dwóch kolesi. Gadali sobie o grach, aż w końcu jeden powiedział:
- Jadę dzisiaj do mojego pirata po nowe gry.
- Przecież ostatnio kupiłeś u niego 3 gry
- Tak, ale mi się już znudziły.
Tak mnie ich rozmowa zaintrygowała i zdenerwowała, że aż postanowiłem napisać artykuł.
Wśród wielu graczy zauważyłem dziwny syndrom, który ja nazywam "Na Indianina", polega on na tym, żeby zagrać w jak najwięcej gier, w jak najszybszym czasie. Nie ważne, że nad jedną grą siedzi około dwa dni, a potem ją wyrzuca w kąt i zaczyna kolejną, i koleją, i kolejną, i jedzie do pirata, i tak w kółko. Niestety, takich graczy jest coraz więcej i zwykle są to gracze nowej ery, ale i zdarzają się wśród nich gracze starej szkoły - ci gracze, którzy powinni uczyć młodych poszanowania dla gier, a nie traktowania ich jak tanią dziwkę kupioną u alfonsa. A niestety coraz więcej graczy tak właśnie traktuje gry - na jedną noc i wyrzucić. A szkoda ponieważ tacy gracze nigdy nie poznają wszystkich smaczków w Metal Gear Solid, nie poznają nawet połowy ciosów w Takenie, czy miodności ISS. Taki gracz woli sobie przejść grę na kodach z opisem w łapie na poziomie easy w jedną nockę. A jakby taki gracz kupił którąkolwiek z tych gier oryginalną za własną kasę, oczywiście zarobioną? Idę o zakład, że grałby w nią o wiele dłużej i to o naprawdę o wiele dłużej, i może by się w końcu nauczył szacunku dla gier. I ktoś odpowie: jak można grać w jeden tytuł cztery czy pięć miesięcy? A można, i o wiele lepiej się w taką grę gra niż w grę kupioną u pirata, grę kupioną za własną zarobioną kasę. I tu kolejny problem: skąd wziąć kasę? Już spieszę z pomocą - ludzie, chodźcie i pytajcie się o pracę, a to przy roznoszeniu ulotek, a nawet można wykonać taki szalony plan i stworzyć własnego zina i jeśli się wam poszczęści, będziecie mieli gry od sponsora. Ale gdzie tam, lepiej iść wytępić kasę od starych i kupić dziesięć gier w cenie jednej. A mówił wam ktoś, że piractwo to kradzież i to nie byle jaka kradzież, bo okradacie ludzi, którzy pracują dla was przez czasami wiele lat, abyście mogli sobie zagrać w daną grę, w którą oni musieli włożyć wiele pracy i nieraz pieniędzy. A wy po prostu idziecie na stadion i kradniecie im to nad czym oni pracowali w pocie czoła. Nie dociera to do was, to pomyślcie tak, że postanawiacie zrobić grę i wkładacie w dany projekt mnóstwo czasu, pieniędzy, pracy i gdy w końcu kończycie pracę nad grą i cieszycie się waszym projektem, jakiś podwórkowy gangster w dresach waszą grę sprzedaje za piętnaście złotych, kasę która wam się należy, bierze on. Nie wkurzylibyście się? Bo ja jak cholera. A potem się dziwicie, czemu nie ma spolszczonych gier. Ja nie widzę sensu by taki dystrybutor miał wykładać kasę na przetłumaczenie, skoro i tak nikt nie kupi oryginała, nawet jakby gra królowała na listach przebojów. Co z tego, skoro dla dystrybutorów nie liczy się ilość sprzedanych kopii gier pirackich - dla nich liczą się tylko ci gracze, którzy kupili oryginał. I naprawdę polecam kupić jedną grę oryginalną za własną kasę i zobaczyć, o ile lepiej się w nią gra, spróbuje przejść oryginała na wszystkich stopniach trudności. Oczywiście wina też po części leży po stronie dystrybutorów, jednak to nie powód by od razy ich okradać, zróbcie jakiś strajk, wysyłajcie listy, wymyślcie cokolwiek, ale nie kradnijcie.
I tu nasuwa się kolejna mądra rada wujka Caleba: "Jak nożna kochać gry, a zarazem okradać ich twórców, ludzi, którzy wkładają tyle serca w tworzenie jakiegoś tam tytułu, abyście wy mogli zagrać. Jak można kochać gry, a tak naprawdę niszczyć tą branżę?". I niestety taka jest prawda, i po raz kolejny apeluję: kupcie przynajmniej jednego oryginała zamiast tych dziesięciu innych gier i przejdźcie go na wszystkie możliwe sposoby, a zobaczycie, ile radości niesie ze sobą granie. A skoro nie możecie kupować oryginałów, to przynajmniej nie chwalcie się tym, że kupujecie piraty i przyznajcie sami sobie, że to jest kradzież. Bo naprawdę dużą radość niesie ze sobą przejście gry oryginalnej, kupionej za własną oryginalną kasę, niż przejście pirata. Wiem coś o tym.
I tym optymistycznym akcentem kończę ten artykuł, drodzy Indianie. Mam nadzieję, że się opanujecie.

© Caleb

P.S. Pisząc ten artykuł słuchałem Pink Floyd i Linkink Park.

Spis treści
Wstępniak
Recenzje
Stare, ale jare
Małe Gierki
THPS2&3 Center
Heroes Corner
SiMs Corner
TNT
Stuff
Gadanie
Listy
Redakcja
Historia

Exit