Ostatnio nie miałem co robić, więc siadłem sobie przed telewizorem.
Zapuściłem drugi program i zobaczyłem zapowiedź filmu
dokumentalnego: "Kiniarz". Od razu pomyślałem - fajnie będzie popatrzeć.
Zawsze uważałem, że cykl "Polska bez tajemnic" jest wartościowy, ma w
sobie coś prawdziwego, coś z życia. Niech nikt zresztą mi nie wmawia, że "Bar" czy
BB pokazują prawdziwych ludzi w prawdziwym życiu!
Do emisji było jeszcze
dobre pół godziny, więc byłem skazany na amerykańskie seriale sensacyjne...
Jakoś przeżyłem to bombardowanie chałowymi tekstami.
Zaraz na początku zauważyłem, że się myliłem... wcale nie było tak fajnie.
Patrząc na "Kiniarza" męczyłem się. To było trudno oglądać. Może teraz opowiem
tak z grubsza treść, a dopiero potem wyrażę swoje odczucia i opinie.
Mała wieś w Polsce. Biedna rodzina, trójka dzieci, żaden z rodziców nie
pracuje, wszyscy żyją z 300 zł zasiłku na miesiąc. Najstarsze dziecko ma
16 lat, chodzi do gimnazjum. Nie pamiętam jak ten chłopak miał na imię,
będę więc nazywać go Krzyśkiem. Krzysiek chodzi do gimnazjum.
Dosłownie "chodzi" - pieszo kilka kilometrów dziennie. Opisywał
na początku swój przeciętny dzień. Pobudka, brak śniadania... na
piechotę do szkoły, po szkole do domu i zabawiać dzieci, zdobyć jakoś
jedzenie, spać.
Nigdy jeszcze nie widziałem człowieka tak kochającego swoje rodzeństwo.
Potrafił nie jeść, by jego młodsza siostrzyczka i brat nie byli głodni.
Pewnie on i tak nie będzie tego czytać, ale
chciałbym mu kiedyś uścisnąć rękę i powiedzieć: "Facet, jesteś wartościowym
człowiekiem!!"
Nauka nie idzie mu zbyt dobrze, lepiej było wtedy, gdy miał jeszcze książki.
Teraz nawet tego nie ma. Jego marzeniem jest skończyć szkołę murarską.
Chciałby pracować na budowie, żeby jakoś pomóc rodzinie.
Powiedział, że nawet nie marzy o niczym więcej, bo wie, że i tak na więcej
go nie stać... Nie ma żadnych pretensji do bogatych. Wierzy, że obok
świata dla bogatych jest też taki dla biedniejszych i właśnie ten
chciałby kiedyś odnaleźć. Tam mógłby zdobyć swój zawód i pracować.
Jego rodzice każdego wieczoru robią to samo: grają w kości. Telewizora nie
mają. Grają jak jakieś automaty, nie odzywają się, nie śmieją się. Tylko
rzucają...
Ojciec Krzyśka czuje się winny tej sytuacji. Kiedyś próbował temu zaradzić,
ale został pokonany przez życie, teraz mało mówi, jest jakby martwy.
Bezsilny. Gdy zdenerwuje się wychodzi do lasu i tam siedzi, aż znów ogarnie
ten dziwny spokój, niemoc.
Jedyną osobą, która czasami pomaga tej rodzinie jest pan Antoni, który
jeździ z kinem po okolicznych miejscowościach. Właściwie "kiniarz"
to jedyna bliska osobą dla Krzyśka.
To on kupił mu zeszyty i buty.
Znaleźć ten świat.....
A po tym dokumencie zaraz puścili w telewizji reklamy. Jakaś modelka z
tapetą na ryju reklamowała szminkę, potem kolejna reklama jakiegoś budyniu
a potem jeszcze jedna i jeszcze jedna... A Krzysiek i jego
rodzina i wiele innych rodzin...
Oglądając ten program męczyłem się. Oczywiście wiedziałem, że jest wiele
biednych rodzin, ale musze się przyznać - zawsze myślałem, że są sami
sobie winni, że nie są wartościowymi
ludźmi. Myliłem się. Teraz jest mi głupio. Na świecie jest
niesprawiedliwie...
Ten chłopak był... to znaczy "jest" mądry, ma mądrość życiową. Ta cała bogata
młodzież tracąca pieniądze na papierosy, alkohol, niepotrzebne
ciuchy... a tacy jak ten chłopak nie mają nawet czego do garnka
włożyć.
Podziwiam go za ten spokój z jakim przyjmuje swój los. Ja... nie
potrafiłbym, buntowałbym się, głośno krzyczał. Chociaż kto wie, może po
jakimś czasie też bym tak uspokoił się. Chyba rozumiem ojca tej rodziny.
Jest bezsilny i zdenerwowany, nie może nic zrobić. To tak jak próbować
przebić ręką mur. Wiesz, że tego nie zrobisz, nic nie możesz innego
poradzić, ale i tak próbujesz, aż w końcu rezygnujesz i usiądziesz pod nim.
Po co ja właściwie to wszystko piszę? A kto to wie...
Jest wielu ludzi, którzy obojętnie przechodzą obok takich
tragedii. Nie będę ukrywać, że i ja nader często jestem jednym z nich.
Być może piszę to, by usprawiedliwić sięprzed całą tą masą
czytelników, która to przeczyta. Ja nie mogę nic zrobić, ale chcę
dobrze... - chciałoby się napisać.
Mogę tylko tyle co teraz: opisać z grubsza całą sprawę. Nie
ja jestem od rozwiązywania takich problemów, ponoć w naszym państwie
są specjalne urzędy od tego. (a może to co napisałem teraz to tylko
próba pozbycia się odpowiedzialności...) Cholera, sam nie wiem. Ale ja
naprawdę nie mogę zrobić nic więcej. Przynajmniej na razie nie mogę
nic uczynić, ale może kiedyś w przyszłości będzie można coś zdziałać...
To jest dla mnie za trudne.