Jestem zmęczona. Naprawdę zmęczona. Umierałam dzisiaj sześć razy (próba
Hamleta jestem, Ofelią) to mi wystarczy. Nie, nie idę jeszcze do domu. Po co?
Nie chcę tam iść. Nikogo tam nie ma. Jest pusto. Ale sama jestem sobie winna.
Rodzinka wyjechała nad rzeczkę ja nie przepadam za rodzinnymi wypadami, dlatego
jestem sama. Która godzina?
„Przepraszam ma pan może zegarek” Stwierdziłam nie zapytam, wiedziałam, że ma.
„W pół do szóstej dziecko”
Dziecko? Ach no tak przez tego Hamleta zapomniałam, że mam czternaście lat. Wpół
do szóstej? Hm próba się przedłużyła. Nie stanowczo nie idę do domu. Wracają za
dwa dni…
Gdzie iść?
No tak. Jest takie miejsce. Moje miejsce. Zielono. Strumyk płynie. Czasem myślę,
że wszyscy zapomnieli o tej małej polance zasłoniętej drzewami.
Doszłam. Jak zwykle jest pięknie. Kładę się na trawie. Cos mi przeszkadza, coś
uwiera mnie w plecy. Plecak! Pospiesznie go ściągam i kładę obok. Po chwili
ściągam z siebie polar i kładę się na nim. Wyciągam się. Patrzę w niebo. Chmury.
Chyba tylko ja jestem na tyle stuknięta by zachwycać się niebem, trawą i
drzewami. Ale przecież…to jest piękne!
MOTYL!
Niewiarygodne usiadł obok mnie. Tak jak ja wygrzewa się na słońcu. Na nieznanego
boga jest cudowny!
Zamykam oczy. Wyobrażam sobie, że świat zaczyna się kręcić coraz szybciej, i
szybciej, i szybciej. Tak, że wszystko zaczyna wirować. Wstaje nie otwierając
oczu. Rozkładam ręce zaczynam kręcić się wokół własnej osi. W końcu tracę
kontrole. Padam i śmieje się, śmieje się z całych sił. Bo tylko tyle mi zostało.
Po chwili śmiech zamienia się w płacz i krzyk wywołany bezsilnością.
„Czemu mnie zostawiłeś?! Czemu do cholery jasnej mnie zostawiłeś! Czemu to
akurat ty musiałeś umrzeć!? W imię czego? Po co?! Wróć! Ja cię potrzebuje!”
Łykam słowa przez łzy. Łapie nadzieje która ktoś kto był tu przede mną zostawił
rozwiana na wietrze. Znów kładę się na polarze i zamykam oczy. Wyobrażam sobie
tysiące, miliony małych ogników. Lubię ogień. Otwieram oczy.
„Czy ja jestem normalna?”- Pytam sama siebie. Nie odpowiadam, odpowiedź jest
nazbyt oczywista.
Sięgam do plecaka. Hm…co my tu mamy. Cola nie dojedzony batonik, paczka
słoneczniku, zeszyt, długopis, parę kaset i walkman. Zakładam słuchawki. Grzebie
w kasetach. Black Sabath, Ironi, NIRVANA i…Merlin Manson? Co on tutaj robi?
Pewnie Bartek mi go podrzucił. No cóż. Raz można posłuchać. Wkładam kasetę do
patefonu i naciskam „pley”.
Niech mnie! On ma świetny głos!
Znów zamykam oczy. Przede mną rozpościera się bezdenna nicość. Pustka. Ciemność.
Uciekam…uciekam choć wiem, że nie mam dokąd uciec. Gonią mnie cienie. Cienie
mojego chorego umysłu.
Wiem to głupie ale nie mogę otworzyć oczu.
Zapadam w sen. To nie jest miły sen.
Budzi mnie jakiś głos. Czyj? Nie wiem.
Otwieram oczy. Nade mną stoi jakiś chłopak. Wysoki, ma duże czarne jak węgiel
oczy. Dość długie włosy. W ręku dzierży gitarę. Jestem nieco zdziwiona, więc nie
odzywam się. Poprzestaje na gapieniu się w niego jak gdybym nie była w stanie
się podnieść. Zdaje sobie sprawę z tego, że wyglądam teraz dziwnie. We włosach
mam na pewno pełno trawy, podkrążone oczy i podkurczone nogi tak, że kolana
dotykają brody. W końcu po całej wieczności słyszę jego chrapliwy głos:
-Co ty tu robisz?
Ośmielona tym, że to on zaryzykował i pierwszy się odezwał odpowiadam nieco
łamliwym głosem:
-Głupie pytanie.
Chłopak kładzie gitarę i sam siada obok mnie.
-Widocznie nie jestem nazbyt kompetentnym rozmówcą. Odpowiedz. Nie lubię
pozostawionych pytań bez odpowiedzi. Ty też nie.
Jak to? Co on sobie wyobraża?! Nie zna mnie! Zauważam, że nadal na moich uszach
znajdują się słuchawki. Pośpiesznie je ściągam.
-No wiec jak będzie, odpowiesz czy zamierzasz się tak dziwić do końca swego
cytuje „bezsensownego życia”. No nie patrz tak na mnie. Zostawiłaś tu kiedyś
swój pamiętnik i parę listów. Wiem nie powinienem tego czytać, ale co ty byś
zrobiła na moim miejscu? Pamiętnik nie był podpisany. Nie wiedziałem komu go
oddać, więc go przeczytałem. Podoba mi się, mogłabyś go opublikować. Też mam
czasami takie myśli jak ty.
Trochę zdezorientowana siadam na trawie prostując nogi. Jestem zdziwiona,
przyznaje, że nie bardzo wiem z kim mam przyjemność. Owszem zginął mi pamiętnik
i parę nigdy nie wysłanych listów, ale że zgubiłam je tu…hm…i co ja mam teraz o
tym myśleć? Zamiast tego potoku słów cisnących mi się na usta wydusiłam z siebie
tylko płaczliwe:
-I po co mi to wszystko mówisz? Po co? żebym się źle poczuła? Czuje się źle. Od
dłuższego czasu. Bo wiem, że nie jestem normalna. Po co mi to mówisz? I bez tego
jestem nic nie warta! Nie musisz mi tego udowadniać, nie proszę cię o to. Nie
znam cię. I nie chcę cię poznać.
Wstałam, ten ktoś złapał mnie za ramie.
-hey! Ja nie chciałem robić ci przykrości. Nie to było moim celem. Wręcz
przeciwnie. Czuje się tak jakbym znalazł kogoś kto mówi tym samym językiem co
ja.
Lekko się wyrywam i powolutku zaczęłam odchodzić. Ten ktoś usiadł na trawie, nie
na moim polarze! Zapomniałam! Mój plecak i polar. Podchodzę do niego i grzecznie
proszę go by wstał. Nie wstaje. Zaczyna grać na gitarze „One” Metallicy i mówi:
-Pisałaś, że bardzo lubisz ta piosenkę, że ona ma sens, głupio się przyznać ale
wyuczyłem się jej po trosze dla ciebie.
Siadam. Rozmawiałam z nim potem. Nie mieszka w moim mieście. Ma na imię Mateusz.
Żałuje, że nie mieszka w Świdnicy. Bardzo żałuje. Jest świetnym kumplem.
Wiem to dziwne ale po tym jak go spotkałam zobaczyłam światełko w życiu. Widzę
teraz w sobie sens.
Nadal pisze pamiętnik. Ale nie tylko dla siebie. On tez to czyta. A ja czytam
jego zwierzenia. Tak jest łatwiej. Łatwiej jest podzielić się z kimś swoimi
uczuciami.
Napisałam to po to by pokazać wam jak ważne jest posiadanie kogokolwiek w naszym
życiu. Może to być nawet ktoś, kogo poznajemy przypadkiem.
Marudziła Freyja (wrona65@wp.pl)
PS: Royal Gryffin zdaje się, że wiem, co czujesz (chodzi o txt “Przyszłość z
pytajnikiem”)