WIDMO KRĄŻY NAD EUROPĄ


Pasibrzuch



     O feralnych wyborach we Francji, Le Penie i jego Froncie Narodowym napisano już wiele. Nikt jednak nie napisał dotychczas całej prawdy o tym co się stało...
     21 kwietnia odbyła się we Francji pierwsza tura wyborów prezydenckich. Nudna kampania, nudni politycy, przewidywalny wynik. I niespodzianka. Do drugiej tury nie wszedł socjalista Jospin, którego minimalnie wyprzedził Le Pen, ktoś z okolic narodowego socjalizmu, polityczne skrzyżowanie Leppera z Ligą Polskich Rodzin. Przez Francję przetoczyła się fala protestów, społecznego oburzenia i krytyki wyborców, którzy odważyli się postawić krzyżyk przy liderze Frontu Narodowego. Dwa tygodnie później, w drugiej turze wyborów Chirac zmiażdżył Le Pena a Francja odetchnęła z ulgą.
     Dyskusja, jaka rozgorzała w związku z wyborami zupełnie ominęła kilka aspektów sprawy. Przyjrzyjmy się jej bliżej, bez okularów politycznej poprawności...

     Wszyscy z oburzeniem rozprawiali nad 16 procentami wyborców, którzy poparli "skrajną prawicę", "demagoga i awanturnika" Le Pena. Czy ktokolwiek zadał sobie jednak trud policzenia ileż to procent głosów zebrali kandydaci skrajnej lewicy?
     Popatrzmy: Arlette Laquiller z Walki Robotniczej - 5,73%. Olivier Besancenot z Rewolucyjnej Ligi Komunistycznej - 4,26%. Robert Hue z Francuskiej Partii Komunistycznej - 3,38%. Christane Taubira z Ruchu Lewicowych Radykałów - 2,32%. I dodatkowo 0,47% dla lewaka Daniela Glucksteina z Partii Pracowników.
     Po zsumowaniu okazuje się, że skrajna lewica zebrała ponad 16% głosów, które - jej pech - rozłożyły się między dużą liczbę kandydatów. Debatując nad głupotą szóstej części francuskich wyborców zręcznie pominięto inną szóstą część, która poparła radykalną lewicę, komunistów, a ich działanie kilka tysięcy kilometrów dalej, nad Wisłą, jest przecież wręcz zakazane konstytucyjnie!

     Ta przemilczana druga strona medalu to rzecz zupełnie dla mnie normalna. W całej Europie straszy się dzieci faszyzmem, bardziej zdecydowanych prawicowców wyzywa się od ksenofobów i hitlerowców. Jednocześnie nikt dziś nie pamięta, że rządy komunistów przyniosły światu wielokrotnie więcej ofiar niż Hitler z całą III Rzeszą. Dziś, podobnie jak pół wieku temu, ludzie kręcą filmy o Oświęcimiu, holocauście i zbrodniach nazistowskich a jednocześnie zamilcza się zbrodnie komunistyczne. Gdy po procesie norymberskim na stryczku zawiśli hitlerowscy oprawcy nikt nie upomniał się o tych, którzy mordowali w Katyniu. Cóż - takie były czasy.
     W świadomości europejskiej zrodziła się niebezpieczna dysproporcja, asymetria w postrzeganiu historii. Zaczęło się to zapewne wraz z czerwcem 1941, kiedy Niemcy zaatakowały ZSRR i siłą rzeczy Stalin znalazł się w obozie aliantów. Od tamtej pory Europa z całych sił wspierała swoich wschodnich sprzymierzeńców, w jednej chwili Stalin stał się dobrym wujaszkiem Józefem i tak już chyba zostało po dziś dzień. Choć wszyscy już wiedzą czym był komunizm, dzieci dalej straszy się Hitlerem, a Stalin to ten, co Hitlera zmiażdżył...
     Le Pen, choć mogę się mylić, nie odwoływał się bezpośrednio do hitlerowskiej ideologii, nie przedstawiał się jako faszysta, nazista ani nic z tych rzeczy. Francuscy lewacy wręcz przeciwnie - czerwone flagi, górnolotne pierdoły o wyższości komunizmu. Jednocześnie nikogo to nie razi i nie oburza. To pewnie odbija się czkawką nierozliczenie z przeszłością. Niemcy miały swoją denazyfikację, ale nikt nigdy nie aplikował światu dekomunizacji. Lenin dalej śpi w swoim mauzoleum - tak ładnie zakonserwowany, że tylko patrzeć jak się obudzi. Kto wie - może takie ma plany?

     Rzecz ostatnia. Czy Le Pen to aby na pewno skrajna prawica? Problem z odróżnieniem skrajnej prawicy i lewicy istniał od zawsze. Nie trzeba wielkiej spostrzegawczości, żeby zobaczyć iż uważani za skrajną prawicę narodowi socjaliści Hitlera i skrajnie lewicowi komuniści Stalina, byli w istocie reprezentantami ideologii szalenie do siebie zbliżonych. Jak to możliwe, że są na skrajnych krańcach politycznej sceny?
     Podobnie jest z dzisiejszym Le Penem, który polityczny kapitał zbił tylko po części na hasłach narodowych. Gwoździem jego programu były bowiem postulaty w rodzaju "zabrać bogatym i rozdać biednym", "musi zapanować społeczna sprawiedliwość" itd. Socjalistyczne poglądy Le Pena stawiają go w jednym szeregu z lewakami. Różnica między Le Penem a francuską skrajną lewicą polega co najwyżej na tym, że Le Pen operuje retoryką narodową, wrogo odnosi się do rosnącej liczby imigrantów, ale argument "obcych zabierających nam pracę" stosują też lewacy, tyle że z mniejszym natężeniem.
     Prawdziwy kłopot postrzegałbym więc nie w tym, że narodowiec zebrał 16 procentowe poparcie, ale w tym, że radykalni socjalistyczni populiści zgarnęli do społu jedną trzecią głosów! Czy operują oni narodową, czy nienarodową retoryką jest tu sprawą drugorzędną.

     Najważniejsze i zarazem najgroźniejsze jest to, że we Francji odradza się komunistyczna hydra, widmo znów zaczyna krążyć nad Europą. Ulicami przetaczają się tysiące antyglobalistów, wśród których pojawiają się gwiazdy estrady i do społu snują rozmyślania o "nowym wspaniałym świecie", który już raz budowano płacąc cenę milionów ludzkich istnień. Nad głowami łopocą im czerwone flagi z obowiązkowym sierpem i młotem. Ja zaczynam się martwić a europejskie elity dalej opowiadają, że faszyzm, że Le Pen, że Lepper, że lekarstwem Unia Europejska...
     Komuniści mieli taką ładną piosenkę, co brzmiała "Wyklęty powstań ludu ziemi, /Powstańcie, których dręczy głód...". Oni już kiedyś powstali, żeby zburzyć stary i zbudować nowy świat, a potem umierali milionami z głodu, chorób i w syberyjskim mrozie. Dziś ludzie znów zaczynają wierzyć, że rzeczywistość można kształtować do woli, znów zaczynają nienawidzieć kapitalizmu, globalizacji i bogaczy. Czy "wyklęty lud" powstanie raz jeszcze? Czy nierozliczona historia zatoczy koło, żeby wkuć nam do głowy bolesną lekcję, którą świat przegapił?



Lubię ich: Kościół Rzymskokatolicki (www.opoka.org.pl), Unia Polityki Realnej (www.upr.org.pl), Klub Zachowawczo-Monarchistyczny (www.monarchia.pl), Magazyn "Bez Uprzedzeń" (www.bezuprzedzen.pl), Towarzystwo im. Stefana Kisielewskiego (www.konserwatysta.net), Liga Prokapitalistyczna (www.kapitalizm.republika.pl).


Pasibrzuch