Hymn na chwałę Tepsy I Kochanej

Po raz kolejny byłam w siedzibie Tepsy. Oczywiście o książce telefonicznej mogłam tylko pomarzyć :). Miałam nieodparte wrażenie, że tamten szczęśliwiec w beżowym płaszczu i brązowych sztruksach, z tą właśnie książką w ręce mógłby spokojnie zagrać w Totka. :) Obróciłam się i w gablotce zobaczyłam - fanfary!!! - telefon komórkowy w przystępnej cenie. Nie, nie żebym to ja o komórce marzyła ;). Następnego dnia koleżanka świętowała osiemnastkę i wraz z duuuużą grupą znajomych zrzuciliśmy się na prezent, o którego kupieniu z nieco większym wyprzedzeniem nikt nie pomyślał ;). To jest to! - pomyślałam i w duchu obiecałam sobie, że jeszcze tu wrócę :). Nazajutrz, dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności (widzicie! niezbity dowód na to, że szczęśliwe też się czasem zdarzają ;)), a raczej wysokiej absencji nauczycieli :) wraz z Ariadną i Beatą (pozdrawiam przy okazji!) oraz odpowiednio grubym portfelem wybrałyśmy się do Tepsy. Wchodzimy... olbrzymia kolejka. Nawet nie myślałam, że tylu ludzi może tam się zmieścić! :) Okazało się, że bardzo sympatyczna pani w kasie akurat ma króciutką przerwę śniadaniową. Przerwa "odrobinkę" się przedłużała, a my, znudzone, na zmianę pilnując miejsca w kolejce, obejrzałyśmy chyba całą "siedzibę". Teraz krótki cytat z podsłucha... znaczy się usłyszanej przypadkiem rozmowy w kolejce (to naprawdę niespecjalnie! no co, nie wierzycie! ;)).
- Tak to jest w urzędach... Człowiek zawsze się nastoi w kolejkach. Co innego prywatne firmy. One dbają o klienta.
- Ależ to JEST firma!
Bez komentarza :).
Bardzo sympatyczna pani w kasie na szczęście zjadła już śniadanie. Kolejka powoli, baaardzo powoli skracała się i w końcu, pokonawszy drogę trudną i wyboistą ;) dotarłyśmy do kasy.
- Poproszę telefon Mitsubishi Trium Mars (jakoś tak to się nazywało ;)). Pani w okienku zastanowiła się, westchnęła i powiedziała mniej więcej tak:
- A musi być teraz?
Po prostu mnie "zatkało". 15 minut do lekcji matmy, za parę godzin osiemnastka, a tu...
Na szczęście najczarniejsze myśli nie spełniły się. Kiedy wręczono nam kartonik z telefonem, poczułam się jakbym co najmniej odkryła nowy ląd albo znalazła skarb na podwórku :).
Vivat Telekomunikacja Polska SA!

Tawananna