ŚPIJ SPOKOJNIE, DARWINIE
Pasibrzuch
      Skutki artykułu "Ewolucjonizm się krzaczy" przeszły najśmielsze moje oczekiwania. Oto pojawiło się całe grono wybitnych znawców ewolucji, którzy za pomocą dziesiątek maili i kilku artykułów wzięli się za nawracanie niepoprawnego kreacjonisty Pasibrzucha. Pora aby coś sobie wyjaśnić...
      Tak się składa, że byłem przez długi czas poprawnym uczniem, który czytał z zapartym tchem podręczniki do biologii i uważał, że tak jak niebo jest niebieskie a trawa zielona - tak zwierzątka i roślinki powstały przez ewolucję. Potem przyszło jednak spotkanie z ruchem kreacjonistów czyli oponentów stronnictwa ewolucjonistów. Po przebiciu się przez sporą ilość najróżniejszych publikacji poczułem się mocno skołowany, bo nijak nie potrafiłem odpowiedzieć na argumenty kreacjonistów, którzy pytali o różne braki w darwinowskiej teorii. Okazało się, że ewolucja nie jest doskonała i dalej pozostaje w dużej mierze niepełna. To czyni ją oczywiście podatną na ataki.
      Pomysł pojawił się nagle (Ci, którzy zechcieli do mnie napisać już znają tą hisotrię). Przeczytawszy artykuł ReeVia, który zawierał garść błędnych wniosków postanowiłem napisać polemikę i spróbować walczyć świeżo poznanymi argumentami kreacjonistów. Zgodnie z założeniem, że "potem zobaczymy co z tego wyjdzie".
      Sam poglądów na ewolucję nie mam konkretnie wyrobionych. Zawsze w nią wierzyłem i myślę, że w pewnej mierze wierzę w nią nadal. Doskonale rozumiem, że ewolucja może być genialnym boskim narzędziem stworzenia i zawsze do takiej koncepcji się przychylałem. Jednak wątpliwości kreacjonistów wydały mi się na tyle interesujące i godne ewentualnego rozwiania, że napisałem swój tekst, który sprawił ponoć, że Darwin zaczął się przewracać w grobie. Moim celem nie było niepokojenie wiecznie odpoczywającego, więc niniejszym go przepraszam.
      Raz jeszcze podkreślam, że zawsze twierdziłem, iż Bóg stworzył świat przez ewolucję (tak czy inaczej rozumianą) i nie ma w tym sprzeczności. Idea kreacjonizmu, czyli stworzenia świata przez Boga "tak poprostu", jest jednak bliska mojemu sercu i gdy nagle się pojawiła w mym umyśle wprowadziła w nim spore spustoszenie. Dziś mogę powiedzieć, że jestem na etapie odbudowywania swoich poglądów i opinii. Efekt tego będzie zapewne taki, że nadal wierząc w ewolucję dostrzegę w niej znacznie więcej miejsc dla boskiej interwencji a jednocześnie utrzymam zdrową dawkę sceptycyzmu do teorii ewolucji, która dotychczas wydawała mi się monolitem, faktem naukowym a dziś już wiem, że jest teorią, która cały czas ewoluuje (jak na ewolucję przystało! :) i posiada jeszcze pewne słabe punkty.
      Uprzejmie dziękuję Prof. Ogóra$owi za wyłożenie mi spokojnie i fachowo tego, czego nijak nie mogłem doszukać się u ReeVia. Dziękuję też Military Police from Sosnowiec za ich tekst objaśniający ewolucję, który jednak nie rozwiewa wątpliwości kreacjonistów omijając zupełnie ich pytania. Dziękuję człowiekowi podpisującemu się Q.B.A., który w swojej złośliwej polemice próbował usilnie i bardzo żarliwie zniszczyć mnie i moje wątpliwości tylko po to, aby w końcu przytoczyć definicję fanatyzmu, o który mnie posądza (nadmierna żarliwość w wyznawaniu jakichś poglądów połączona z nietolerancją i ostrym zwalczaniem odmiennych poglądów). Kto domyśly - już wie o co mi chodzi.
      Dziękuję też za doprawdy niesamowitą pracę jaką włożył w swój artykuł Jabba, który przekopał się przez jakieś mądre książki aby oświetlić nieco kwestię luk w teorii ewolucji i różnych innych wątpliwości kreacjonistów. Jeśli ktokolwiek z was nie przeczytał jego artykułu "Ewolucja - fakt naukowy czy tylko teoria" winien co prędzej zajrzeć do AM#25!
ERYK SIĘ PIEKLI
      Z kolei Eryk wykorzystał mój artykuł do ataku na moją osobę. Po kilku polemikach, jakie napisałem do jego tekstów, sam wspomina jak bardzo mnie nie lubi, więc nie byłem zdziwiony.
      "...Te zwierzęta, które wyszły na ląd w poszukiwaniu jedzenia zwolniły tym samy miejsce dla innych zwierząt. Nie było także aż tylu chętnych na jednego glona:). Proste?..."
      Ta odpowiedź jest jeszcze jedną pokusą aby wdać się w polemikę. Tak się składa, że żadne zwierzątka nie wychodziły z wody tak poprostu, ale w procesie trwającym miliony lat. Dlaczego więc Eryk zakłada, że zwolniły komukolwiek miejsce, że pod wodą stało się luźniej? To oczywista bzdura, wszak to że zwierzątka rozmnożyły się zasiedlając ląd nie oznacza, że stało się ich mniej pod wodą! To, że Europejczycy opanowali Amerykę nie oznacza, że Europa jest dziś mniej liczna niż przed Kolumbem!
      Na moje słowa jakoby istniał Bóg Eryk odpowiedział: "Bo nie ma dowodów na jego istnienie! Biblia? Cóż to jest za dowód?". Jednak dwa akapity wyżej, na moją prośbę o dowody na ewolucję pisał "A przejdź się do biblioteki!". Dziękuję za tą radę, ale stosując taktykę Eryka mógłbym odpowiedzieć, że "książki fantasy" (tak Eryk nazwał Biblię) wielkich biologów nie są dla mnie żadnym dowodem!
      Jednym słowem: polemika Eryka może zdziałać co najwyżej tyle, że wzrośnie moja sympatia dla kreacjonistów. Tak się bowiem składa, że przypadek Eryka podpada pod zasadę Mikołaja Gomeza Davili mówiącą, że "zwolennicy jakiejś sprawy są z reguły najlepszymi argumentami przeciw niej".
PO CO KOMU NIBY-RYBKA?
      Jeśli już ujawniło się tak szacowne grono wybitnych biologów to mam jeszcze jedno pytanie. Odnosi się do pewnych małży słodkowodnych Lampsilis ventricosa. Żyją sobie one zagrzebane w osadach dennych, przy czym część ciała wystawiają ponad powierzchnię osadu. Ta część ma kształt małej rybki o zadziwiającej szczegółowości budowy (oko, ogon i falujące rytmicznie pokrywy skrzelowe!). W tejże dziwnej niby-rybce znajdują się jaja, które rozwiną się dopiero, gdy inna rybka złapie się na tą przynętę i hapsnie niby-rybkę. Pytanie kreacjonisty zabrzmi: jakim sposobem powstała ta pseudo-rybka?
      Ewolucja promuje rozwiązania najlepsze, praktyczne i pożyteczne. Przecież ten wyrostek w kształcie ryby nie mógł od razu wyglądać jak ryba. Jak to możliwe więc, aby ewolucja tego małża inwestowała w niby-rybkę, rozwijała ją? Przecież wcześniej, nim zaczęło toto wyglądać jak rybka, nie stanowiło żadnej wartości dla małża a mogło wręcz przeszkadzać! Dlaczego przez miliony lat ewolucja wykształcała mozolnie tą niby-rybkę skoro przez długi czas przed przyjęciem dzisiejszych kształtów była ona bezużyteczna?! Ewolucja nie myśli, ona tylko premiuje pożyteczne rozwiązania i lepsze dostosowanie. Dlaczego zainwestowała w coś co przez długie lata nie miało wartości?
      To jedno z pytań kreacjonistów. To, że je zadałem - podkreślam - nie oznacza, że uważam Darwina za palanta. Chciałbym jednak, aby ktoś zechciał rozwiać moje wątpliwości. Będę niezwykle rad.
Pasibrzuch