Witam wszystkich, którzy zechcą rzucić okiem na poniższe wypociny (ze
szczególnym uwzględnieniem przedstawicielek płci pięknej :)),
Wielu z Was zapewne uzna niniejsze słowa za szukanie dziury w całym...ale nie
uprzedzajmy faktów ;)
Otóż całkiem niedawno naszła mnie pewna Refleksja (czasem tak mam). W dodatku
przyprowadziła swoją koleżankę - Wątpliwość. Jak to zazwyczaj w takich
sytuacjach bywa - podjęliśmy polemikę (ja w kooperacji z wszystkimi dwoma
szarymi, tkwiącymi pod moim czerepem ;)), której tematem były warunki umowy,
akceptowane przed instalacją niemal każdej, dowolnej aplikacji. Niestety kwestia
pozostała nierozstrzygnięta, ponieważ Refleksja podejrzanie szybko się ulotniła
(a przecież się kąpałem ;)), natomiast Wątpliwość się sieje (bez podtekstów ;))
i nie sposób z nią dyskutować.
W tym momencie dochodzimy do sedna sprawy;
Cały sztab ludzi i wszelkiej maści podmiotów gospodarczych, odpowiedzialnych w
mniejszym lub większym stopniu za obecność gry na półce w moim pokoju, stawia
mnie przed faktem dokonanym. W jaki sposób? Pozbawiając mnie możliwości
przeprowadzenia wnikliwej analizy warunków umowy kupna - sprzedaży przed jej
zawarciem. Deklarując chęć nabycia legalnego produktu, kupuję kota w worku. Czy
jeśli podczas instalacji, z jakichkolwiek powodów nie zaakceptuję warunków
oferowanych przez autorów, producentów, dystrybutorów etc. i wrócę z nośnikiem
do sprzedawcy - dostanę z powrotem pieniądze (?).
Przypuszczam, że kontrargumenetem może być stwierdzenie, iż warunki umowy - o
której mowa - są powszechnie znane i bliźnaczo do siebie podobne; nie ulegają
istotnym zmianom, czy wreszcie; nikogo one nie obchodzą (choć raczej powinny)...
W takim razie po co ta hipokryzja? Że niby wymogi prawne? Bzdura! Wszak "ignorantium
non argumentum" zastosowanie ma.
Doszukujac się analogii, spojrzałem na pobliski sklep...Dziwneee, na jego
witrynie nie ma informacji, że oddalenie się z towarem, z pominięciem kasy, jest
przestępstwem i podlega karze. Nie proszą mnie też przed wejściem do tegoż
sklepu o zaakceptowanie takiej czy innej normy i wreszcie - nie odmawiają mi
wstępu tylko dlatego, że nie wyraziłem na to zgody...
Słyszycie pukanie? To Konkluzja. Przyszła zastąpić Wątpliwość (no co? Jestem
przystojny ;)).
Jednocześnie informuję wszystkich zainteresowanych, że na ogół nie jestem takim
malkontentem, a w domu wszyscy zdrowi. Co nie zmienia faktu, że czasem lubię
sobie ponarzekać tudzież posnuć pseudofilozoficzne wywód...ekhm...wywody.
Zaczekajcie chwileczkę, przyszło dwóch rosłych gości w białych kitlach...O! Jaki
fajny kaftanik z przydługimi rękawkami! Chcecie, żebym go przymierzył...?
.......................................
Martini