Była ciemna noc. Wszędzie panowała cisza...w domach, na ulicach, na dachcach,
w WuCetach. Nawet menele byli cicho...za cicho. Sklep monopolowy był tego dnia
wyjątkowo zamknięty o tej porze nocy. Wiedziało o tym każde dziecko we wsi.
Juzef (taki menel co mieszka obok mnie w takiej drewnianej budce z serduszkiem
na drzwiach...menel, żul, pijak, parchaty grubas) głównodowodzący drużyną mającą
na celu wykonanie akcji dywersyjnej na obiekt gospodarczy zajmujący się
dystrybucją produktów alkoholowych na rynek lokalny...lub jak to Juzef określił:
'Zajmiemy k***a ten pier*****y monopolowy do k***y nędzy!'. W skład drużyny
wchodziło jeszcze sześciu meneli. Miało być więcej ale nie potrafili po pijaku
trafić do meliny. Pies wyszczekał właśnie godzinę pierwszą. Grupa meneli cichcem
podbiegła pod monopolowy, dając sobie tajemne znaki. Chociaż Zbychu odganiał się
przed komarami i muchami. Pan Stasio podjechał furmanką. Wszystko było prawie
gotowe. Teraz pan Mietek wlazł na słup elektryczny aby wyłączyć zasilanie...i
spadł. Wszedł jeszcze raz...i spadł. Juzef wykazał się geniuszem taktycznym:
wziął siekierę i ściął słup. Ten przewrócił się na trawnik przy sklepie, a kable
trafiły w Stefana. Menel trochę się rozerwał aczkolwiek był to dla niego wstrząs
psychiczny. Juzef siekierą porozwalał kable (mnie rozłączyło z netem, światło
zgasło i nie widziałem czy bimber jest już gotowy...eeee...znaczy się...nieważne!:))
a potem szybę w sklepie. Alarm nie zadziałał bez prądu. Właściciel monopolowego
tez pewnie nie działał w tym momencie bo miał zawsze ze sobą taki rozrusznik co
podłączał go do gniazdka, a bez niego funkcjonował góra 3 minuty. Menele dostali
się do środka i spakowali flaszki do skrzynek. Już je mieli ładować na furmankę
kiedy... SRU! Wielki fajerwerk typu latający big jumbo TX831B wystrzelony z
ośmiu rolek papieru WuCetowego (połączone ze sobą taśmą klejącą były) trafił w
konia i eksplodował mu w zadzie! Konik tego nie przeżył (tu nie ma żadnej aluzji
do innego dtarego konia:)). 'O k***a!' rzekł Juzef. Miał rację. Bo oto
zaatakowała ich konkurencja: Pan Heniek i jego rodzina z Płocka! Też żule:) Pan
Heniek miał własną bazookę zrobioną z pozostałościach po rolce papieru
WuCetowego. 'Dawajcie naszą vóde!' krzyczał. A Juzef na to dyplomatycznie:
'K***a sam se k***a weź ją k***a ty pie*****y c***u w dupę je***y!!' (sami
przyznacie, że Juzef ma bogate słownictwo:)) I w stronę pana Heńka poleciały
puste flaszki po vódzie. Rodzina pana H. rozpoczęła oblężenie. Postawili przed
sklepem namioty! I co chwila rzucali w sklep kaszanką zakupioną w firmie 'Sasza&Misza
productions'. Wybijali szyby dzidami i takie tam. Drużyna Juzefa została
oblężona. Co jakiś czas rzucali w namioty jakimś towarem ze sklepu (krzesła,
stoły, lada, kaloryfer ze ściany itp.). Oblężenie trwało do rana. Wtedy miał
pojawić się właściciel sklepu...ale nie pojawił się! Więc okupacja trwała nadal.
Oto fragmenty raportów dzielnych obrońców monopolowego:
'Dzień 8. Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymamy. Juzef coś pier***i o tym jak to
dobrze za Gierka było, Stefan jakiś trzepnięty ciągle, Mietek chwali sie
kupemonami...i te ataki...nie damy rady. Rodzina Heńka ciągle wrzuca coś nam
przez okna'
'Dzień 14. Chcieliśmy zrobić koktajle mołotowa, ale żal nam było marnować vódy'
'Dzień 23. Podczas gdy robotnicy stawiali słup, rodzina Heńka chciała wejść
kanałem. Ale my siem nie dali! Uzbrojeni w 'tulipany' pogoniliśmy im kota czy
pawia... ukatrupiliśmy ciotkę Heńka! Sukces!'
'Dzień 31. Vóda się kończy...brakuje amunicji w postaci wszystkiego czym można
rzucić... długo nie wytrzymamy.'
'Dzień 32. Wysłaliśmy Stefana aby się przedarł przez wrogie oddziały i
sprowadził pomoc. Heniek go dorwał i wrzucił do szamba'
'Dzień 33. Juzef się do mnie dobierał!'
'Dzień 34. Wielki atak ze strony rodziny Heńka! Szturm k***a przprowadzili ale
my siem nie dalim! Juzef chwycił Mietka i Mietkiem tłukł każdego. Straty:
Mietek...trzymamy się'
'Dzień 35. Przyszedł właściciel sklepu i nas wszystkich pogonił!'
Jaki jest morał z tej historyjki? Ano, że należy szanować Kościół!:) Mowa o 'po
piąte: nie kradnij!' jakby ktoś nie skumał. Juzefa, Heńka i ich bandy już
wypuścili jakby co:)))
ARCHWIMILIMIŁOPOTOPOCZERPACZKIWICZANIN
PS. Tekst sponsorował 'Sasza&Misza productiona'(oraz Łukasz G. z
Drawska)-największy producent wszystkiego czym można zabić, zrobić bimber, uprać
bieliznę, odrdzewić samochód, obrać kartfle, wyrzucić śmieci, zjeść na
śniadanie, robić beton oraz nosić na głowie. Do tych czynności służy każdy z ich
wyrobów (czyli nie ważne co kupicie, zastosowanie będzie takie samo!:))