Świat bez pieniądza?


    Obecnie daje się zauważyć (także wśród AM-owiczów) silny bunt przeciw materializmowi. Część z nas psioczy na komercję i wszechobecny pieniądz z upodobaniem mieszając z błotem ludzi pokroju yuppies (Young Urban Professional Pepole, czyli dla nie obeznanych z językiem Szekspira: Młodzi Miejscy Profesjonaliści*) i wszelkiej maści kapitalistów.  Do dyskusji o komercji włączać się nie będę – tyle linijek tekstu na ten temat się już zrodziło, że w końcu ludzie mogli by lekko podupaść na zdrowiu ze względu na nudną monotonię i powtarzalność.  Ja chcę porozmawiać dziś (właściwie „jutro” – ten dwumiesięczny poślizg, niech go kaczka..., i wcale nie porozmawiać, bo to będzie monolog...) o nieco innym aspekcie sprawy.  Zastanawialiście się może kiedyś czy możliwe jest życie bez pieniądza?
    Mnie do takich rozważań popchnął przeczytany jakiś czas temu reportaż (w jednej z wiodących ogólnopolskich gazet) na temat „przewrotu” w Argentynie.  Jak przynajmniej części z Was wiadomo sytuacja w tym kraju stała się tak niesamowicie ohydna, że większość zdesperowanych obywateli obaliła Parlament i postanowiła zacząć budować ten kraj od nowa.  Pomysły na lepsze jutro były różne – jedni chcieli całkowicie usunąć ze społeczeństwa „kastę” polityków, inni żądali  rekrutacji do sfery elit rządzących zwyczajnych ludzi „z ulicy”.  Moją uwagę przyciągnęła jednak stosunkowo niewielka grupa Argentyńczyków, którzy postanowili przekonać rodaków o zbędności pieniądza – przyczyny wszelkich nieszczęść.  Ludzie ci założyli więc małą społeczność (ograniczającą się chyba zasięgiem do jednej ulicy), której funkcjonowanie opierało się na, starym jak cywilizacja ludzka, systemie zapłaty w naturze.  Wyglądało to tak, że dany członek społeczności wykonywał usługę dla wszystkich w zamian otrzymując od nich ich towary i mając zapewnione ich usługi (Ja uczę ich dzieci a oni zapewniają mi opiekę lekarską, jedzenie, ubrania, usługi fryzjerskie itp.).  Czy coś takiego mogłoby funkcjonować jako system działania całego Państwa, lub może wręcz świata?  Otóż moim zdaniem nie.
    Dlaczego?  Podstawowa rzecz - ten system musiałby z konieczności dzielić ludzi na małe, samowystarczalne grupy, a to wydaje się mało realne we współczesnym świecie.  Przypomina to rodzaj plemienia, w którym nie może zabraknąć żadnego z członków, ani też nie może być nadmiaru żadnej profesji.
    Dlaczego? (to wspaniałe słowo – takie niekonkretne...).  Załóżmy, że na trzydziestu ludzi przypada trzech dentystów – do ich obsługi w pełni wystarcza jeden lekarz ten specjalności, a więc pozostali dwaj stają się „nierobami” – stanowią obciążenie dla reszty grupy (trzeba takich wykarmić, odziać, a nic nie robią). Ewentualnie mogliby się stać „towarem eksportowym”, ale wtedy trzeba jeszcze przyjąć, że ktoś inny by ich potrzebował i był gotowy załatwić im „przeniesienie” (najlepiej z rodziną, a co jeżeli żona dentysty jest jedyną „wolną” matematyczką w okolicy?  Unieważnić instytucję rodziny?)  W sytuacji numer dwa wszyscy trzej dentyści dzielą wysiłek równo między siebie, ale wtedy każdy z nich „płaci” mniej za usługi reszty społeczności (ja pracuję bite osiem godzin, a ona w przebiegach dwie!?), co jest jawną niesprawiedliwością, a jak wiadomo ludzie mają to do siebie, że nie lubią niesprawiedliwości, która ich dotyka.
    Z drugiej znów strony gdyby w grupie kogoś zabrakło też nie byłoby dobrze.  O tyle, o ile pewne podstawowe rzeczy potrafimy zrobić sami, to jak na przykład zastąpić w trybie natychmiastowym jedynego w grupie architekta, która pożegnał się ze światem na skutek marskości wątroby?  Można spróbować kogoś ściągnąć do roboty, ale co zrobimy, gdy okaże się, że nie ma na przykład „wolnego” architekta władającego naszym językiem?
    Krótko mówiąc, życie bez pieniądza wymagałoby od ludzi całkowicie lojalnego grupowego działania(adaptacja do takich warunków sprawia pojedynczym osobnikom poważne kłopoty) popartego dostosowaniem naturalnych uwarunkowań i przekonań jednostek do całości społeczności (każdy musiałby na rzecz społeczności wykonywać konkretny zawód, na który jest w tej chwili zapotrzebowanie).  Jest to szalenie skomplikowany i wręcz niemożliwy do wprowadzenia model życia gdy spróbujemy do niego dostosować liczne społeczeństwo o złożonych potrzebach (np. nie każdy wyznaje tę samą wiarę, więc potrzebni są różni kapłani, a jak zmusić kogoś do pewnych przekonań?  Co zrobić w sytuacji: „Nie mamy obecnie protestanckiego pastora, a niektórzy się go domagają i skoro mają do tego prawo, a ty jeszcze nie masz ustalonego zawodu, to nim zostań!”).
    Wszystkie te komplikacje usuwa właśnie „pieniądz” (chodzi mi nie o złotówki, dolary czy jeny, ale ogólnie o przedmiot, który w danej kulturze ma wartość umowną jak np. muszle, koraliki, czy nawet bydło) dzięki któremu nie muszę koniecznie mieć przedmiotu czy usługi potrzebnej drugiej stroni, by od niej zakupić jej dobro (nie mam siekiery, ale mam pieniądz, za który kupisz w tym kraju siekierę, a pieniądz oddam Ci za wełnę).
    Z tej przydługiej epistoły moich spisanych rozważań ( do ich spisania skłoniły mnie ciepłe opinie pewnych osób o moich zdolnościach twórczych ;)) wynika, że pieniądz nie da się już zastąpić, bo jest zbyt ważnym czynnikiem rozwoju cywilizacji.  Jednocześnie dochodzę do wniosku, że nie ma co z nim wojować i to nie dlatego, że już się u nas zadomowił, ale dlatego, że jak wszystkie przedmioty martwe nie może być zły sam z siebie – złe mogą być tylko cele jego wykorzystania.  Do wszystkich ewentualnych anty kapitalistów, anty materialistów i zwolenników powrotu do gospodarki zbieracko – łowieckiej. Walka z pieniądzem jest jak zmagania z wiatrakami – nie wygracie, a i pożytku nie będzie.  Zamiast walczyć z kasą walczcie z podejściem ludzi do kasy.

Wszelkie komentarze osób które dotrwały do końca (dużo ich chyba nie będzie...) przyjmuję pod adresem: divinity@go2.pl

Boginka

P.S Domyślam się, że część z Was uważa moje objaśnienia za zbyt łopatologiczne (jak idiotów Nas ta jędza traktuje...), ale lepiej wyjaśnić zbyt dokładnie, niż nie wyjaśnić wcale (pozdrowienia dla mojej byłej nauczycielki historii za wpojenie mi tej zasady:)).
P.S’ (prim) Trzymajcie się ciepło!