Kolejny dziwny art...

    Dzień dobry/Dobry wieczór - w zależności o której to czytasz - bo ja piszę to o 1:32, więc najprawdopodobniej będzie to głupie. Więc na początku chciałbym pozdrowić ludzi, którzy skłonili mnie do napisania tego arta, dzięki swojemu poczuciu humoru, napadów głupodiotyzmofrenii i innych chorób umysłowych występujących tylko i wyłącznie u młodzieży Polskiej, a mianowicie pozdrowienia dla Archwimilimiłopotopoczerpaczkiwiczanina, Falki, Idanowa, Luquada(3,50 v. 2.0), i wielu innych, piszących podobne, wyjątkowe poważne arty(ale długie zdanie mi wyszło).

   Więc nazywam się Henryk Zając i od 160 lat naprawiam egzopralki z napędem atomowym...a łyżka na to siedzi i zawija je w te cegły...Historia ta zaczęła się w 8,50 roku po naszej erze, kiedy to wraz ze swym kolegą Strzepanem(pisownia poprawna) ukradliśmy pewnemu sektoidowi jego wrotki do skoków na bungie, na których przejechaliśmy do Montreala, by wygrać zawody w rzucie broną. Okazało się, że zostaliśmy zdyskwalifikowani, gdyż nie należało rzucać razem z ciągnikiem, ale cóż, zadowoliliśmy się pierwszym miejscem i nagrodą w postaci dziewicy australopiteka. Gdy wyruszyliśmy dalej na podbój gumowych płonących krasnoludków na sprężynach zaskoczył nas troglodyta. Stał on na środku drogi z ogłoszeniem: Nogi kosmitki - blond piękności z alfa centaurii ze sztruksowym mikserem płyt VHS i zmieniarką naleśników tanio kupię! Zainteresowani intencjami kolesia zapytaliśmy: -Ty, a po kiego ci taki szparkotrajkotacz? - a on na to: -mimiimimimiimimimiimiimibibibibibbibiziuziuziuziuziuziuzgigo fiusaki? - Nazwał nas luzaki? Spoko, zabieramy go ze sobą, może znajdzie, czego szuka. Więc jechaliśmy dalej korytem Wisły i Pacyfiku, aż dotarliśmy do krainy zwanej Hollyjorkfornia, gdzie zakupiliśmy tramwaj do koparki, gdyż nie miała już paliwa(???)OK, a teraz na serio - jechaliśmy przez miasto pełne hoboczaków z symptomem AK47. Czuliśmy się conajmiej niezręcznie, gdyż odpadły nam ręce. Gdy już się pozbieraliśmy z szoku związanego z zobaczeniem uroków tej wioski, stwierdziliśmy, że należy poszukać schronienia, tawerny jakiej, albo coś. Wchodzimy do pierwszej lepszej karczmy, a tam same Mroczne Muminki z Marsa. Nasz przyjaciel, troglodyta, podszedł do barmana i zapytał: - Splerk ziu bibi grat mirokatu? - co znaczyło mniej więcej tyle, co: - Nazywam się Tadzio Uamigłówka, a to są moi koledzy. Szukamy miejsca na nocleg oraz jakiejś strawy na kolację. Poza tym bardzo podoba mi się twoja córka, która jest barmanką i chciałbym się z nią ożenić. Masz jajecznicę? (Translator sporządziłem z dwóch zapałek i gumy do żucia, więc nie dziwcie się, że takie cyrki wychodzą). Na co barman obciąl mu głowę z bejsbola.  Zdziwieni tą sytuacją sięgneliśmy po broń - Ja po moją nowiutką głowicę termojądrową(instrukcja obsługi: Dwa jajka wrzucić na rozgrzany już tłuszcz i czekać, aż się usmaży) oraz szatkownicę rycerzy Jeti, a Strzepan chwycił w dłoń swój róg bawoli, długi cętkowany, kręty i zaczął ...hmm... może lepiej nie napiszę, co zaczął. Pozostałem więc sam na placu boju. było południe, miasteczko wymarło. Cisza. Nagle z góry spadły na mnie gumowe płonące kartofle ze zszywaczami do zrazów. W tym momencie czas się zatrzymał, a ja niczym w Matrixie zaczęłem wymijać te truskawki. Udało się. Następny level - Xero. Nie mogę dopuścić go do rajlgana, gdyż na pewno wtedy przegram. OK, Strzepan zaszedł go od tyłu i strzelił mu z oka zza węgła. Jestem uratowany. Idziemy na mleko(a co myślałeś, że piwo?). Wchodzimy do baru mlecznego, a tam same piwo, drinki, vooda, wina(hmm...to rzecz względna - tzw. patykiem pisane). Dobra wypisuję się, wyciągam pokaumona i strzelam sobie kwadrata w łeb.

Minęła godzina ósma pysiont, wiadomości radia Y. W życiu na ziemi udział wzięli... hmm... może lepiej zmienię stację. szszhhzsszshhh... przy zakupie 796 pokemumingumisiów dostaniesz z procy w krocze gratis!!!!... szhszszszhszshzshzhhh... uwaga, uwaga!!! komunikat specjalny! przez wysypanie węgielka(zmutowana odmiana wąglika - atakuje układ moczowy i powoduje, że mocz jest wydalany tylko i wyłącznie uszami)do oceanu Bałtyckiego, wyginęło 99,9346375385728% populacji Ludź. I żyli długo i szczęśliwie... 

OK, jest happy end, więc można już kończyć. Jeżeli ktoś to doczytał do tego momentu, to gratuluję wytrzymałości oraz informuję, że jesteś teraz o 8,50% głupszy;) A tak naprawdę to jestem normalny. Myślę, że jeśli ten art zostanie opublikowany, to napiszę jak najszybciej kolejny, ale o normalnej godzinie i nieco ściślejszej fabule, treści i w ogóle art, a nie coś takiego jak powyżej(did I done that?;))

KAT

PS: Jeszcze raz - jeżeli przeczytałeś to coś - dziękuję Ci za to. Jeśli nie przeczytałeś, to dziękuj sobie i swojemu zdrowemu rozsądkowi;)

PS 2: Time stays by my side..... Yes it is.....

PS 3: Strzepan jest postacią autentyczną, a jego xywa pochodzi od...albo lepiej nie napiszę od czego;)

PS 4: Przy pisaniu tego... hmm... czegoś słuchałem:

S.O.A.D.,

Soundtrack "Muminki vs. Predator",

Naftalka,

Smerfne kity,

and GOD SAVE THE KING!!! - pozdrowienia dla Eryka;)

PS 5: ... a dziś nic nie piłem, ani nie brałem;)

PS 6: kjurde, tak naprawdę to nie wiedziałem, że mogę napisać coś aż tak... aż tak... hmm... nie wiem jak to określić;)

PS 7: Miał to być bardzo poważny art o śmierci, ale mi nie wyszło;)

PS 8: Gdy na kanale #polska zapytałem, kim jest Archwimilimiłopotopoczerpaczkiwiczanin, uzyskałem odpowiedź: - mieszkańcem Archwimilimiłopotopoczerpaczki? ;)

PS 9: Czy ktoś z was (oprócz Archwimilimiłopotopoczerpaczkiwiczanina) potrafi z pamięci napisać, lub bez potknięcia wymówić Archwimilimiłopotopoczerpaczkiwiczanin? ;) (W Grudziądzu tylko 6 osób potrafi;))

PS 10: Tekst zostau f cauoźdźi sprafdzony na poprawnoźdź ortograficznom, wienc jeźli som tu jeszcze jakieź buendy, to som one zamieżone.