KRÓTKI ART O SZCZĘŚLIWYM KRAJU Rzadko bywam na czacie, najwyżej raz na miesiąc, gdy naprawdę nie mam pomysłu co ze sobą zrobić. Tym razem jednak opłaciło sie wejść i dłużej pogadać. Spotkałem trzydziestoletnią kobietę z Meksyku. Gdy okazało się, że interesuje się postkomunistycznymi krajami Europy, rozmowa zeszła na tematy polityczne. Dowiedziałem się, że Meksyk to raj na ziemi, ale także kraj bardzo źle rządzony. Na to odpowiedziałem, że również i u nas sytuacja jest najgorsza od jakichś dziesięciu lat. Moja rozmówczyni odpisała na to: "Dzieci nie mają u nas jedzenia, na ulicach leżą masy zdechłych psów, ludzie, zwłaszcza młodzi, nie mogą studiować. Chciałabym cos z tym zrobić, ale nie mogę." I głupio mi się zrobiło, że moment wcześniej napisałem, iż jest u nas "podobnie" źle. Są kraje, w których jest sto razy gorzej, palące pro- blemy wymagają natychmiastowego rozwiązania. Kiedy skończyliśmy rozmawiać, poczułem się szczęśliwy. Szczęśliwy, ze z dwojga rodziców przynajmniej moja mama ma pracę, że mogę studiować na ostatnim uniwersytecie w Polsce, jeść do woli ryby z puszki i łazić po mieście w moim spranym kilkuletnim polarze. Szczęśliwy z tego co mam. W Polsce też jest niewesoło, co czwarty dorosły człowiek bez pracy, społeczeństwo coraz biedniejsze, z kieszeni wydzierają coraz więcej. Odnoszę wrażenie, że w kraju jest masa ludzi, który potrafią tylko na to narzekać. Może to lata PRL-u tak ich ukształtowały. Na przykład starsi ludzie, przyzwyczajeni do czasów, w których nie było wolności, ale była jako taka opieka socjalna, nie potrafią się przystosować do "bezdusznego" kapitalizmu. Wydaje mi się, że są tacy Polacy, którzy z założonymi rękami czekaliby na nadejście lepszego. Bo "jest źle, nie nasza wina, no to niech zrobią lepiej". Może to też wynikać z frustracji i braku nadziei na poprawę losu - dlaczego tak dużo ludzi nie głosuje? Bo myślą sobie,że na miejsce starych złodziei przyjdą nowi, więc po co w ogóle głosować? A przecież nie tędy droga. Nie mozna wykrzesać z siebie odrobiny optymizmu? Przecież nie jest jeszcze tragicznie, a na pewno nie tak beznadziejnie jak w Meksyku. My możemy coś zmienić. Na początek wypadałoby zmienić nastawienie, nie przyjmować postawy: "Ja dla państwa nic a ono mi kasę", nie na- rzekać na wszystko. Ktoś może mi zarzucić: "Co ty gówniarzu dwudzies- toletni wiesz o życiu, nikt cię jeszcze porządnie w tyłek nie kopnął" Fakt, jestem młody, ale gdy pożyję jeszcze kilka lat i kiedyś będę wraz z rzeszami rówieśników próbował zmieniać tę naszą Polskę, podejdę do tego z optymizmem. I będę się cieszył z tego co mam i z tego, że żyję w kraju w miarę jeszcze szczęśliwym. Donald optymista (z tego gatunku optymistów, co chyba są już na wymarciu :))