Coś ... nie wiem co Jestem teraz opanowany tylko jedną myślą... "Czy mi się uda... Jezu co ja zrobię jeżeli nie dostane się na te studia?" Noc, po dwudziestej drugiej, stoję na przystanku, wokoło sami nieznajomi ludzie. Nic mnie nie cieszy, nic specjalnie nie przyciąga mojej uwagi. W monotonnej bezsilności stoję, i czekam na mój autobus. Właśnie podjeżdża jeden. To "czwórka", nie mój, więc czekam dalej. Siedzą w nim ludzie, tak samo obojętni jak ci na przystanku. Nie mam ochoty na nich patrzyć. Drzwi się zamykają - i dobrze, niech już odjedzie. Wiodę wzrokiem gdzieś w tył, i w pewnym momencie, przy środkowych drzwiach widzę człowieka. Stary, około 40-50 lat, z brodą, wydaje się brudny, szary - zwykły niczym nie wyróżniający się, może bezdomny. Schyla się tak aby mnie zobaczyć, patrzy na mnie, uśmiecha się i wystawia rękę z wyciągniętymi palcami wskazującym i środkowy na kształt litery "V". Chwila zastanowienia... Pamiętam go. To ten sam którego spotkałem miesiąc - może dwa miesiące temu. Ten sam hipis, któremu dałem jakieś drobne. Teraz uśmiecha się, i macha do mnie. Może to głupie, ale przywraca optymizm. Nie wiem czemu. Może to jego uśmiech schowany pod brudną brodą kontrastujący ze zmęczonymi oczami. Ten wyraz twarzy, ciągle nie daje mi spokoju. Może to dlatego że w tym zakurzonym, ciemnym, zatłuszczonym mieście jest jedna osoba która mnie pamięta, i która uśmiecha się do mnie. Może to po prostu dlatego że tutaj nikt się nie uśmiecha, wszyscy są obojętni na wszystko. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale ten człowiek przywrócił mi wiarę w to że jeszcze wszystko może się udać. Wsiadłem do swojego autobusu. Gdzieś z tyłu, skuliłem się na przedostatnim siedzeniu. Popatrzyłem na przednią szybę. Zaczął padać deszcz. Jezu, jak dawno nie padało... to on, szaman- hipis, swoim uśmiechem sprowadza deszcz. A deszcz zmyje "... cały ten kurz, tłuszcz miasta...". Uda mi się. Wierzę w to... Czemu przedtem nie wierzyłem? Bo zapomniałem o tym że najmniejsze drobiazgi cieszą najbardziej, po prostu przestałem je dostrzegać. Nie chce o tym zapominać, a on choć może już nigdy go nie spotkam, o tych drobiazgach mi przypomina. Red_like_dragon_fall Pisane w dwudziestą pierwszą noc maja. Z oczami czerwonymi, zmęczonymi od patrzenia na świat, ale z nowym uśmiechem na twarzy.