"Inteligencja"?



    Przeczytałam sobie z czystej przyjemności twór jednostki zwanej przez siebie samą PMG i z tejże samej czystej przyjemności postrzępię teraz klawiaturę.
    PGM miał, jak mniemam, zamiar odniesienia się do problemu inteligencji w ogóle, ale wydaje mi się, że nie najlepiej to wyszło.  Otóż PGM ustosunkował się do inteligencji jako wiedzy (zresztą jak wiele innych osób), a moim zdaniem jest to podejście niewłaściwe.  Otóż między wiedzą, a intelektem nie powinno się stawiać znaku równości.  Zachodzi między nimi pewna, dość ścisła zależność, ale nieco innej natury.  Z tego co mi wiadomo inteligencja warunkuje m.in. zdolność wyciągania wniosków z obserwacji bez zewnętrznej pomocy, czy zdolność budowania ciągu przyczynowo-skutkowego itp.(wystarczy spojrzeć na przykład na zawartość testów na inteligencje, robionych u psychologa).  Ogólnie jest to pojęcie cholernie trudne do zdefiniowania w jakimkolwiek ludzkim języku, natomiast dla mnie pewne jest jedno: inteligencja warunkuje zdolność uczenia się danej jednostki, ale nie warunkuje posiadanej wiedzy!
    Krótko mówiąc – z wysoką inteligencją masz zadatki na dobrego ucznia, gdyż nauka powinna wchodzić Ci łatwiej do głowy niż większości, co wcale nie znaczy, że będziesz się lepiej uczył tak sam z siebie.  Możesz na przykład mieć szczerą niechęć do matmy i choć rozumiesz prawidła tych wszystkich dodawań, mnożeń, potęgowań, całkowań itp. to mimo wszystko mało interesuje Cię pilnowanie pojedynczego minusa i wynik równania siódmego stopnia z dziesięcioma niewiadomymi.  Tym samym z matmy dostaniesz na przykład 2 choć masz relatywnie wysoką inteligencję.  Zaraz, zaraz co się będę nadmiernie męczyć przecież szanowny PGM sam podał przykłady!  No dobra, to teraz zgodnie ze swoją wredną naturą zabieram się za niszczenie jego wizji świata i okolic.
    Sytuacja numero uno: „Gość, który w liceum był w strefie ocen 4.0 - 4.5, był na olimpiadzie z historii i zdawał maturę z matematyki ( wszechstronnie utalentowany no nie :) ze skutkiem dobrym do bardzo dobrego. Poszedł na studia do może niezbyt renomowanej uczelni, ale też nie takiej, w której dyplom dają tylko za to, że płacisz czesne. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć - inteligentny to on powinien być. No dobra, a gdyby powiedzmy gość poszedł na powiedzmy Uniwersytet Jagielloński i znalazł się w grupie takich agentów, którzy średnią 5.0 to oni uważali za tragedię ( znam paru takich ) a maturę to oni zdali już w 2 klasie liceum uczestnicząc w 2 finałach olimpiad na szczeblu krajowym. Czy oni powiedzieliby o nim, że jest inteligentny. Nie powiedzieliby, że jest " cieńki bolo" pewnie szybko by odpadł.”
    Facet kończy liceum z wynikami między cztery a pięć ale to jeszcze nie wiele znaczy.  Może inaczej, mówi nam to że pewien zasób informacji opanował na takież oceny, ale to wszystko.  Co?...,Że ocena mówi coś o inteligencji danego osobnika? Gucio prawda, że tak to ujmę!  Oceny (czy raczej nauczyciela który Ci ją wystawia) nie interesuje jak zdobyłeś wiedzę – czy śpiewałeś sobie podczas śniadania, wykułeś się tegoż na pamięć, ściągałeś, czy zrozumiałeś i nauczyłeś się przez rozumienie.  Na dodatek, praktycznie każdy człowiek o średniej inteligencji powinien móc się nauczyć materiału szkoły średniej z bardzo dobrym skutkiem, jeżeli tylko poświęci na to odpowiednią ilość czasu – tym z inteligencją powyżej średniej powinno być tyko trochę łatwiej i tyle.  Z jego olimpiadą z historii mogło być podobnie – nikt nie zabrana mu się wykuć materiału na pamięć ważne że w chwili pisania zdobył tyle punktów, że przebił innych.  Z jego „kolegami” z UJ jest trochę „gorzej” – Ci pewnie są już gdzieś powyżej średniej (innego wytłumaczenia dla takich „wybryków” nie widzę) ale to wciąż nie znaczy, że są inteligentniejsi od niego.  Gość mógł zwyczajnie uznać, że większy wysiłek nie jest konieczny (nie ma chorej ambicji, a towarzysko też się trzeba po udzielać) i tym samym choć mógłby harować i zrobić więcej, zrobił właśnie tyle, ile zrobił.
    Niemniej jednak częściowo zgadzam się z pierwszym wnioskiem Pana PGM: „Wniosek pierwszy uznanie ciebie za osobę inteligentną w dużej mierze zależy od otoczenia. W jednym możesz być "miszczem" moszczem w drugim będziesz cieniasem.”, choć istnieje wciąż pewna średnia i to w oparciu o nią Twój poziom inteligencji określą eksperci i będzie to chyba względnie obiektywne?
    Dobra, ze strażą przednią już się rozprawiłam pora na drugą odsłonę: „Człowiek, który był po I roku informatyki i nie wiedząc czy będzie miał na następny rok studiów, zapisał się do Centrum Kształcenia Ustawicznego na technika informatyka. I co. No wiadomo. Na początku nauczyciel mówi teksty w stylu: Jeśli wciśniecie ten przycisk to komputer się włączy albo wyłączy", a on w tym czasie sprawdzał, co ma w systemie i ściągał sobie z netu programy które były mu potrzebne., Reszta słuchaczy tej klasy, głównie jakieś młode laski po zawodówkach i ryczące czterdziestki, które nie mogą znaleźć roboty, patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami. No dobra, minęło trochę czasu nauczyciele wprowadzili Pascala. On miał C++ na uczelni, więc powinien trochę pouczyć się, ale stwierdził " No co ja się będę uczył, wejdę zagnę ich z algorytmów i po zawodach" no i się przewiózł. Po paru takich sprawach na półrocze stwierdził, że średnia to mu wychodzi zarąbista : 5,5,5,5,1,1,1,1 no tak na oko to koło 3. On, który wymiatał i był Rambo i na ustach całej klasy teraz z 3 na koniec. Ktoś może powiedzieć nie umiał się przystosować do ram uczelni.
Ja powiem Wniosek drugi: obojętnie jaki jesteś teraz inteligentny i mądry za pół roku możesz tyle stracić, że nawet się nie obejrzysz, a spadniesz do poziomu innych albo poniżej”
    Znowu to samo!  Po pierwsze informatyk nie musiał wcale być inteligentniejszy do tych „ryczących czterdziestek”, czy „lasek po zawodówkach” (choć niektórym w to drugie czasem trudno uwierzyć), a taka jest mniej więcej sugestia.  Facet miał wiedzę i tyle – na tej samej zasadzie każda dobra gospodyni domowa MUSI BYĆ bardziej inteligentna niż ja ponieważ nie mam bladego pojęcia o robieniu choćby takiej pieczeni rzymskiej.
    Po drugie gość dostawał pały też nie za to, że nie miał IQ dziesięć razy powyżej normy tylko za to, że nie władał Pascalem, a to ma się do inteligencji, jak odkrycia Kolumba do pogody na Marsie.
    Natomiast po trzecie ustosunkuje się do wniosku – za pół roku to ja nic nie stracę. Inteligencję się ma wrodzoną i można ją w pewnych drobnych ramach rozwijać, ale trudno stracić tak samo jak nie traci się na przykład talentu do malowania (można co najwyżej stracić rękę) – chyba, że uszkodziłeś sobie mózg (to już neurologia, a na tym to ja się znam jak kura na pieprzu, więc nie będę się szerzej wypowiadać).
    Wiem, że nikt już więcej nie wytrzyma przy jednym arcie, więc kończę „kłapać” klawiaturą i podpisawszy się, dziękuję za uwagę.


Boginka (jak ktoś coś do mnie ma to... divinity@go2.pl)